Strona Główna         Superliga         W Sekrecie         Historia         Księga gości         Linki

W Sekrecie - Klasyfikacja października 2010
 
Lp Nazwisko i imię 7.10 14.10 21.10 28.10 suma maksy zamknięcia
1 Kapuściński Marcin 16 8 20 20 64   116
2 Giszter Roman 20 4 16 16 56 1 112,112
3 Przybyłowicz Błażej 12 16 12 12 52 2 120,114
4 Gaertner Robert 8 20   8 36 1 156
5 Roszak Bolesław 8 12 6 1 27 1  
6 Gaudyn Arkadiusz 10 2 1 10 23 1  
7 Tichoń Jakub   10 4 4 18    
7 Więtkowski Paweł 2 4 8 4 18 3  
9 Nowak Adrian 6 8 2 1 17    
10 Gorzelańczyk Julian     10 6 16    
11 Jakimowicz Janusz 2 2 8 2 14    
11 Ratajczak Dawid 2 2 6 4 14    
13 Wojciechowski Tomasz 1 6 2 4 13    
14 Obruszkiewicz Patrycja 4 4 2 1 11    
14 Szymkowiak Maciej 1 1 1 8 11    
14 Weber Krystian 1 4   6 11    
17 Pawłowski Michał 4 2 2 1 9    
18 Jakubowicz Marcin   1 4 1 6    
18 Łukowski Rafał   6     6    
18 Marczak Adrian     4 2 6    
18 Pakosz Krzysztof 6       6    
22 Kujawski Wojciech     4   4    
22 Rój Mariusz 4       4    
22 Serafin Anna 4       4    
25 Olaszek Karol 1   1 1 3    
25 Walkiewicz Adrianna 2 1     3    
27 Myszkun Dariusz   1 1   2    
27 Pazoła Grzegorz       2 2    
27 Plichta Michał 1 1     2    
27 Witasik Paweł       2 2    
31 Wendt Mateusz 1       1    

 

28 października 2010r.

 

   Ostatni turniej października jak zwykle obfitował w ciekawe wydarzenia i dużo walki, a to dlatego, że kwestia pierwszego miejsca w klasyfikacji miesięcznej była nadal nierozstrzygnięta. Prowadził Marcin Kapuściński, a tuż za nim (z czterema punktami straty) czaili się Roman Giszter z Błażejem Przybyłowiczem. Robert Gaertner ubiegłotygodniową absencją sam się wykluczył z rywalizacji o najwyższe miejsce.

   Do turnieju zgłosiły się 22 osoby, a wśród nich z dawna nie widziany Grzegorz Pazoła. Zawodnik ten grał w darta 10 lat temu i co starsi stażem darterzy jeszcze pamiętali rywalizację z nim, ale faktem jest, że przynajmniej od siedmiu lat nie uczestniczył w turniejach. Obecnością darterów zaszczycił też kolega ze SłupskaPaweł Witasik, który gdy tylko zdarzy mu się nawiedzić te strony, niezawodnie melduje się na turnieju.

   Największą niespodzianką pierwszych meczów było zwycięstwo Dawida Ratajczaka nad Julkiem Gorzelańczykiem. Chyba jednak najwyższa pora, by przestać coraz liczniejsze zwycięstwa Dawida traktować jak sensację. W środę przy okazji debiutu w Superlidze Konin Dawid pokonał Kazika i prezentował się nad wyraz solidnie, a Julek ostatnio niestety razi nieskutecznością. Dawid trafił do lajcikowej ćwiartki drabinki i miał dużą szansę na awans do półfinału prawej, ale z letargu obudził się Maciej Szymkowiak, który, o ile z Patrycją się lekko ślizgnął, to z Dawidem wygrał już zasłużenie.

   Maciej miał szczęście w postaci w miarę prostej drogi do półfinału, ale pozostałe ćwiartki w miarę sprawiedliwie były obsadzone faworytami. W pierwszej ćwiartce znaleźli się Marcin Kapuściński oraz Robert Gaertner i zgodnie z przewidywaniami szybko wpadli na siebie (Marcin nie bez problemów pokonał Kubę, natomiast Kima pokonał Adriana Marczaka). W starciu tytanów lepszy okazał się Marcin, który ostatnio imponuje formą. W półfinale z Maciejem grał także rewelacyjnie. Pierwszego lega zamknął w 6 rundzie ze 100 punktów, a w drugim dokończył dzieła zniszczenia, choć przeciwnik miał dwie lotki na dablu w ręku.

   Ciężką drogę do półfinału miał Roman. Zarówno Bolek, jak i Świstak to wymagający przeciwnicy, ale lider klasyfikacji poradził sobie z tymi przeszkodami. Rozstawiony był też Błażej, który znów żenująco się ślizgał. Sąsiad narzucił mu wysokie tempo i szybko wyszedł na prowadzenie 1:0. W drugim legu lepszy był Błażej, ale w trzecim znów przewagę blisko dwustupunktową osiągnął Sąsiad. Jednak przy rozmiance mocno się pogubił i Błażej mając 222 punkty szybko podgonił i po pomyłce na topie zamknął D10. W swym drugim meczu Błażej pokazał, że w temacie ślizgów ma jeszcze duże rezerwy. Mecz z Gustlikiem otworzył maksem i dowiózł szczęśliwie przewagę do końca lega. W drugim przegrał gładko, a  trzeciego z kolei Arek otworzył maksem i przewagę dowiózł do samych dabli. I tym razem do Błażeja uśmiechnęło się szczęście. Stratę odrobił i zamknął z 80: T20,D10.

   W półfinale Błażej został pokonany przez Romana, ale po zaciętym meczu. Roman prowadził 1:0, ale po dwóch legach i pięknej grze obu zawodników był już remis. W decydującym legu Błażej miał przewagę i w rezultacie trzy lotki meczowe w ręku, ale pomyłkę bezlitośnie, choć trochę szczęśliwie wykorzystał Roman zamykając z 60: 0,20,D20.

   Dwaj najlepsi aktualnie zawodnicy konińscy stworzyli widowisko, jakiego dawno w Sekrecie nie widziano. Pierwszego lega Marcin przegrywa, mimo wyraźnej przewagi i 15 lotki w ręku. W drugim wyrównuje stan gry i w decydującym po nadal olśniewającej grze kończy w 6 rundzie, choć również niewiele brakowało, by zamknąć lega w piętnastu rzutach.

   Na lewej stronie jak zwykle rozegrało się kilka dramatów. Największym pechowcem chyba można obwołać Sąsiada, który na prawej o włos i do tego niezasłużenie przegrał z Błażejem, a tymczasem na lewej zagrał słabiej i Paweł ze Słupska wyeliminował go z gry. Nienajlepiej wiodło się też Pablo. Michałowi chyba nowa ksywka nie służy, bowiem przegrał na prawej z Patrycją, a na lewej skarcił go Janusz. Największą niespodzianką była chyba porażka Bolka, który zwykle zajmuje wysokie miejsca, ale tym razem dał się ograć Julkowi. Tenże wykorzystał względną stabilizację i pokonał jeszcze Janusza i Dawida, mimo że momentami to nie Julek rzucał lotkami, ale lotki rzucały Julkiem.

   W kwestii rzucania lotkami wykazał się też Kuba – tyle ze zamiast do tarczy, ciskał nimi o ścianę po przegranym meczu z Gustlikiem. Pozytywnie trzeba ocenić grę Krystiana Webera, który na lewej wygrał dwa mecze, a właściwie trzy. Krystian pokonał Karola i Grzegorza, a w pojedynku ze Świstakiem otrzymał walkower, wskutek wycofania się przeciwnika. Świstak miał problemy żołądkowe, ale podobno to naturalne przy przejściu z metylu na wódkę.

   Tą połowę lewej strony pozamiatał Gustlik, który po pokonaniu Kuby i Krystiana, zakończył też przygodę Macieja, który właśnie spadł na łeb i szyję z prawej strony drabinki. Gdy wszyscy spodziewali się, że drugim półfinalistą lewej zostanie Robert Gaertner, ten niespodziewanie przegrał z Błażejem. Obydwa legi były wyrównane, a Błażej zaskoczył przeciwnika w drugim legu zamknięciem ze 114: T20,D14,D13. W kolejnym meczu Błażej po raz drugi tego dnia pokonał Gustlika, ale tym razem zasłużenie, by potem samemu po raz drugi przegrać z Romanem. Już trzeci raz w tym miesiącu Błażej zajął miejsce tuż za finalistami, skutkiem czego na takim właśnie miejscu wylądował w klasyfikacji października.

   W finale Marcin Kapuściński ze swobodą poradził sobie z Romanem. Mecz był wyrównany, ale Marcin wygrał zasłużenie i potwierdził powrót wysokiej formy.

 

Moment turnieju: Marcin Kapuściński ma na budziku 144 w meczu z Maciejem i przymierza T20,T20, ale trzecia lotka zamiast w D12, ląduje w D9.

 

Leg turnieju: Marcin Kapuściński versus Roman Giszter. Kapusta sypie dzwonka za dzwonkiem i po 4 rundach ma 132 na zegarze. W piątej rzuca T20,T20 i oponę, ale trzecia lotka tak niefortunnie się odbija, że piórkiem zahacza o sektor powyżej. Fura. Roman dogania przeciwnika i sam zamyka ze 112: T20,20,D16.

 

Zawodnik turnieju: Roman Giszter. Mimo trudnej drabinki (Bolek, Świstak, 2xBłażej) pewny awans do finału, gdzie jednak minimalnie przegrał.

 

Niespodzianka turnieju: Porażka Adriana Nowaka z Pawłem Witasikiem, a także zwycięstwo Julka Gorzelańczyka nad Bolkiem Roszakiem.

 

Ślizg turnieju: Błażej Przybyłowicz. Dwa żenujące ślizgi w dwóch pierwszych meczach. Zarówno z Sąsiadem, jak i z Gustlikiem odrobił dwustupunktową stratę. Robert Gaertner tym razem przegrywał i wygrywał zasłużenie, ale za tydzień na pewno znów tu zawita.

 

 

1.Marcin Kapuściński – Kapusta

2.Roman Giszter

3.Błażej Przybyłowicz

4.Arkadiusz Gaudyn – Gustlik

5.Robert Gaertner – Kima

5.Maciej Szymkowiak

7.Julian Gorzelańczyk

7.Krystian Weber

9.Dawid Ratajczak

9.Jakub Tichoń

9.Paweł Więtkowski – Świstak

9.Tomasz Wojciechowski – Kazik

13.Janusz Jakimowicz

13.Adrian Marczak

13.Grzegorz Pazoła

13.Paweł Witasik

17.Marcin Jakubowicz

17.Adrian Nowak – Sąsiad

17.Patrycja Obruszkiewicz

17.Karol Olaszek

17.Michał Pawłowski – Pablo

17.Bolesław Roszak

 

 

21 października 2010r.

 

   Przedostatni turniej października, mimo uczestnictwa 20 osób przebiegał nad wyraz sprawnie. Mury Sekretu swą obecnością zaszczycił Wojtek Kujawski, zawodnik Poison Arrow Gniezno i zmora konińskich zawodników z ostatniej Inwazji na Konin, gdy wygrał turniej noworoczny. Na wiadomość o przybyciu Dziury zapanowało niemałe poruszenie. Kima przypomniał sobie, że nie wyłączył żelazka i czym prędzej zwiał, nim większość zawodników zdążyła się zapisać, ale sprawy w swe ręce postanowił wziąć sędzia. Wojtek to przesympatyczny zawodnik, ale nie ma prawa wygrać po raz kolejny w jaskini konińskiego darta. Nie ma bata. Najn, Niet, Newa.

   Błażej na szczęście jest wyrobiony w manipulacji przy drabince i tak ją ułożył, że Dziura nie dość, że jako jeden z niewielu nie miał wolnego losu, to jeszcze trafił na Gustlika. W przypadku wygranej miał się spotkać z Marcinem Kapuścińskim, a dodatkowo do tej połówki drabinki Błażej wcisnął jeszcze Sąsiada, Kubę, Świstaka i na deser Romana. Nie było możliwości, by Wojtek prześlizgnął się przez to sito. Było jeszcze jedno dodatkowe zabezpieczenie przygotowane na lewą stronę, ale o tym potem.

   Trzeba przyznać, że pojawienie się Wojtka i dezercja Kimy były na rękę Błażejowi. Pod pozorem działania dla honoru Sekretu upchnął wszystkich faworytów w jednej połówce drabinki, sam zaś raczył się pustynią nieskalaną żadnym wymiataczem, i tylko dla niepoznaki umieścił tam Bolka. Plan wypalił, chociaż już pierwsza przeszkoda stawiła mu zacięty opór. Kazik (po pokonaniu Macieja) zagrał z Błażejem bodaj najładniejszy mecz w tym roku, a przynajmniej najładniejsze 2/3 meczu. Genialna gra w pierwszym legu, mnóstwo dzwonków i poniżające przeciwnika zamknięcie z 64: D16,D16 zrobiło wrażenie. W drugim Kazik rozpoczął jeszcze mocniej. Otwarcie 133, po chwili poprawka 117 i Błażej miał już łzy w oczach. Pozbierał się jednak, założył gustowne łyżwy i powolutku odrabiał stratę. Kazik miał 6 lotek meczowych w ręku, ale pozwolił przeciwnikowi wyrównać i tyle zostało z widowiska. W trzecim legu Błażej zagrał już bardzo dobrze i przeszedł do kolejnej rundy. W drugim swym meczu, równie zaciętym, pokonał Bolka i zgodnie z (swoim) planem awansował do półfinału.

   W tej połówce drabinki doszło jeszcze do jednego ważnego wydarzenia. Marcin Jakubowicz, dla którego był to dopiero trzeci turniej w życiu, ugrał pierwszego swojego lega. Tak się przy tym rozkręcił, że po chwili ugrał kolejnego, co dało mu pierwsze w historii zwycięstwo meczowe. W kolejnej rundzie Marcin również prezentował się nieźle, ale Julek zasłużenie przeszedł do półfinału.

   Duże poruszenie na turnieju wywołał wygląd Kuby Tichonia. Najwyraźniej dzień wcześniej Kuba brał udział w sparingu w trochę bardziej kontuzjogennym sporcie niż dart i ślady tego nosił na twarzy. Obiecałem już zamknąć temat pseudonimów rodem z kreskówek, ale do Kuby jak ulał pasuje ksywka Kung-Fu Panda! Opuchlizna trochę przeszkadzała mu w grze, ale zdołał pokonać Sąsiada i poddał się dopiero w meczu z Romanem, który przy okazji zaaplikował mu high-finish 112.

   Stranieri z Gniezna w pierwszym meczu poradził sobie z Gustlikiem, choć trzeba przyznać, że miał przy tym dużo szczęścia, gdyż Arek szybciej meldował się na dablu. Co ciekawe, był to już drugi pojedynek tych zawodników w ostatnim tygodniu. Obaj spotkali się na ubiegłotygodniowej okręgówce w Gnieźnie, gdzie także wygrał Wojtek. Niecny plan sędziego wypalił w kolejnej rundzie – Wojtek nie dał rady Marcinowi Kapuścińskiemu, który bez straty lega przeszedł tą i następną rundę (Janusza Jakimowicza).

   W pierwszym półfinale Błażej (nie bez problemów) pokonał Julka, natomiast Roman nie dał rady Marcinowi Kapuścińskiemu. Zwycięzcy spotkali się w finale prawej i obaj zawodnicy podzielili się rolami w ten sposób, że Błażej szybko schodził, a Marcin na siebie wziął dable.

   Warto nadmienić o małym skandalu obyczajowym, do którego doszło w kontekście wydarzeń sprzed tygodnia. W relacji z turnieju znalazła się wzmianka o stroju Patrycji, który rzekomo miał wpływ na formę pozostałych uczestników zawodów. Sprawa przeszłaby niezauważona gdyby nie Eli – kapitan Weteranów Samogwałtu, który zainteresował się tym faktem i dał temu wyraz w Księdze Gości niniejszej strony. Długo nie trzeba było czekać na interwencję Dawida, który najpierw postawił weto zapędom Elego, a następnie wymusił na Patrycji zmianę stroju. W ostatni czwartek zawodniczka paradowała już w pożyczonym od Juranda ze Spychowa worze pokutnym. Widownia jęknęła.

   Plusem zamieszania jest jednak to, że przynajmniej wiadomo, że sukcesy przemiłej zawodniczki nie mają źródła w seksapilu, lecz w formie i talencie. Nierozpraszająca uwagi Patrycja ograła na lewej Darka Myszkuna, a potem musiała uznać wyższość Dawida (już nie tylko w wyborze stroju). Zawodnik ten w kolejnym meczu niespodziewanie pokonał Kubę, ale temu widocznie nadal w grze przeszkadzała kontuzja.

   Spory sukces na lewej odniósł Kazik. Po minimalnej porażce na prawej, gdzie grał jak natchniony, na lewej pokonał Arka Gaudyna. Szkoda tylko, że nie wykorzystał dobrej passy i przegrał potem z Adrianem Marczakiem, bo ta ćwiartka lewej strony nie należała do najgroźniejszych. Jej królem został Janusz, który pokonał Adriana, a następnie Dawida i wdrapał się aż na piąte miejsce.

   Wracając do osoby niespodziewanego gościa z Gniezna: już raz wszystkich przekonał, że lewa strona jest równie dobrą drogą do zwycięstwa w turnieju jak prawa, toteż sędzia poczynił dodatkowe zabiegi, aby sytuacja z II Inwazji na Konin się nie powtórzyła. Będąc wiernym czytelnikiem strony www.weterani.tk wiedział, że największym przeciwnikiem Dziury jest głód, toteż sprzątnął z pubowych półek wszelkie jadło, nakłamał o braku punktów gastronomicznych w pobliżu, a gdy Marcin Kapuściński nierozsądnie chlapnął coś o pobliskiej chińskiej restauracji, sędzia zabronił Dziurze oddalać się, motywując zakaz napiętym planem gier. Dziura skłonny był już zamordować sędziego, ale w ręce wpadła mu w ostatniej chwili ulotka pobliskiej pizzerii i natychmiast złożył zamówienie. W tych okolicznościach powiedzenie „wilk syty i owca cała” nabiera głębszego znaczenia. Fortel jednak się udał: ziejący pepperoni Wojtek nie dał rady Bolkowi, który zagrał bardzo dobry mecz.

   Najlepsze wrażenie na lewej zrobił jednak Świstak, udowadniając co leg, że kryzys formy ma już za sobą. Poradził sobie kolejno z Karolem, Sąsiadem, Marcinem i Bolkiem. Dopiero Roman zatrzymał jego marsz, ale miał przy tym sporo szczęścia. W decydującym legu bliższy zwycięstwa był Paweł, ale na dablu zabrakło mu kilku milimetrów. Roman w kolejnym meczu ograł jeszcze Julka i w finale lewej zmierzył się z Błażejem. I w tym meczu okazał się lepszy, ale przeciwnik grał bardzo dobrze, tylko fatalna pomyłka w trzecim legu kosztowała go zwycięstwo.

   Finał stał na wysokim poziomie, ale nie dostarczył niestety wielu emocji. Marcin Kapuściński wygrał gładko 2:0 (7 i 9 runda) i co ciekawe, było to jego pierwsze zwycięstwo turniejowe w tym sezonie.

 

Moment turnieju: Końcówka trzeciego lega pomiędzy Błażejem Przybyłowiczem a Romanem Giszterem. Roman ma ponad 200 na zegarze, Błażej ma 110 punktów i trzy lotki w ręku. Pierwsza trafia pomiędzy sektor T20 a pajęczynę, po sekundzie wypada, jednak nie zmieniając stanu licznika. Druga trafia bezbłędnie w T20, a trzecią Błażej trafia w 25, będąc milimetry od sukcesu. Roman rzuca sektor, Błażej natomiast pierwszą lotką trafia w pole 25, czym oczywiście powoduje furę. Pomyłka trudna do wyjaśnienia (Błażej twierdził potem, że był przekonany, że ma w tym momencie 57 punktów), a przeciwnik zostawia sobie na budziku 70 punktów. W kolejnej rundzie roztrzęsiony zawodnik dopiero drugą lotką ustawia dabla i myli się na nim. Roman bezlitośnie zamyka T18,D8.

 

Leg turnieju: Błażej Przybyłowicz versus Marcin Kapuściński. Błażej gra rewelacyjnie i po pięciu rundach ma 60 punktów na zegarze. Jedną lotką ustawia topa i kolejne dwie ładuje w oponę. Do następnej rundy już nie podchodzi – Marcin zamyka ze 116: 20,T20,D18.

 

Zawodnik turnieju: Marcin Kapuściński. Pierwsze zwycięstwo w sezonie po serii drugich miejsc. Warto nadmienić, że w całym turnieju zawodnik ten nie stracił ani jednego lega.

 

Niespodzianka turnieju: zwycięstwo Tomka Wojciechowskiego nad Arkiem Gaudynem na lewej stronie. Nie bez echa przeszła też wiktoria Dawida Ratajczaka nad Kubą Tichoniem.

 

Ślizg turnieju: Robert Gaertner, choć nie wiem jak to mu się udało. Na drugim miejscu ex aequo zwycięstwa Błażeja i Dziury w swych pierwszych meczach.

 

 

1.Marcin Kapuściński – Kapusta

2.Roman Giszter

3.Błażej Przybyłowicz

4.Julian Gorzelańczyk

5.Janusz Jakimowicz

5.Paweł Więtkowski – Świstak

7.Dawid Ratajczak

7.Bolesław Roszak

9.Marcin Jakubowicz

9.Wojciech Kujawski – Dziura

9.Adrian Marczak

9.Jakub Tichoń

13.Adrian Nowak – Sąsiad

13.Patrycja Obruszkiewicz

13.Michał Pawłowski – Pablo

13.Tomasz Wojciechowski – Kazik

17.Arkadiusz Gaudyn – Gustlik

17.Dariusz Myszkun

17.Karol Olaszek

17.Maciej Szymkowiak

  

 

14 października 2010r.

 

   Drugi turniej października stał pod znakiem porażek faworytów, którzy pechowo szybko spotykali się na prawej bądź lewej stronie. Dwadzieścia jeden osób zawitało na turniej - wśród nich po raz drugi z rzędu Bolek, który długo w samotni wykuwał formę i teraz zbiera plony dobrej gry. Pojawił też się wrześniowy debiutant Marcin, który na szczęście nie powielił schematu: "raz wpierdol i szukanie nowego hobby".

   Najważniejszym jednak wydarzeniem były urodziny najlepszego aktualnie zawodnika Konina - Romana Gisztera. Zawodnikowi z okazji jubileuszu odśpiewano takie "sto lat", że aż mury się zatrzęsły. Inna sprawa, że darterzy dlatego tak ochoczo świętowali, gdyż liczyli na to, że Roman opadnie z sił. I faktycznie: jubilat pokonał Świstaka, ale po zaciętym meczu z Błażejem spadł na lewą stronę. Wszystkie legi kończyła szczególna dla Romana cyfra: D20, a Błażej wreszcie przełamał złą passę - po pięciu porażkach w tym sezonie z Romanem, wreszcie zdobył honorowy punkt.

   Przed meczem z Romanem, Błażej zmierzył się Michałem Pawłowskim, który przy okazji zaprotestował przeciwko wybieraniu bez jego wiedzy pseudonimu. Przypomnijmy: z powodu występowania w drabince dwóch Michałów (Plichta i Pawłowski) zarządzono szereg ustaleń odnośnie ich ksywek. Michał Plichta strzelił focha za nazywanie go Muminkiem (choć to bardzo przyjazne stworki) i sędzia chcąc-nie chcąc wrócił do jego poprzedniej ksywki - Miniek. Dla drugiego Michała zarządzono nawet konkurs, ale żadna z propozycji się nie przyjęła, toteż żeby być w zgodzie z literą prawa, temu zawodnikowi także pozwolono na wybór pseudonimu. Michał wzorem Mińka również zdecydował się na ksywkę, którą już ma z innych kręgów - Pablo. Ksywka ta pochodzi od Pablo Escobara, a nadana została Michałowi wskutek zbieżnych upodobań... hmmm, kulinarnych. Nie chcę nic insynuować, ale Michał zawsze długo wpatruje się w białą linię odmierzającą odległość od tarczy, lekko wzdycha i dopiero potem oddaje rzut. Jako że temat ksywek został już nadmiernie wyeksploatowany, obiecuję już więcej się nim nie zajmować. Tak na marginesie Pablo w meczu z Błażejem rzucał jakby był w jakimś transie i przeciwnik sporo musiał się napocić by przejść do kolejnej rundy.

  Największym szczęściarzem w losowaniu był Bolek. Szczęście zawdzięcza przedsiębiorczości sędziego czyli Małego Szu. Błażej, widząc, że oszukiwanie przy składaniu drabinki może się bardzo opłacić (tydzień wcześniej bez problemów awansował do półfinału) i tym razem postanowił zadziałać. Ustawił pod siebie znów genialną drogę, tylko biedaczyna pomylił siebie z Bolkiem (podobna pisownia imienia, przynajmniej dla nietrzeźwego wzroku). Dlatego też Bolek zupełnie przypadkiem stał się beneficjentem sędziowskiej ustawki. Z całym szacunkiem dla Janusza, Ady i Patrycji - jeszcze trochę błota w Warcie upłynie, nim staną się oni równorzędnym dla Bolka przeciwnikiem. Warto jednak zauważyć, że Patrycja akurat coraz lepiej sobie radzi na linii. Z Bolkiem prowadziła 1:0, ale potem chyba zjadła ją trema. Inna sprawa, że trochę na jej korzyść działał jej darterski strój. Patrycja świadoma swoich zalet ubrała się tak, że większość darterów była bardziej obśliniona niż pies Pawłowa.

      Zawsze w drabince znajdzie się miejsce, w którym żaden darter wolałby się nie znaleźć - przewyższenie normy wymiatacza na metr kwadratowy. Tym razem drabinkowym Brooklynem była czwarta ćwiartka, w której każdy darter był zagrożeniem, nawet wolne losy wyglądały jakby miały walczyć do upadłego. Kima, Gustlik, Kuba, Maciej i Kapusta walczyli nie tyle o prymat, ale o to, kto najpóźniej spadnie na lewo. Pierwszy poddał się Maciej, choć jak zwykle z Gustlikiem stoczył wyrównaną walkę. Gustlik natomiast padł z ręki Kapusty, ale dzwonkami z ich meczu można by obwiesić wszystkie pasące się w Beskidach owce. Kuba natomiast już zorientował się, że krzykiem Kimy nie wystraszy i niezwykle skupiony odniósł piękne zasłużone zwycięstwo, notując bodaj największą niespodziankę turnieju. W końcu Kapusta wyszedł zwycięstwo z tej małej wojny, prezentując Kubie szybką acz bolesną przepierkę. Zapewne spodziewał się, że skoro przeszedł zwycięsko taką drogę, to następni przeciwnicy już tylko grzecznie położą się w oczekiwaniu na egzekucję. Bolek jednak nie ma za grosz wyczucia i niespodziewanie awansował do finału prawej po trupie Marcina właśnie.

   W drugim półfinale zmierzyli się Błażej z sąsiadem Błażeja - Sąsiadem! Sąsiad Błażeja - Sąsiad wcześniej pokonał Muminka Mińka oraz dwóch kolegów z Dream Teamu Konin. Zarówno z Kazikiem, jak i z Rafałem stoczył horrory i wyszedł z nich zwycięsko. Szczególnie mógł się podobać trzeci leg, w którym obaj zawodnicy dzwonili tak często, że aż ściągnęli gromadkę widzów, ale gdy tylko uświadomili sobie jak wielkie mają audytorium, natychmiast spuścili z tonu. W półfinale na Sąsiada czekał już Sąsiada sąsiad - Błażej i znów doszło do zaciętego widowiska. Szybko na prowadzenie wyszedł sąsiad Błażeja - Sąsiad, choć sąsiad Sąsiada trochę się zagapił w końcówce. Drugiego lega zasłużenie wygrał Błażej - Sąsiada sąsiad, który sąsiada Błażeja - Sąsiada zamknął z 5, ekwilibrystycznym T1,D1. W trzecim legu znów po dużej nerwówce wygrał sąsiad Sąsiada - Błażej, a sąsiad Błażeja - Sąsiad był bardzo niepocieszony, gdyż podium miał na wyciągnięcie ręki.

   W finale prawej spotkali się Błażej z Bolkiem. Bolek prezentował się dużo lepiej (schudł i w ogóle), ale jego zmorą okazały się dable. Błażej w pierwszym legu miał prawie dwójkę na budziku, gdy Bolo z impetem dziurawił oponę, jednak na prowadzenie wyszedł Mału Szu po duuużym ślizgu. W drugim  bardziej wyrównanym legu znów ton nadawał Bolo, ale kiedy już szykował się do dabla, to Błażej wyjechał znienacka z zamknięciem ze 120 i to fantazyjnym: T20,D20,D10.

   Na lewej szybko odpadli Darek, Miniek z Adą i debiutant Marcin Jakubowicz. Ich los podzielił też Maciej, który po uprzednich obiecujących występach, teraz już drugi raz zalicza suchara. Inna sprawa, że trafił na Świstaka, który po fatalnych ostatnich tygodniach wreszcie zagrał tak jak niegdyś potrafił. O przebudzeniu Pawła przekonał się też Pablo, który ostatnio zachwyca formą, ale tym razem nie dał rady, choć miał 3 lotki meczowe w ręku. Świstak w pierwszym legu zanotował swojego dwunastego maksa w tym roku, ale zaledwie pierwszego od maja.

   Tymczasem w górnej połowie drabinki lewej strony była istna rzeźnia faworytów. Stało się tak dlatego, ze szybko wpadli na siebie. Jeszcze przed pierwszym meczem na lewej wiadomo było, że z trójki: Gustlik-Kima-Roman, tylko jeden zawodnik wskoczy do pierwszej ósemki. Tam gdzie szanse są wyrównane decydują detale takie jak na przykład skłonność do ślizgania. A że w tej trójce był jeden specjalista od tego typu zdarzeń to skończyło się tak jak się skończyć musiało. Robert żenująco okradł Gustlika ze zwycięstwa w pierwszym legu. I choć ten wyrównał to w trzecim legu został zapięty bullem z 70: 4,16,D25. Uczciwie trzeba przyznać, że Kima od tego momentu grał już tylko lepiej. Pokonał Romana, który dawno nie zdobył tak malej ilości punktów. Ostatnio mniej punktów Roman zdobył w marcu, a wczorajsza porażka przerwała temu zawodnikowi serię 11 turniejów z rzędu, w których meldował się na podium!!!

   Ubiegając nieco fakty, turniej skończył się o drugiej w nocy, a takie opóźnienie przyczynę miało w dwóch niepozornych meczach. Krystian Weber wyeliminował Dawida Ratajczaka, przy czym wszystkie trzy legi grane były do 15 rundy. Najpierw Dawid zamknął 45 lotką, potem Kryniu odwdzięczył się tym samym, by w decydującym legu wygrać rzutami o środek. Jeszcze maszyna nie odetchnęła po tak wyczerpującym maratonie, gdy na linii stanęli Janusz i Kazik. Obaj zawodnicy nie należą do darterskich ckm-ów, toteż mecz trwał równe (zmierzone stoperem) 24 minuty, a zwycięsko z tej próby wyszedł Kazik, który w kolejnym meczu pokonał jeszcze Patrycję.

   Jednym z bohaterów lewej strony był Kuba Tichoń. Po sensacyjnym pokonaniu Kimy, na lewej stronie radził sobie również doskonale. Pokonał budzącego się Świstaka (otarł się przy tym o zamknięcie ze 132: T20,T20,6), następnie zagrodził drogę do wyższych miejsc Kazikowi i Sąsiadowi, który chyba niepotrzebnie podszedł do gry tuż po porażce na prawej i zamiast się skupić, rozpamiętywał straconą szansę.

   Skoro o bohaterach mowa to musimy wrócić do postaci Roberta Gaertnera. Ledwie poradził sobie z Gustlikiem i Romanem, a zaraz (po pokonaniu jeszcze Rafała) trafił na Marcina Kapuścińskiego. Klnąc na fatalną drabinkę zabrał się do kolejnego golenia. Pierwszego lega Robert zamknął bajecznym HF 156, a że w drugim również nie próżnował, to zafundował koledze wreszcie kawałek spokojnego snu przed pracą. W tym sezonie Marcin zawsze meldował się w finale, co gwałtownie wpływało na jego wydajność w pracy dnia następnego. Tym razem wracając spacerowym krokiem do domu, nie mógł się nadziwić, że nocne autobusy jeszcze nie wyjechały z zajezdni.

   W kolejnym pojedynku Kima pokonał Kubę, by w walce o finał zmierzyć się z Bolkiem. Tu niespodziewanie Robert musiał sporo wycierpieć nim pokonał przeciwnika. Bolek grał bardzo dobrze i po dwóch legach był remis (dwukrotna ósma runda). W trzecim obaj zawodnicy mieli już dabla, a Kima mając 18 punktów przestawił się na wygodniejszy sektor i okazało się to dobrą decyzją (6,D6).

   Dla Błażeja to drugi finał w tym sezonie, a dla Roberta - trzeci. Przy czym Robert zawsze wygrywał, a Błażej swoją jedyną szansę przegrał. Tym razem scenariusz się powtórzył. Błażej wprawdzie rozpoczął dobrze i po wyrównanym legu wyszedł na prowadzenie, ale to Robert grał lepiej. W drugim już tylko pozwolił przeciwnikowi ustawić dabla, a w kolejnych nie miał już w ogóle litości. Grał rewelacyjnie, regularnie dzwonił i schodził na 6 rundę, A Błażej tylko na początku jeszcze jako tako dotrzymywał mu kroku. W końcówce Kima nieco zwolnił rękę, widząc, że Błażej i tak już mu krzywdy nie zrobi i odniósł okazałe i zasłużone zwycięstwo.

 

Moment turnieju: W meczu Marcina Kapuścińskiego z Robertem Gaertnerem, ten pierwszy ma 129 punktów po piątej rundzie, ale do szóstej już nie podchodzi. Kima zabija ze 156: T20,T20,D18.

 

Leg turnieju: Piękna wymiana ciosów Rafała Łukowskiego z Adrianem Nowakiem zakończona horrorem na dablu.

 

Zawodnik turnieju: Robert Gaertner. Na początku wpadka i porażka z Kubą, potem ślizg z Gustlikiem, ale następnie już rewelacyjna gra zakończona mordobiciem w finale. Co ciekawe Robert pokonał WSZYSTKICH faworytów tego turnieju: i Gustlika, i Romana, i Kapustę, i Bolka!

 

Niespodzianka turnieju: Zwycięstwo Kuby Tichonia nad Kimą. Zasłużone i po ładnej grze. Niespodzianką była też porażka Romana na prawej stronie z Błażejem.

 

Ślizg turnieju: Błażej Przybyłowicz pokonuje Bolka Roszaka. Jak zwykle w tej kategorii, Kima wtrącił swoje trzy grosze, pokonując Arka Gaudyna.

 

1.Robert Gaertner - Kima

2.Błażej Przybyłowicz

3.Bolesław Roszak

4.Jakub Tichoń

5.Marcin Kapuściński - Kapusta

5.Adrian Nowak - Sąsiad

7.Rafał Łukowski

7.Tomasz Wojciechowski - Kazik

9.Roman Giszter

9.Patrycja Obruszkiewicz

9.Krystian Weber

9.Paweł Więtkowski - Świstak

13.Arkadiusz Gaudyn - Gustlik

13.Janusz Jakimowicz

13.Michal Pawłowski - Pablo

13.Dawid Ratajczak

17.Marcin Jakubowicz

17.Dariusz Myszkun

17.Michał Plichta - Miniek

17.Maciej Szymkowiak

17.Adrianna Walkiewicz

 

 

7 października 2010r.

 

   Pierwszy turniej października za nami. Frekwencja znów wysoka, a niespodzianką były odwiedziny przyjaciół z Kalisza. Pojawił się też jeszcze nie widziany w tym sezonie Bolek Roszak, który szybko pokazał, że nawet gdy nieregularnie pojawia się na turniejach to zawsze jest groźny.

   Pierwsze mecze obyły się bez większych niespodzianek, choć Maciej Szymkowiak miał dużą szansę na wyeliminowanie Arka Gaudyna. W pierwszym legu wygrał na niemałym ślizgu, ale w drugim już prowadził zasłużenie. Gustlik z trudem wyrównał, a w trzecim już nie pozwolił pohasać młodemu zawodnikowi i wygrał 2:1. Problemy miał też Roman, który tradycyjnie wpadł na Krzyśka Pakosza. Faza był bliższy wygranej, ale w obu legach przegrał wyraźnie końcówkę. Roman dwukrotnie zamykał 1 lotką (drugi leg zamknięty z 70: T18,D8) i prześlizgnął się dalej.

   Nadal formy szuka Świstak, któremu większych szans nie dał Kima w swym pierwszym meczu. Robert długo się sukcesem nie nacieszył, bowiem w bodaj najładniejszym meczu wieczoru przegrał z Bolkiem Roszakiem. Bolo nie próżnował, wprawdzie długo nie pojawiał się w Pubie na Glince, ale gdy już przyszedł to pokazał kawałek dobrej gry. Z Kimą rzucił maksa i wyszedł na prowadzenie. Robert wyrównał stan meczu, ale w decydującym legu został trafiony przez przeciwnika zamknięciem z 75: 15,20,D20.

   Pierwszy turniej miesiąca rządzi się swoimi prawami. Wskutek braku rozstawień dużo większą rolę odgrywa szczęście w losowaniu drabinki. ale jak mawiał Wielki Szu: "Szczęście trzeba umieć sobie zorganizować", toteż Błażej jako główny organizator turniejów wykorzystał swe rozliczne talenty i tak przeprowadził losowanie, że w jego ćwiartce nie było żadnego wymiatacza, podczas gdy w pozostałych, faworyci co rusz na siebie wpadali. Zapobiegliwość Błażeja okazała się dlań zbawienna, gdyż w pierwszych meczach nie grał rewelacyjnie. Z Mińkiem wygrał 2:0, ale pierwszego lega zamknął dopiero ostatnią możliwą lotką, Z Karolem również wygrał 2:0, ale znów w pierwszym legu miał duże problemy i dopiero środkami wyszedł na prowadzenie. Jakby tego było mało w trzeciej rundzie Błażej wpadł na Anię, która niespodziewanie pokonała Kazika (wygrana 2:1, a decydującego lega zamknęła 45 lotką). Błażej pewny siebie wygrał pierwszego lega, a w drugim szybko zaaplikował maksa, ale Ania nie składała broni i wyrównała stan meczu. dopiero w trzecim legu Mały Szu się pozbierał i przeszedł do następnej rundy. W półfinale jest już niemożliwością nie trafić na faworyta, ale Błażej i tak wylosował najlepiej, bowiem Kimę z drogi zdjął mu Bolo. I z tą przeszkodą Błażej poradził sobie, tym razem wreszcie prezentując w miarę dobrą grę.

   W drugim półfinale spotkali się Marcin Kapuściński i Roman Giszter.  Miał to być już piąty mecz tych zawodników w nowym sezonie, mimo dwóch absencji KapustyRoman szybko wyszedł na prowadzenie, ale Marcin wyrównał stan meczu zamknięciem 18 lotką. W decydującym legu więcej zimnej krwi zachował jednak lider tabeli i wygrał 2:1. W finale prawej Roman minimalnie ale zasłużenie wygrał z Błażejem i spokojnie oczekiwał na ostatniego rywala.

   Na lewej najbardziej zaskoczyła porażka Macieja Szymkowiaka. Dotychczas prezentował się rewelacyjnie i nawet w przegranym meczu z Gustlikiem pokazał się z dobrej strony. Na lewej nie dał jednak rady Dawidowi, który z kolei ostatnio pozwala sobie na coraz więcej. W pierwszych dwóch turniejach zaliczył suchara, w trzecim w ogóle się nie pojawił, ale potem zajął 7 i 9 miejsca. W czwartek pechowo przegrał z Kazikiem (prowadził 1:0, a w drugim przegrał dopiero o środki), a potem wyeliminował Macieja (i to drugi raz w tym sezonie). Przegrał w kolejnej rundzie, ale trafił na Fazę, który w tej rundzie był najsilniejszym zawodnikiem.

   Na lewej zaskakująco przegrał też Karol Olaszek. Gdyby jednak przyjrzeć się jego wynikom, można zauważyć duży trend spadkowy. Karol jest jeszcze świeżym zawodnikiem, ale zdarzyło mu się już zająć piąte miejsce i kilka ważnych zwycięstw ma na koncie. W nowym sezonie jednak prezentuje się fatalnie. Odniósł tylko dwa zwycięstwa (obydwa nad Mińkiem Plichtą) i zanotował aż 10 porażek. W ostatni wieczór już po raz drugi musiał uznać wyższość Patrycji Obruszkiewicz.

   Lewą szybko pożegnali też Mateusz, Ada, Krystian, Miniek i Kazik. Najlepiej w pierwszych rundach prezentowała się wspomniana Patrycja, który w drugim swym meczu na lewej wyeliminowała Janusza. Warto zauważyć też zwycięstwo Mariusza nad Świstakiem, choć Paweł powoli przyzwyczaja do częstych niewytłumaczalnych porażek.

   Niespodzianki skończyły się gdy tylko na lewą spadli pierwsi spadochroniarze z prawej. Sąsiad, Gustlik i Kima gładko wygrali swe mecze i tylko Ania musiała uznać wyższość Fazy, ale ona jako jedyna przecież i tak nie była w tym starciu faworytką. Inna sprawa, że Krzysiek musiał się sporo napocić i wygrał na lekkim ślizgu. Arek Gaudyn gra w nowym sezonie bardzo równo. We wrześniu zajmował kolejno 4,2,3,4,4 miejsca i w ostatnim turnieju również parł do podium, mimo porażki na prawej. Patrycja nie miała większych szans, za to Sąsiad stawiał opór i wyrównał stan meczu, jednak w decydującym legu Gustlik panował nad sytuacją. Kolejny przeciwnik - Bolek, także nie dał Arkowi rady i już było pewne, że Gustlik po raz kolejny znajdzie się w pierwszej czwórce.

   Królem lewej by jednak Marcin Kapuściński, który najpierw pokonał Kimę, a później właśnie Gustlika. W finale lewej większej krzywdy Marcinowi nie zrobił Błażej. Wprawdzie po dwóch legach był remis i wynik wydawał się być sprawą otwartą, ale już pierwsza runda trzeciego lega rozwiała wszelkie wątpliwości. Marcin otworzył T20,T20,T5, na co Błażej odpowiedział zwartym i precyzyjnym 1,1,1.

   W finale Marcin zmierzył się z Romanem i pierwszy pojedynek wygrał w cuglach 2:0. Roman jednak nie zamierzał tanio sprzedać skóry i w drugim finale wstał z kolan. Mecze rozgrywane były na styku, ale tym razem to Roman okazał się lepszy i zwyciężył trzeci raz z rzędu. Trudno jednak odmówić Marcinowi regularności. W nowym sezonie opuścił dwa turnieje, ale w pozostałych czterech zawsze zajmował drugie miejsce.

 

Moment turnieju: Adrian Nowak zawsze bardzo się spina przy podejściu do maksa. I nic dziwnego, bowiem w tym roku tylko raz udała mu się ta sztuka. W meczu z Adą przymierzył T19,T19 i gdy wszyscy spodziewali się, że skompletuje wreszcie hattricka, ten trzecią lotkę posyła w oponę. Warto też wspomnieć o pokracznym zamknięciu Fazy z 88: 25,25,D19.

 

Leg turnieju: Marcin Kapuściński demoluje Michała Pawłowskiego. Po czterech rundach ma na budziku 96 punktów i kończy niedługo później.

 

Zawodnik turnieju: Roman Giszter. Zwycięstwo w turnieju mimo trudnej drabinki (aż trzy starcia z Marcinem Kapuścińskim) i potwierdzenie supremacji w Sekrecie.

 

Niespodzianka turnieju: Zwycięstwo Ani Serafin nad Kazikiem i jej postawa w kolejnych meczach. Na uwagę zasługują też dwa zwycięstwa na lewej Patrycji Obruszkiewicz.

 

Ślizg turnieju: Tomek Wojciechowski miał dużo szczęścia w pojedynku z Dawidem Ratajczakiem, który prowadził i prezentował się lepiej, ale na dablu pozwolił się ograć.

 

 

1.Roman Giszter

2.Marcin Kapuściński - Kapusta

3.Błażej Przybyłowicz

4.Arkadiusdz Gaudyn - Gustlik

5.Robert Gaertner - Kima

5.Bolesław Roszak

7.Adrian Nowak - Sąsiad

7.Krzysztof Pakosz - Faza

9.Patrycja Obruszkiewicz

9.Michał Pawłowski - Młody

9.Mariusz Rój

9.Anna Serafin

13.Janusz Jakimowicz

13.Dawid Ratajczak

13.Adrianna Walkiewicz

13.Paweł Więtkowski - Świstak

17.Karol Olaszek

17.Michał Plichta - Miniek

17.Maciej Szymkowiak

17.Krystian Weber

17.Mateusz Wendt

17.Tomasz Wojciechowski - Kazik

 

 

design by sailorripley