|
Lp |
Nazwisko i imię |
7.10 |
14.10 |
21.10 |
28.10 |
suma |
maksy |
zamknięcia |
|
1 |
Kapuściński Marcin |
16 |
8 |
20 |
20 |
64 |
|
116 |
|
2 |
Giszter Roman |
20 |
4 |
16 |
16 |
56 |
1 |
112,112 |
|
3 |
Przybyłowicz Błażej |
12 |
16 |
12 |
12 |
52 |
2 |
120,114 |
|
4 |
Gaertner Robert |
8 |
20 |
|
8 |
36 |
1 |
156 |
|
5 |
Roszak Bolesław |
8 |
12 |
6 |
1 |
27 |
1 |
|
|
6 |
Gaudyn Arkadiusz |
10 |
2 |
1 |
10 |
23 |
1 |
|
|
7 |
Tichoń Jakub |
|
10 |
4 |
4 |
18 |
|
|
|
7 |
Więtkowski Paweł |
2 |
4 |
8 |
4 |
18 |
3 |
|
|
9 |
Nowak Adrian |
6 |
8 |
2 |
1 |
17 |
|
|
|
10 |
Gorzelańczyk Julian |
|
|
10 |
6 |
16 |
|
|
|
11 |
Jakimowicz Janusz |
2 |
2 |
8 |
2 |
14 |
|
|
|
11 |
Ratajczak Dawid |
2 |
2 |
6 |
4 |
14 |
|
|
|
13 |
Wojciechowski Tomasz |
1 |
6 |
2 |
4 |
13 |
|
|
|
14 |
Obruszkiewicz Patrycja |
4 |
4 |
2 |
1 |
11 |
|
|
|
14 |
Szymkowiak Maciej |
1 |
1 |
1 |
8 |
11 |
|
|
|
14 |
Weber Krystian |
1 |
4 |
|
6 |
11 |
|
|
|
17 |
Pawłowski Michał |
4 |
2 |
2 |
1 |
9 |
|
|
|
18 |
Jakubowicz Marcin |
|
1 |
4 |
1 |
6 |
|
|
|
18 |
Łukowski Rafał |
|
6 |
|
|
6 |
|
|
|
18 |
Marczak Adrian |
|
|
4 |
2 |
6 |
|
|
|
18 |
Pakosz Krzysztof |
6 |
|
|
|
6 |
|
|
|
22 |
Kujawski Wojciech |
|
|
4 |
|
4 |
|
|
|
22 |
Rój Mariusz |
4 |
|
|
|
4 |
|
|
|
22 |
Serafin Anna |
4 |
|
|
|
4 |
|
|
|
25 |
Olaszek Karol |
1 |
|
1 |
1 |
3 |
|
|
|
25 |
Walkiewicz Adrianna |
2 |
1 |
|
|
3 |
|
|
|
27 |
Myszkun Dariusz |
|
1 |
1 |
|
2 |
|
|
|
27 |
Pazoła Grzegorz |
|
|
|
2 |
2 |
|
|
|
27 |
Plichta Michał |
1 |
1 |
|
|
2 |
|
|
|
27 |
Witasik Paweł |
|
|
|
2 |
2 |
|
|
|
31 |
Wendt Mateusz |
1 |
|
|
|
1 |
|
|
28 października 2010r.
Ostatni
turniej października jak zwykle obfitował w ciekawe wydarzenia i dużo walki, a
to dlatego, że kwestia pierwszego miejsca w klasyfikacji miesięcznej była nadal
nierozstrzygnięta. Prowadził Marcin Kapuściński, a tuż za nim (z czterema
punktami straty) czaili się Roman Giszter z Błażejem Przybyłowiczem.
Robert Gaertner ubiegłotygodniową absencją sam się wykluczył z
rywalizacji o najwyższe miejsce.
Do turnieju
zgłosiły się 22 osoby, a wśród nich z dawna nie widziany Grzegorz Pazoła.
Zawodnik ten grał w darta 10 lat temu i co starsi stażem darterzy jeszcze
pamiętali rywalizację z nim, ale faktem jest, że przynajmniej od siedmiu lat nie
uczestniczył w turniejach. Obecnością darterów zaszczycił też kolega ze
Słupska – Paweł Witasik, który gdy tylko zdarzy mu się nawiedzić te
strony, niezawodnie melduje się na turnieju.
Największą
niespodzianką pierwszych meczów było zwycięstwo Dawida Ratajczaka nad
Julkiem Gorzelańczykiem. Chyba jednak najwyższa pora, by przestać coraz
liczniejsze zwycięstwa Dawida traktować jak sensację. W środę przy okazji
debiutu w Superlidze Konin Dawid pokonał Kazika i
prezentował się nad wyraz solidnie, a Julek ostatnio niestety razi
nieskutecznością. Dawid trafił do lajcikowej ćwiartki drabinki i miał
dużą szansę na awans do półfinału prawej, ale z letargu obudził się Maciej
Szymkowiak, który, o ile z Patrycją się lekko ślizgnął, to z
Dawidem wygrał już zasłużenie.
Maciej
miał szczęście w postaci w miarę prostej drogi do półfinału, ale pozostałe
ćwiartki w miarę sprawiedliwie były obsadzone faworytami. W pierwszej ćwiartce
znaleźli się Marcin Kapuściński oraz Robert Gaertner i zgodnie z
przewidywaniami szybko wpadli na siebie (Marcin nie bez problemów pokonał
Kubę, natomiast Kima pokonał Adriana Marczaka). W starciu
tytanów lepszy okazał się Marcin, który ostatnio imponuje formą. W
półfinale z Maciejem grał także rewelacyjnie. Pierwszego lega zamknął w 6
rundzie ze 100 punktów, a w drugim dokończył dzieła zniszczenia, choć przeciwnik
miał dwie lotki na dablu w ręku.
Ciężką drogę
do półfinału miał Roman. Zarówno Bolek, jak i Świstak to
wymagający przeciwnicy, ale lider klasyfikacji poradził sobie z tymi
przeszkodami. Rozstawiony był też Błażej, który znów żenująco się
ślizgał. Sąsiad narzucił mu wysokie tempo i szybko wyszedł na prowadzenie
1:0. W drugim legu lepszy był Błażej, ale w trzecim znów przewagę blisko
dwustupunktową osiągnął Sąsiad. Jednak przy rozmiance mocno się pogubił i
Błażej mając 222 punkty szybko podgonił i po pomyłce na topie zamknął
D10. W swym drugim meczu Błażej pokazał, że w temacie ślizgów ma jeszcze duże
rezerwy. Mecz z Gustlikiem otworzył maksem i dowiózł szczęśliwie przewagę
do końca lega. W drugim przegrał gładko, a trzeciego z kolei Arek
otworzył maksem i przewagę dowiózł do samych dabli. I tym razem do Błażeja
uśmiechnęło się szczęście. Stratę odrobił i zamknął z 80: T20,D10.
W półfinale
Błażej został pokonany przez Romana, ale po zaciętym meczu.
Roman prowadził 1:0, ale po dwóch legach i pięknej grze obu zawodników był
już remis. W decydującym legu Błażej miał przewagę i w rezultacie trzy
lotki meczowe w ręku, ale pomyłkę bezlitośnie, choć trochę szczęśliwie
wykorzystał Roman zamykając z 60: 0,20,D20.
Dwaj
najlepsi aktualnie zawodnicy konińscy stworzyli widowisko, jakiego dawno w
Sekrecie nie widziano. Pierwszego lega Marcin przegrywa, mimo
wyraźnej przewagi i 15 lotki w ręku. W drugim wyrównuje stan gry i w decydującym
po nadal olśniewającej grze kończy w 6 rundzie, choć również niewiele brakowało,
by zamknąć lega w piętnastu rzutach.
Na lewej
stronie jak zwykle rozegrało się kilka dramatów. Największym pechowcem chyba
można obwołać Sąsiada, który na prawej o włos i do tego niezasłużenie
przegrał z Błażejem, a tymczasem na lewej zagrał słabiej i Paweł
ze Słupska wyeliminował go z gry. Nienajlepiej wiodło się też Pablo.
Michałowi chyba nowa ksywka nie służy, bowiem przegrał na prawej z
Patrycją, a na lewej skarcił go Janusz. Największą niespodzianką była
chyba porażka Bolka, który zwykle zajmuje wysokie miejsca, ale tym razem
dał się ograć Julkowi. Tenże wykorzystał względną stabilizację i pokonał
jeszcze Janusza i Dawida, mimo że momentami to nie Julek
rzucał lotkami, ale lotki rzucały Julkiem.
W kwestii
rzucania lotkami wykazał się też Kuba – tyle ze zamiast do tarczy, ciskał
nimi o ścianę po przegranym meczu z Gustlikiem. Pozytywnie trzeba ocenić
grę Krystiana Webera, który na lewej wygrał dwa mecze, a właściwie trzy.
Krystian pokonał Karola i Grzegorza, a w pojedynku ze
Świstakiem otrzymał walkower, wskutek wycofania się przeciwnika. Świstak
miał problemy żołądkowe, ale podobno to naturalne przy przejściu z metylu na
wódkę.
Tą połowę
lewej strony pozamiatał Gustlik, który po pokonaniu Kuby i
Krystiana, zakończył też przygodę Macieja, który właśnie spadł na łeb
i szyję z prawej strony drabinki. Gdy wszyscy spodziewali się, że drugim
półfinalistą lewej zostanie Robert Gaertner, ten niespodziewanie przegrał
z Błażejem. Obydwa legi były wyrównane, a Błażej zaskoczył
przeciwnika w drugim legu zamknięciem ze 114: T20,D14,D13. W kolejnym meczu
Błażej po raz drugi tego dnia pokonał Gustlika, ale tym razem
zasłużenie, by potem samemu po raz drugi przegrać z Romanem. Już trzeci
raz w tym miesiącu Błażej zajął miejsce tuż za finalistami, skutkiem
czego na takim właśnie miejscu wylądował w klasyfikacji października.
W finale
Marcin Kapuściński ze swobodą poradził sobie z Romanem. Mecz był
wyrównany, ale Marcin wygrał zasłużenie i potwierdził powrót wysokiej
formy.
Moment
turnieju: Marcin Kapuściński ma na budziku 144 w meczu z
Maciejem i przymierza T20,T20, ale trzecia lotka zamiast w D12, ląduje w D9.
Leg
turnieju: Marcin Kapuściński versus Roman Giszter.
Kapusta sypie dzwonka za dzwonkiem i po 4 rundach ma 132 na zegarze. W
piątej rzuca T20,T20 i oponę, ale trzecia lotka tak niefortunnie się odbija, że
piórkiem zahacza o sektor powyżej. Fura. Roman dogania przeciwnika i sam
zamyka ze 112: T20,20,D16.
Zawodnik
turnieju: Roman Giszter. Mimo trudnej drabinki (Bolek,
Świstak, 2xBłażej) pewny awans do finału, gdzie jednak minimalnie
przegrał.
Niespodzianka turnieju: Porażka Adriana Nowaka z Pawłem
Witasikiem, a także zwycięstwo Julka Gorzelańczyka nad Bolkiem
Roszakiem.
Ślizg
turnieju: Błażej Przybyłowicz. Dwa żenujące ślizgi w dwóch
pierwszych meczach. Zarówno z Sąsiadem, jak i z Gustlikiem odrobił
dwustupunktową stratę. Robert Gaertner tym razem przegrywał i wygrywał
zasłużenie, ale za tydzień na pewno znów tu zawita.
1.Marcin
Kapuściński – Kapusta
2.Roman Giszter
3.Błażej
Przybyłowicz
4.Arkadiusz Gaudyn – Gustlik
5.Robert Gaertner – Kima
5.Maciej
Szymkowiak
7.Julian
Gorzelańczyk
7.Krystian
Weber
9.Dawid
Ratajczak
9.Jakub Tichoń
9.Paweł
Więtkowski – Świstak
9.Tomasz
Wojciechowski – Kazik
13.Janusz
Jakimowicz
13.Adrian
Marczak
13.Grzegorz
Pazoła
13.Paweł
Witasik
17.Marcin
Jakubowicz
17.Adrian Nowak
– Sąsiad
17.Patrycja
Obruszkiewicz
17.Karol
Olaszek
17.Michał
Pawłowski – Pablo
17.Bolesław
Roszak
21 października 2010r.
Przedostatni
turniej października, mimo uczestnictwa 20 osób przebiegał nad wyraz sprawnie.
Mury Sekretu swą obecnością zaszczycił Wojtek Kujawski, zawodnik
Poison Arrow Gniezno i zmora konińskich zawodników z ostatniej
Inwazji na Konin, gdy wygrał turniej noworoczny. Na wiadomość o przybyciu
Dziury zapanowało niemałe poruszenie. Kima przypomniał sobie, że nie
wyłączył żelazka i czym prędzej zwiał, nim większość zawodników zdążyła się
zapisać, ale sprawy w swe ręce postanowił wziąć sędzia. Wojtek to
przesympatyczny zawodnik, ale nie ma prawa wygrać po raz kolejny w jaskini
konińskiego darta. Nie ma bata. Najn, Niet, Newa.
Błażej
na szczęście jest wyrobiony w manipulacji przy drabince i tak ją ułożył, że
Dziura nie dość, że jako jeden z niewielu nie miał wolnego losu, to jeszcze
trafił na Gustlika. W przypadku wygranej miał się spotkać z Marcinem
Kapuścińskim, a dodatkowo do tej połówki drabinki Błażej wcisnął
jeszcze Sąsiada, Kubę, Świstaka i na deser Romana.
Nie było możliwości, by Wojtek prześlizgnął się przez to sito. Było
jeszcze jedno dodatkowe zabezpieczenie przygotowane na lewą stronę, ale o tym
potem.
Trzeba
przyznać, że pojawienie się Wojtka i dezercja Kimy były na rękę
Błażejowi. Pod pozorem działania dla honoru Sekretu upchnął
wszystkich faworytów w jednej połówce drabinki, sam zaś raczył się pustynią
nieskalaną żadnym wymiataczem, i tylko dla niepoznaki umieścił tam Bolka.
Plan wypalił, chociaż już pierwsza przeszkoda stawiła mu zacięty opór. Kazik
(po pokonaniu Macieja) zagrał z Błażejem bodaj najładniejszy mecz
w tym roku, a przynajmniej najładniejsze 2/3 meczu. Genialna gra w pierwszym
legu, mnóstwo dzwonków i poniżające przeciwnika zamknięcie z 64: D16,D16 zrobiło
wrażenie. W drugim Kazik rozpoczął jeszcze mocniej. Otwarcie 133, po
chwili poprawka 117 i Błażej miał już łzy w oczach. Pozbierał się jednak,
założył gustowne łyżwy i powolutku odrabiał stratę. Kazik miał 6 lotek
meczowych w ręku, ale pozwolił przeciwnikowi wyrównać i tyle zostało z
widowiska. W trzecim legu Błażej zagrał już bardzo dobrze i przeszedł do
kolejnej rundy. W drugim swym meczu, równie zaciętym, pokonał Bolka i
zgodnie z (swoim) planem awansował do półfinału.
W tej
połówce drabinki doszło jeszcze do jednego ważnego wydarzenia. Marcin
Jakubowicz, dla którego był to dopiero trzeci turniej w życiu, ugrał
pierwszego swojego lega. Tak się przy tym rozkręcił, że po chwili ugrał
kolejnego, co dało mu pierwsze w historii zwycięstwo meczowe. W kolejnej rundzie
Marcin również prezentował się nieźle, ale Julek zasłużenie
przeszedł do półfinału.
Duże
poruszenie na turnieju wywołał wygląd Kuby Tichonia. Najwyraźniej dzień
wcześniej Kuba brał udział w sparingu w trochę bardziej kontuzjogennym
sporcie niż dart i ślady tego nosił na twarzy. Obiecałem już zamknąć temat
pseudonimów rodem z kreskówek, ale do Kuby jak ulał pasuje ksywka
Kung-Fu Panda! Opuchlizna trochę przeszkadzała mu w grze, ale zdołał pokonać
Sąsiada i poddał się dopiero w meczu z Romanem, który przy okazji
zaaplikował mu high-finish 112.
Stranieri
z Gniezna w pierwszym meczu poradził sobie z Gustlikiem, choć
trzeba przyznać, że miał przy tym dużo szczęścia, gdyż Arek szybciej
meldował się na dablu. Co ciekawe, był to już drugi pojedynek tych zawodników w
ostatnim tygodniu. Obaj spotkali się na ubiegłotygodniowej okręgówce w
Gnieźnie, gdzie także wygrał Wojtek. Niecny plan sędziego wypalił w
kolejnej rundzie – Wojtek nie dał rady Marcinowi Kapuścińskiemu,
który bez straty lega przeszedł tą i następną rundę (Janusza Jakimowicza).
W pierwszym
półfinale Błażej (nie bez problemów) pokonał Julka, natomiast
Roman nie dał rady Marcinowi Kapuścińskiemu. Zwycięzcy spotkali się w
finale prawej i obaj zawodnicy podzielili się rolami w ten sposób, że Błażej
szybko schodził, a Marcin na siebie wziął dable.
Warto
nadmienić o małym skandalu obyczajowym, do którego doszło w kontekście wydarzeń
sprzed tygodnia. W relacji z turnieju znalazła się wzmianka o stroju Patrycji,
który rzekomo miał wpływ na formę pozostałych uczestników zawodów. Sprawa
przeszłaby niezauważona gdyby nie Eli – kapitan Weteranów Samogwałtu,
który zainteresował się tym faktem i dał temu wyraz w Księdze Gości
niniejszej strony. Długo nie trzeba było czekać na interwencję Dawida,
który najpierw postawił weto zapędom Elego, a następnie wymusił na
Patrycji zmianę stroju. W ostatni czwartek zawodniczka paradowała już w
pożyczonym od Juranda ze Spychowa worze pokutnym. Widownia jęknęła.
Plusem
zamieszania jest jednak to, że przynajmniej wiadomo, że sukcesy przemiłej
zawodniczki nie mają źródła w seksapilu, lecz w formie i talencie.
Nierozpraszająca uwagi Patrycja ograła na lewej Darka Myszkuna, a
potem musiała uznać wyższość Dawida (już nie tylko w wyborze stroju).
Zawodnik ten w kolejnym meczu niespodziewanie pokonał Kubę, ale temu
widocznie nadal w grze przeszkadzała kontuzja.
Spory sukces
na lewej odniósł Kazik. Po minimalnej porażce na prawej, gdzie grał jak
natchniony, na lewej pokonał Arka Gaudyna. Szkoda tylko, że nie
wykorzystał dobrej passy i przegrał potem z Adrianem Marczakiem, bo ta
ćwiartka lewej strony nie należała do najgroźniejszych. Jej królem został
Janusz, który pokonał Adriana, a następnie Dawida i wdrapał
się aż na piąte miejsce.
Wracając do
osoby niespodziewanego gościa z Gniezna: już raz wszystkich przekonał, że
lewa strona jest równie dobrą drogą do zwycięstwa w turnieju jak prawa, toteż
sędzia poczynił dodatkowe zabiegi, aby sytuacja z II Inwazji na Konin się
nie powtórzyła. Będąc wiernym czytelnikiem strony
www.weterani.tk wiedział, że największym przeciwnikiem Dziury jest
głód, toteż sprzątnął z pubowych półek wszelkie jadło, nakłamał o braku punktów
gastronomicznych w pobliżu, a gdy Marcin Kapuściński nierozsądnie chlapnął
coś o pobliskiej chińskiej restauracji, sędzia zabronił Dziurze oddalać
się, motywując zakaz napiętym planem gier. Dziura skłonny był już
zamordować sędziego, ale w ręce wpadła mu w ostatniej chwili ulotka pobliskiej
pizzerii i natychmiast złożył zamówienie. W tych okolicznościach powiedzenie „wilk
syty i owca cała” nabiera głębszego znaczenia. Fortel jednak się udał:
ziejący pepperoni Wojtek nie dał rady Bolkowi, który zagrał bardzo
dobry mecz.
Najlepsze
wrażenie na lewej zrobił jednak Świstak, udowadniając co leg, że kryzys
formy ma już za sobą. Poradził sobie kolejno z Karolem, Sąsiadem,
Marcinem i Bolkiem. Dopiero Roman zatrzymał jego marsz, ale
miał przy tym sporo szczęścia. W decydującym legu bliższy zwycięstwa był
Paweł, ale na dablu zabrakło mu kilku milimetrów. Roman w kolejnym
meczu ograł jeszcze Julka i w finale lewej zmierzył się z Błażejem.
I w tym meczu okazał się lepszy, ale przeciwnik grał bardzo dobrze, tylko
fatalna pomyłka w trzecim legu kosztowała go zwycięstwo.
Finał stał
na wysokim poziomie, ale nie dostarczył niestety wielu emocji. Marcin
Kapuściński wygrał gładko 2:0 (7 i 9 runda) i co ciekawe, było to jego
pierwsze zwycięstwo turniejowe w tym sezonie.
Moment
turnieju: Końcówka trzeciego lega pomiędzy Błażejem Przybyłowiczem
a Romanem Giszterem. Roman ma ponad 200 na zegarze, Błażej
ma 110 punktów i trzy lotki w ręku. Pierwsza trafia pomiędzy sektor T20 a
pajęczynę, po sekundzie wypada, jednak nie zmieniając stanu licznika. Druga
trafia bezbłędnie w T20, a trzecią Błażej trafia w 25, będąc milimetry od
sukcesu. Roman rzuca sektor, Błażej natomiast pierwszą lotką
trafia w pole 25, czym oczywiście powoduje furę. Pomyłka trudna do wyjaśnienia (Błażej
twierdził potem, że był przekonany, że ma w tym momencie 57 punktów), a
przeciwnik zostawia sobie na budziku 70 punktów. W kolejnej rundzie roztrzęsiony
zawodnik dopiero drugą lotką ustawia dabla i myli się na nim. Roman
bezlitośnie zamyka T18,D8.
Leg
turnieju: Błażej Przybyłowicz versus Marcin Kapuściński.
Błażej gra rewelacyjnie i po pięciu rundach ma 60 punktów na zegarze.
Jedną lotką ustawia topa i kolejne dwie ładuje w oponę. Do następnej rundy już
nie podchodzi – Marcin zamyka ze 116: 20,T20,D18.
Zawodnik
turnieju: Marcin Kapuściński. Pierwsze zwycięstwo w sezonie po
serii drugich miejsc. Warto nadmienić, że w całym turnieju zawodnik ten nie
stracił ani jednego lega.
Niespodzianka turnieju: zwycięstwo Tomka Wojciechowskiego nad
Arkiem Gaudynem na lewej stronie. Nie bez echa przeszła też wiktoria
Dawida Ratajczaka nad Kubą Tichoniem.
Ślizg
turnieju: Robert Gaertner, choć nie wiem jak to mu się udało. Na
drugim miejscu ex aequo zwycięstwa Błażeja i Dziury w swych
pierwszych meczach.
1.Marcin
Kapuściński – Kapusta
2.Roman Giszter
3.Błażej
Przybyłowicz
4.Julian
Gorzelańczyk
5.Janusz
Jakimowicz
5.Paweł
Więtkowski – Świstak
7.Dawid
Ratajczak
7.Bolesław
Roszak
9.Marcin
Jakubowicz
9.Wojciech
Kujawski – Dziura
9.Adrian
Marczak
9.Jakub Tichoń
13.Adrian Nowak
– Sąsiad
13.Patrycja
Obruszkiewicz
13.Michał
Pawłowski – Pablo
13.Tomasz
Wojciechowski – Kazik
17.Arkadiusz
Gaudyn – Gustlik
17.Dariusz
Myszkun
17.Karol
Olaszek
17.Maciej
Szymkowiak
14 października 2010r.
Drugi turniej
października stał pod znakiem porażek faworytów, którzy pechowo szybko spotykali
się na prawej bądź lewej stronie. Dwadzieścia jeden osób zawitało na turniej -
wśród nich po raz drugi z rzędu Bolek, który długo w samotni wykuwał
formę i teraz zbiera plony dobrej gry. Pojawił też się wrześniowy debiutant
Marcin, który na szczęście nie powielił schematu: "raz wpierdol i
szukanie nowego hobby".
Najważniejszym jednak
wydarzeniem były urodziny najlepszego aktualnie zawodnika Konina -
Romana Gisztera. Zawodnikowi z okazji jubileuszu odśpiewano takie "sto lat",
że aż mury się zatrzęsły. Inna sprawa, że darterzy dlatego tak ochoczo
świętowali, gdyż liczyli na to, że Roman opadnie z sił. I faktycznie:
jubilat pokonał Świstaka, ale po zaciętym meczu z Błażejem spadł
na lewą stronę. Wszystkie legi kończyła szczególna dla Romana cyfra: D20,
a Błażej wreszcie przełamał złą passę - po pięciu porażkach w tym sezonie
z Romanem, wreszcie zdobył honorowy punkt.
Przed meczem z
Romanem, Błażej zmierzył się Michałem Pawłowskim, który przy
okazji zaprotestował przeciwko wybieraniu bez jego wiedzy pseudonimu.
Przypomnijmy: z powodu występowania w drabince dwóch Michałów (Plichta
i Pawłowski) zarządzono szereg ustaleń odnośnie ich ksywek. Michał
Plichta strzelił focha za nazywanie go Muminkiem (choć to bardzo
przyjazne stworki) i sędzia chcąc-nie chcąc wrócił do jego poprzedniej ksywki -
Miniek. Dla drugiego Michała zarządzono nawet konkurs, ale żadna z
propozycji się nie przyjęła, toteż żeby być w zgodzie z literą prawa, temu
zawodnikowi także pozwolono na wybór pseudonimu. Michał wzorem Mińka
również zdecydował się na ksywkę, którą już ma z innych kręgów - Pablo.
Ksywka ta pochodzi od Pablo Escobara, a nadana została Michałowi
wskutek zbieżnych upodobań... hmmm, kulinarnych. Nie chcę nic insynuować, ale
Michał zawsze długo wpatruje się w białą linię odmierzającą odległość od
tarczy, lekko wzdycha i dopiero potem oddaje rzut. Jako że temat ksywek został
już nadmiernie wyeksploatowany, obiecuję już więcej się nim nie zajmować. Tak na
marginesie Pablo w meczu z Błażejem rzucał jakby był w jakimś
transie i przeciwnik sporo musiał się napocić by przejść do kolejnej rundy.
Największym szczęściarzem w
losowaniu był Bolek. Szczęście zawdzięcza przedsiębiorczości sędziego
czyli Małego Szu. Błażej, widząc, że oszukiwanie przy składaniu
drabinki może się bardzo opłacić (tydzień wcześniej bez problemów awansował do
półfinału) i tym razem postanowił zadziałać. Ustawił pod siebie znów genialną
drogę, tylko biedaczyna pomylił siebie z Bolkiem (podobna pisownia
imienia, przynajmniej dla nietrzeźwego wzroku). Dlatego też Bolek
zupełnie przypadkiem stał się beneficjentem sędziowskiej ustawki. Z całym
szacunkiem dla Janusza, Ady i Patrycji - jeszcze trochę
błota w Warcie upłynie, nim staną się oni równorzędnym dla Bolka
przeciwnikiem. Warto jednak zauważyć, że Patrycja akurat coraz lepiej
sobie radzi na linii. Z Bolkiem prowadziła 1:0, ale potem chyba zjadła ją
trema. Inna sprawa, że trochę na jej korzyść działał jej darterski strój.
Patrycja świadoma swoich zalet ubrała się tak, że większość darterów była
bardziej obśliniona niż pies Pawłowa.
Zawsze
w drabince znajdzie się miejsce, w którym żaden darter wolałby się nie znaleźć -
przewyższenie normy wymiatacza na metr kwadratowy. Tym razem drabinkowym
Brooklynem była czwarta ćwiartka, w której każdy darter był zagrożeniem,
nawet wolne losy wyglądały jakby miały walczyć do upadłego. Kima,
Gustlik, Kuba, Maciej i Kapusta walczyli nie tyle o
prymat, ale o to, kto najpóźniej spadnie na lewo. Pierwszy poddał się Maciej,
choć jak zwykle z Gustlikiem stoczył wyrównaną walkę. Gustlik
natomiast padł z ręki Kapusty, ale dzwonkami z ich meczu można by
obwiesić wszystkie pasące się w Beskidach owce. Kuba natomiast już
zorientował się, że krzykiem Kimy nie wystraszy i niezwykle skupiony
odniósł piękne zasłużone zwycięstwo, notując bodaj największą niespodziankę
turnieju. W końcu Kapusta wyszedł zwycięstwo z tej małej wojny,
prezentując Kubie szybką acz bolesną przepierkę. Zapewne spodziewał się,
że skoro przeszedł zwycięsko taką drogę, to następni przeciwnicy już tylko
grzecznie położą się w oczekiwaniu na egzekucję. Bolek jednak nie ma za
grosz wyczucia i niespodziewanie awansował do finału prawej po trupie Marcina
właśnie.
W drugim półfinale
zmierzyli się Błażej z sąsiadem Błażeja - Sąsiadem! Sąsiad
Błażeja - Sąsiad wcześniej pokonał Muminka
Mińka oraz dwóch kolegów z Dream Teamu Konin. Zarówno z Kazikiem,
jak i z Rafałem stoczył horrory i wyszedł z nich zwycięsko. Szczególnie
mógł się podobać trzeci leg, w którym obaj zawodnicy dzwonili tak często, że aż
ściągnęli gromadkę widzów, ale gdy tylko uświadomili sobie jak wielkie mają
audytorium, natychmiast spuścili z tonu. W półfinale na Sąsiada czekał
już Sąsiada sąsiad - Błażej i znów doszło do zaciętego widowiska.
Szybko na prowadzenie wyszedł sąsiad Błażeja - Sąsiad, choć sąsiad
Sąsiada trochę się zagapił w końcówce. Drugiego lega zasłużenie wygrał
Błażej - Sąsiada sąsiad, który sąsiada Błażeja - Sąsiada
zamknął z 5, ekwilibrystycznym T1,D1. W trzecim legu znów po dużej nerwówce
wygrał sąsiad Sąsiada - Błażej, a sąsiad Błażeja -
Sąsiad był bardzo niepocieszony, gdyż podium miał na wyciągnięcie ręki.
W finale prawej spotkali
się Błażej z Bolkiem. Bolek prezentował się dużo lepiej
(schudł i w ogóle), ale jego zmorą okazały się dable. Błażej w pierwszym
legu miał prawie dwójkę na budziku, gdy Bolo z impetem dziurawił oponę,
jednak na prowadzenie wyszedł Mału Szu po duuużym ślizgu. W drugim
bardziej wyrównanym legu znów ton nadawał Bolo, ale kiedy już szykował
się do dabla, to Błażej wyjechał znienacka z zamknięciem ze 120 i to
fantazyjnym: T20,D20,D10.
Na lewej szybko odpadli
Darek, Miniek z Adą i debiutant Marcin Jakubowicz.
Ich los podzielił też Maciej, który po uprzednich obiecujących występach,
teraz już drugi raz zalicza suchara. Inna sprawa, że trafił na Świstaka,
który po fatalnych ostatnich tygodniach wreszcie zagrał tak jak niegdyś
potrafił. O przebudzeniu Pawła przekonał się też Pablo, który
ostatnio zachwyca formą, ale tym razem nie dał rady, choć miał 3 lotki meczowe w
ręku. Świstak w pierwszym legu zanotował swojego dwunastego maksa w tym
roku, ale zaledwie pierwszego od maja.
Tymczasem w górnej
połowie drabinki lewej strony była istna rzeźnia faworytów. Stało się tak
dlatego, ze szybko wpadli na siebie. Jeszcze przed pierwszym meczem na lewej
wiadomo było, że z trójki: Gustlik-Kima-Roman, tylko jeden
zawodnik wskoczy do pierwszej ósemki. Tam gdzie szanse są wyrównane decydują
detale takie jak na przykład skłonność do ślizgania. A że w tej trójce był jeden
specjalista od tego typu zdarzeń to skończyło się tak jak się skończyć musiało.
Robert żenująco okradł Gustlika ze zwycięstwa w pierwszym legu. I
choć ten wyrównał to w trzecim legu został zapięty bullem z 70: 4,16,D25.
Uczciwie trzeba przyznać, że Kima od tego momentu grał już tylko lepiej.
Pokonał Romana, który dawno nie zdobył tak malej ilości punktów. Ostatnio
mniej punktów Roman zdobył w marcu, a wczorajsza porażka przerwała temu
zawodnikowi serię 11 turniejów z rzędu, w których meldował się na podium!!!
Ubiegając nieco fakty,
turniej skończył się o drugiej w nocy, a takie opóźnienie przyczynę miało w
dwóch niepozornych meczach. Krystian Weber wyeliminował Dawida
Ratajczaka, przy czym wszystkie trzy legi grane były do 15 rundy. Najpierw
Dawid zamknął 45 lotką, potem Kryniu odwdzięczył się tym samym, by
w decydującym legu wygrać rzutami o środek. Jeszcze maszyna nie odetchnęła po
tak wyczerpującym maratonie, gdy na linii stanęli Janusz i Kazik.
Obaj zawodnicy nie należą do darterskich ckm-ów, toteż mecz trwał równe
(zmierzone stoperem) 24 minuty, a zwycięsko z tej próby wyszedł Kazik,
który w kolejnym meczu pokonał jeszcze Patrycję.
Jednym z bohaterów lewej
strony był Kuba Tichoń. Po sensacyjnym pokonaniu Kimy, na lewej
stronie radził sobie również doskonale. Pokonał budzącego się Świstaka
(otarł się przy tym o zamknięcie ze 132: T20,T20,6), następnie zagrodził drogę
do wyższych miejsc Kazikowi i Sąsiadowi, który chyba niepotrzebnie
podszedł do gry tuż po porażce na prawej i zamiast się skupić, rozpamiętywał
straconą szansę.
Skoro o bohaterach mowa
to musimy wrócić do postaci Roberta Gaertnera. Ledwie poradził sobie z
Gustlikiem i Romanem, a zaraz (po pokonaniu jeszcze Rafała)
trafił na Marcina Kapuścińskiego. Klnąc na fatalną drabinkę zabrał się do
kolejnego golenia. Pierwszego lega Robert zamknął bajecznym HF 156, a że
w drugim również nie próżnował, to zafundował koledze wreszcie kawałek
spokojnego snu przed pracą. W tym sezonie Marcin zawsze meldował się w
finale, co gwałtownie wpływało na jego wydajność w pracy dnia następnego. Tym
razem wracając spacerowym krokiem do domu, nie mógł się nadziwić, że nocne
autobusy jeszcze nie wyjechały z zajezdni.
W kolejnym pojedynku
Kima pokonał Kubę, by w walce o finał zmierzyć się z Bolkiem.
Tu niespodziewanie Robert musiał sporo wycierpieć nim pokonał
przeciwnika. Bolek grał bardzo dobrze i po dwóch legach był remis
(dwukrotna ósma runda). W trzecim obaj zawodnicy mieli już dabla, a Kima
mając 18 punktów przestawił się na wygodniejszy sektor i okazało się to dobrą
decyzją (6,D6).
Dla Błażeja to
drugi finał w tym sezonie, a dla Roberta - trzeci. Przy czym Robert
zawsze wygrywał, a Błażej swoją jedyną szansę przegrał. Tym razem
scenariusz się powtórzył. Błażej wprawdzie rozpoczął dobrze i po
wyrównanym legu wyszedł na prowadzenie, ale to Robert grał lepiej. W
drugim już tylko pozwolił przeciwnikowi ustawić dabla, a w kolejnych nie miał
już w ogóle litości. Grał rewelacyjnie, regularnie dzwonił i schodził na 6
rundę, A Błażej tylko na początku jeszcze jako tako dotrzymywał mu kroku.
W końcówce Kima nieco zwolnił rękę, widząc, że Błażej i tak już mu
krzywdy nie zrobi i odniósł okazałe i zasłużone zwycięstwo.
Moment turnieju: W meczu
Marcina Kapuścińskiego z Robertem Gaertnerem, ten pierwszy ma 129
punktów po piątej rundzie, ale do szóstej już nie podchodzi. Kima zabija
ze 156: T20,T20,D18.
Leg turnieju: Piękna
wymiana ciosów Rafała Łukowskiego z Adrianem Nowakiem zakończona
horrorem na dablu.
Zawodnik turnieju:
Robert Gaertner. Na początku wpadka i porażka z Kubą, potem ślizg z
Gustlikiem, ale następnie już rewelacyjna gra zakończona mordobiciem w
finale. Co ciekawe Robert pokonał WSZYSTKICH faworytów tego turnieju: i
Gustlika, i Romana, i Kapustę, i Bolka!
Niespodzianka turnieju:
Zwycięstwo Kuby Tichonia nad Kimą. Zasłużone i po ładnej grze.
Niespodzianką była też porażka Romana na prawej stronie z Błażejem.
Ślizg turnieju:
Błażej Przybyłowicz pokonuje Bolka Roszaka. Jak zwykle w tej
kategorii, Kima wtrącił swoje trzy grosze, pokonując Arka Gaudyna.
1.Robert Gaertner - Kima
2.Błażej Przybyłowicz
3.Bolesław Roszak
4.Jakub Tichoń
5.Marcin Kapuściński - Kapusta
5.Adrian Nowak - Sąsiad
7.Rafał Łukowski
7.Tomasz Wojciechowski - Kazik
9.Roman Giszter
9.Patrycja Obruszkiewicz
9.Krystian Weber
9.Paweł Więtkowski - Świstak
13.Arkadiusz Gaudyn - Gustlik
13.Janusz Jakimowicz
13.Michal Pawłowski - Pablo
13.Dawid Ratajczak
17.Marcin Jakubowicz
17.Dariusz Myszkun
17.Michał Plichta - Miniek
17.Maciej Szymkowiak
17.Adrianna Walkiewicz
7 października 2010r.
Pierwszy turniej
października za nami. Frekwencja znów wysoka, a niespodzianką były odwiedziny
przyjaciół z Kalisza. Pojawił się też jeszcze nie widziany w tym sezonie
Bolek Roszak, który szybko pokazał, że nawet gdy nieregularnie pojawia
się na turniejach to zawsze jest groźny.
Pierwsze mecze obyły się
bez większych niespodzianek, choć Maciej Szymkowiak miał dużą szansę na
wyeliminowanie Arka Gaudyna. W pierwszym legu wygrał na niemałym ślizgu,
ale w drugim już prowadził zasłużenie. Gustlik z trudem wyrównał, a w
trzecim już nie pozwolił pohasać młodemu zawodnikowi i wygrał 2:1. Problemy miał
też Roman, który tradycyjnie wpadł na Krzyśka Pakosza. Faza
był bliższy wygranej, ale w obu legach przegrał wyraźnie końcówkę. Roman
dwukrotnie zamykał 1 lotką (drugi leg zamknięty z 70: T18,D8) i prześlizgnął się
dalej.
Nadal formy szuka
Świstak, któremu większych szans nie dał Kima w swym pierwszym meczu.
Robert długo się sukcesem nie nacieszył, bowiem w bodaj najładniejszym
meczu wieczoru przegrał z Bolkiem Roszakiem. Bolo nie próżnował,
wprawdzie długo nie pojawiał się w Pubie na Glince, ale gdy już przyszedł to
pokazał kawałek dobrej gry. Z Kimą rzucił maksa i wyszedł na prowadzenie.
Robert wyrównał stan meczu, ale w decydującym legu został trafiony przez
przeciwnika zamknięciem z 75: 15,20,D20.
Pierwszy turniej miesiąca
rządzi się swoimi prawami. Wskutek braku rozstawień dużo większą rolę odgrywa
szczęście w losowaniu drabinki. ale jak mawiał Wielki Szu: "Szczęście
trzeba umieć sobie zorganizować", toteż Błażej jako główny
organizator turniejów wykorzystał swe rozliczne talenty i tak przeprowadził
losowanie, że w jego ćwiartce nie było żadnego wymiatacza, podczas gdy w
pozostałych, faworyci co rusz na siebie wpadali. Zapobiegliwość Błażeja
okazała się dlań zbawienna, gdyż w pierwszych meczach nie grał rewelacyjnie. Z
Mińkiem wygrał 2:0, ale pierwszego lega zamknął dopiero ostatnią możliwą
lotką, Z Karolem również wygrał 2:0, ale znów w pierwszym legu miał duże
problemy i dopiero środkami wyszedł na prowadzenie. Jakby tego było mało w
trzeciej rundzie Błażej wpadł na Anię, która niespodziewanie
pokonała Kazika (wygrana 2:1, a decydującego lega zamknęła 45 lotką).
Błażej pewny siebie wygrał pierwszego lega, a w drugim szybko zaaplikował
maksa, ale Ania nie składała broni i wyrównała stan meczu. dopiero w
trzecim legu Mały Szu się pozbierał i przeszedł do następnej rundy. W
półfinale jest już niemożliwością nie trafić na faworyta, ale Błażej i
tak wylosował najlepiej, bowiem Kimę z drogi zdjął mu Bolo. I z tą
przeszkodą Błażej poradził sobie, tym razem wreszcie prezentując w miarę
dobrą grę.
W drugim półfinale
spotkali się Marcin Kapuściński i Roman Giszter. Miał to być
już piąty mecz tych zawodników w nowym sezonie, mimo dwóch absencji Kapusty.
Roman szybko wyszedł na prowadzenie, ale Marcin wyrównał stan
meczu zamknięciem 18 lotką. W decydującym legu więcej zimnej krwi zachował
jednak lider tabeli i wygrał 2:1. W finale prawej Roman minimalnie ale
zasłużenie wygrał z Błażejem i spokojnie oczekiwał na ostatniego rywala.
Na lewej najbardziej
zaskoczyła porażka Macieja Szymkowiaka. Dotychczas prezentował się
rewelacyjnie i nawet w przegranym meczu z Gustlikiem pokazał się z dobrej
strony. Na lewej nie dał jednak rady Dawidowi, który z kolei ostatnio
pozwala sobie na coraz więcej. W pierwszych dwóch turniejach zaliczył suchara, w
trzecim w ogóle się nie pojawił, ale potem zajął 7 i 9 miejsca. W czwartek
pechowo przegrał z Kazikiem (prowadził 1:0, a w drugim przegrał dopiero o
środki), a potem wyeliminował Macieja (i to drugi raz w tym sezonie).
Przegrał w kolejnej rundzie, ale trafił na Fazę, który w tej rundzie był
najsilniejszym zawodnikiem.
Na lewej zaskakująco
przegrał też Karol Olaszek. Gdyby jednak przyjrzeć się jego wynikom,
można zauważyć duży trend spadkowy. Karol jest jeszcze świeżym
zawodnikiem, ale zdarzyło mu się już zająć piąte miejsce i kilka ważnych
zwycięstw ma na koncie. W nowym sezonie jednak prezentuje się fatalnie. Odniósł
tylko dwa zwycięstwa (obydwa nad Mińkiem Plichtą) i zanotował aż 10
porażek. W ostatni wieczór już po raz drugi musiał uznać wyższość Patrycji
Obruszkiewicz.
Lewą szybko pożegnali też
Mateusz, Ada, Krystian, Miniek i Kazik.
Najlepiej w pierwszych rundach prezentowała się wspomniana Patrycja,
który w drugim swym meczu na lewej wyeliminowała Janusza. Warto zauważyć
też zwycięstwo Mariusza nad Świstakiem, choć Paweł powoli
przyzwyczaja do częstych niewytłumaczalnych porażek.
Niespodzianki skończyły
się gdy tylko na lewą spadli pierwsi spadochroniarze z prawej. Sąsiad,
Gustlik i Kima gładko wygrali swe mecze i tylko Ania musiała
uznać wyższość Fazy, ale ona jako jedyna przecież i tak nie była w tym
starciu faworytką. Inna sprawa, że Krzysiek musiał się sporo napocić i
wygrał na lekkim ślizgu. Arek Gaudyn gra w nowym sezonie bardzo równo. We
wrześniu zajmował kolejno 4,2,3,4,4 miejsca i w ostatnim turnieju również parł
do podium, mimo porażki na prawej. Patrycja nie miała większych szans, za
to Sąsiad stawiał opór i wyrównał stan meczu, jednak w decydującym legu
Gustlik panował nad sytuacją. Kolejny przeciwnik - Bolek, także
nie dał Arkowi rady i już było pewne, że Gustlik po raz kolejny
znajdzie się w pierwszej czwórce.
Królem lewej by jednak
Marcin Kapuściński, który najpierw pokonał Kimę, a później właśnie
Gustlika. W finale lewej większej krzywdy Marcinowi nie zrobił
Błażej. Wprawdzie po dwóch legach był remis i wynik wydawał się być sprawą
otwartą, ale już pierwsza runda trzeciego lega rozwiała wszelkie wątpliwości.
Marcin otworzył T20,T20,T5, na co Błażej odpowiedział zwartym i
precyzyjnym 1,1,1.
W finale Marcin
zmierzył się z Romanem i pierwszy pojedynek wygrał w cuglach 2:0.
Roman jednak nie zamierzał tanio sprzedać skóry i w drugim finale wstał z
kolan. Mecze rozgrywane były na styku, ale tym razem to Roman okazał się
lepszy i zwyciężył trzeci raz z rzędu. Trudno jednak odmówić Marcinowi
regularności. W nowym sezonie opuścił dwa turnieje, ale w pozostałych czterech
zawsze zajmował drugie miejsce.
Moment turnieju:
Adrian Nowak zawsze bardzo się spina przy podejściu do maksa. I nic
dziwnego, bowiem w tym roku tylko raz udała mu się ta sztuka. W meczu z Adą
przymierzył T19,T19 i gdy wszyscy spodziewali się, że skompletuje wreszcie
hattricka, ten trzecią lotkę posyła w oponę. Warto też wspomnieć o pokracznym
zamknięciu Fazy z 88: 25,25,D19.
Leg turnieju: Marcin
Kapuściński demoluje Michała Pawłowskiego. Po czterech rundach ma na
budziku 96 punktów i kończy niedługo później.
Zawodnik turnieju:
Roman Giszter. Zwycięstwo w turnieju mimo trudnej drabinki (aż trzy starcia
z Marcinem Kapuścińskim) i potwierdzenie supremacji w Sekrecie.
Niespodzianka turnieju:
Zwycięstwo Ani Serafin nad Kazikiem i jej postawa w kolejnych
meczach. Na uwagę zasługują też dwa zwycięstwa na lewej Patrycji
Obruszkiewicz.
Ślizg turnieju: Tomek
Wojciechowski miał dużo szczęścia w pojedynku z Dawidem Ratajczakiem,
który prowadził i prezentował się lepiej, ale na dablu pozwolił się ograć.
1.Roman Giszter
2.Marcin Kapuściński - Kapusta
3.Błażej Przybyłowicz
4.Arkadiusdz Gaudyn - Gustlik
5.Robert Gaertner - Kima
5.Bolesław Roszak
7.Adrian Nowak - Sąsiad
7.Krzysztof Pakosz - Faza
9.Patrycja Obruszkiewicz
9.Michał Pawłowski - Młody
9.Mariusz Rój
9.Anna Serafin
13.Janusz Jakimowicz
13.Dawid Ratajczak
13.Adrianna Walkiewicz
13.Paweł Więtkowski - Świstak
17.Karol Olaszek
17.Michał Plichta - Miniek
17.Maciej Szymkowiak
17.Krystian Weber
17.Mateusz Wendt
17.Tomasz Wojciechowski - Kazik
|