Strona Główna         Superliga         W Sekrecie         Historia         Księga gości         Linki

W Sekrecie - Klasyfikacja marca 2011

 
Lp Nazwisko i imię 3.03 10.03 17.03 24.03 31.03 suma maksy zamknięcia
1 Gaertner Robert 20 12 22 20 22 96 6 141,132,130,129
2 Giszter Roman 16 16 18 16 10 76 2 148,134
3 Kapuściński Marcin 12 20 10 12 18 72 1  
4 Pawłowski Michał 2 8 14 8 14 46 5 158
5 Gaudyn Arkadiusz 8 6 4 8 10 36 2 128
6 Przybyłowicz Błażej 1 8 12 4 8 33 2 116
7 Jakubowicz Marcin 6   6 2 12 26    
7 Siodła Tomasz 10   4 6 6 26    
9 Wojciechowski Tomasz 2 4 10 2 6 24 1  
10 Gorzelańczyk Julian 4 10 8     22    
11 Więtkowski Paweł 4 6 8 1 2 21    
12 Szymkowiak Maciej 2 4 2 10 2 20    
13 Jakimowicz Janusz 2 4 6 4 2 18    
14 Olaszek Karol 1 1 6 1 6 15    
15 Nowak Adrian 1 2 2 4 4 13    
15 Pakosz Krzysztof 1 2 4   6 13 1  
17 Roszak Bolesław 6   6     12    
17 Wendt Mateusz 1 1 2 4 4 12    
19 Myszkun Dariusz 4 4 2 1   11    
19 Obruszkiewicz Patrycja 4     6 1 11    
21 Ratajczak Dawid 1 2 2 1 4 10    
22 Graliński Paweł 1 2 2 2 2 9    
22 Kaczmarek Kamil   1 2 2 4 9    
24 Jaszczak Michał         8 8    
24 Wiśniewski Robert 8         8    
26 Telesiński Hubert   1 4 1   6    
27 Kraczyńska Krystyna     1 1 2 4    
28 Falkowski Szymon     2     2    
28 Kolska Magdalena     1   1 2    
28 Kosiński Jacek         2 2    
28 Majewski Piotr         2 2    
28 Plichta Michał         2 2    
33 Bijasiewicz Jacek 1         1    
33 Bogacki Piotr       1   1    
33 Walkiewicz Adrianna         1 1    
33 Wróbel Piotr       1   1    

 

30 marca 2011r.

 

   Marzec był wybitnie obfity w turnieje lokalne - nie dość, że aż pięć klubówek upchnęło się w kalendarzu, to jeszcze nad wyraz udane Mistrzostwa Konina miały miejsce w tym miesiącu. Serce roście patrząc na te czasy... gdzie frekwencja z turnieju na turniej jest coraz okazalsza, gdzie coraz więcej ludzi rozpoczyna przygodę z dartem, choć nierzadko nie zdają sobie sprawy, że właśnie rozpoczęli żmudny proces dewastacji życia prywatnego. W ostatnim turnieju aż 27 osób wzięło udział, co jest kolejnym w tym miesiącu rekordem. Tym razem wiatr przywiał dwóch debiutantów: Piotra Majewskiego i Michała Jaszczaka, którzy jednak prawdziwy debiut zaliczyli na Mistrzostwach Konina. Pojawili się też Michał Plichta i Ada Walkiewicz, którzy zrobili sobie blisko trzymiesięczną przerwę. Duże zasługi do powrotu Ady do gry miał Roman Giszter. On to po udanych dla niej Mistrzostwach podstępem wymusił na niej oświadczenie, w którym obiecała powrót do wyczynowej gry (oświadczenie spisane na papierze firmowym, do wglądu w galerii zdjęć z Mistrzostw Konina). Ale to nie jedyny comeback tego wieczoru. Do gry zameldował się też Jacek Kosiński, który za czasów Mieszka I był stałym bywalcem Pubu na Glince i teraz powrócił po blisko 8 latach absencji.

   Turniej rozpoczął się z przytupem. W co drugim pojedynku działo się wiele ciekawego, zapachniało też paroma niespodziankami. Na początku zaimponował Gralu, który najpierw pokonał Dawida, a następnie walczył jak równy z równym z samym Robertem Gaertnerem. W trzecim legu Paweł wyrobił sobie blisko dwustupunktową przewagę, ale Kima znany jest z tego, że normalnie wygrać nie potrafi. Szybko podgonił sekwencją T20,T20,20,T20, jednak Gralu miał dwie lotki meczowe w ręku. Pomylił się, za to do Roberta uśmiechnęło się szczęście. Mając 16 punktów trafia w pole 11, jednak szczęśliwie maszyna nie zalicza tej lotki, toteż zamiast rozmianki Kima ma dwie lotki w ręku. Wykorzystuje drugą z nich, przy okazji poważnie nadszarpując Pawła wiarę w sprawiedliwość losu. W kolejnym pojedynku Robert prawie identycznie porobił Tomka Siodłę. Ten miał grubo ponad dwieście punktów przewagi, ale lega, jak i cały mecz przegrał.

 

(ukryty dowcip)

Po czym poznać, że Kima się ślizgnął?

 

Po tym, że wygrał!

 

   Tą ćwiartkę zamieszkiwał też Pablo, ale już w pierwszym meczu został pokonany przez Świstaka. Pablo zaimponował jednak przepięknym high-finishem. Mając na zegarze 158 przymierzył T20,T20,D19. Jest to najwyższy HF w tym sezonie, jednak nie pomógł w ostatecznym zwycięstwie. Ładnie radził sobie Faza, który dzień wcześniej szalał na treningu. Mateuszowi w pierwszym meczu zaaplikował maksa i pewnie zaliczyłby do tego Quick lega, ale mając na budziku 49, dwukrotnie sfurował trafiając T17 zamiast 17. W kolejnym meczu Faza minimalnie przegrał z Gustlikiem, ale widać, że wraca już do wysokiej formy.

   Żadnych problemów z awansem do półfinału nie miał Marcin Kapuściński. Uporał się z debiutantem Piotrkiem Majewskim, a następnie pokonał Mińka i świetnego ostatnio Marcina Jakubowicza. Drugi z faworytów - Roman - równie gładko wygrał swoją ćwiartkę, w pokonanym polu zostawiając dwóch zawodników Dream Teamu: Janusza i Błażeja.

   W półfinałach sami zawodnicy Sekretu - Kima pokonuje Gustlika, natomiast Kapusta zrzuca na lewą Romana. W finale prawej Marcin wygrywa 2:0, dwukrotnie notując 7 rundę, a Kima musi szukać szczęścia na lewej.

   Jako pierwsze z gry odpadają wszystkie Panie. Magda, która technikę gry podejrzała u braci Kliczko przegrywa z Kamilem, a Ada nie daje rady debiutantowi Piotrkowi Majewskiemu. Dużo lepiej zagrała Patrycja, która napędziła sporego stracha Michałowi (przepiękna runda: Pablo trafia T20,T20,T20, na co niezrażona Patrycja odpowiada T20,T20,12), jednak przegrała minimalnie. Krysia również zakończyła zawody bez zwycięstwa, przegrywając z drugim z debiutantów - Michałem Jaszczakiem. Zawodnik ten zaprezentował się rewelacyjnie. Nie zjadła go trema, imponował też dablami. Na lewej wygrał aż trzy mecze, co się chyba nigdy nie zdarzyło żadnemu debiutantowi (pokonał jeszcze Mateusza i Karola).

   Bardzo ładnie zagrał też Jacek Kosiński, ale trafił na równo rzucającego Sąsiada i po pięknej grze odpadł z turnieju. Zawiódł za to Świstak, na prawej pokonał Pablo, a na lewej w ogóle nie podszedł do linii, wcześniej przegrywając walkę z nałogiem. W całym turnieju roiło się od pięknych legów i godnych uwagi sytuacji. Gralu, który tak imponował na prawej, odpadł w grze z Kazikiem, który go wręcz wdeptał w linię. Zawodnik Dream Teamu w pierwszym legu zaliczył HF102, a w drugim był o milimetry od HF155, ale po T19,T20 chybił trzecią lotką. W kolejnej rundzie Kazik dokończył dzieła zniszczenia, a następnie pokonał jeszcze Kamila.

   Im bliżej było końca turnieju tym bardziej rozkręcał się Marcin Jakubowicz. Na prawej pokonany przez Mistrza Konina, ale na lewej sam robił za egzekutora. Fazę pokonał 2:1, ale to co uczynił w decydującym legu wzbudziło uznanie doświadczonych graczy. Marcin rzucał jak natchniony i po czterech rundach miał 157 punktów. W piątej trafia T19,T20 i myli się na topie, ale już 16 lotka znajduje drogę do celu. W kolejnym pojedynku pokonuje nieco szczęśliwie Błażeja, a w kolejnej rundzie bez większych problemów eliminuje samego Gustlika.

   Jak przecinak na lewej szedł też wspomniany już Michał Pawłowski. Imponował przede wszystkim skutecznością, choć kilka razy uciekał spod topora. Najpierw z dużymi problemami pokonał Patrycję, potem po jeszcze cięższym meczu pokonał Macieja, a następnie Dawida, Tomka Siodłę (znów lekki ślizg) i Michała Jaszczaka. Nie dał mu rady też Roman mimo, że był zdecydowanym faworytem. W walce o podium Pablo pokonał jeszcze Marcina Jakubowicza, ale widać już było w jego grze zmęczenie. Kima takie sytuacje wykorzystuje zawsze, toteż i teraz nie miał większych problemów z pokonaniem wykończonego 8-meczowym maratonem przeciwnika.

   Tym samym Robert awansował do finału, gdzie zmierzył się z Marcinem Kapuścińskim. Pierwsze dwa legi nie przynoszą spodziewanych emocji, a zawodnicy wygrywają po jednej partii. Marcinowi brakuje jednego lega do zwycięstwa turniejowego, ale tym razem Robert nie daje mu szans. Schodzi 100,100,26,26,60,59 i zamyka ze 130: T20,20,D25 (Co ciekawe Kima w marcu zaliczył aż cztery HF, a trzy z nich uwieńczył dablem D25). Dochodzi do drugiego finału, który wygląda identycznie jak pierwszy. Dwa śmieciarskie legi i remis, a potem znów odpalenie Roberta, który ostatniego lega wieczoru otwiera maksem, a potem kontroluje sytuację, by zakończyć turniej 17 lotką. To czwarte turniejowe zwycięstwo Kimy i uzbierał on w tym miesiącu prawie 100 punktów. ten rekord wydaje się być nie do pobicia - Robert grał rewelacyjnie, a w sukurs przyszła mu też wysoka frekwencja turniejowa.

 

Moment turnieju: Adrian Nowak w pierwszym meczu przeciwko Piotrowi Majewskiemu przymierza T19,T19,T19 i już cieszy się z maksa, gdy okazuje się, że przed rundą miał na liczniku 168. No score.

 

Mecz turnieju: Piękny pojedynek Pawła Więtkowskiego z Michałem Pawłowskim. Pablo zalicza najwyższy HF w sezonie (158), ale mecz przegrywa zasłużenie.

 

Zawodnik turnieju: Marcin Jakubowicz. Trzy zwycięstwa na lewej, każde z wyżej notowanym przeciwnikiem, w tym to monumentalne z Fazą, okraszone genialnym trzecim legiem.

 

Niespodzianka turnieju: Postawa debiutanta Michała Jaszczaka, który wygrał aż cztery mecze. Warto zauważyć zwycięstwo dołującego ostatnio Dawida Ratajczaka nad Januszem Jakimowiczem.

 

Ślizg turnieju: ...and the winner is Robert Gaertner. Za ślizgi nad Pawłem Gralińskim i Tomkiem Siodłą. W tej konkurencji po piętach Kimie deptali Marcin Jakubowicz (zwycięstwo nad Błażejem Przybyłowiczem) i Michał Pawłowski (co drugi mecz na lewej).

 

1.Robert Gaertner - Kima   180  HF130

2.Marcin Kapuściński - Kapusta

3.Michał Pawłowski - Pablo   180  HF158

4.Marcin Jakubowicz

5.Arkadiusz Gaudyn - Gustlik

5.Roman Giszter

7.Michał Jaszczak

7.Błażej Przybyłowicz   180

9.Karol Olaszek

9.Krzysztof Pakosz - Faza   180

9.Tomasz Siodła

9.Tomasz Wojciechowski - Kazik

13.Kamil Kaczmarek

13.Adrian Nowak - Sąsiad

13.Dawid Ratajczak

13.Mateusz Wendt

17.Paweł Graliński - Gralu

17.Janusz Jakimowicz

17.Jacek Kosiński

17.Krystyna Kraczyńska

17.Piotr Majewski

17.Michał Plichta - Miniek

17.Maciej Szymkowiak

17.Paweł Więtkowski - Świstak

25.Magdalena Kolska

25.Patrycja Obruszkiewicz

25.Adrianna Walkiewicz

 

 

24 marca 2011r.

 

   Czwarty turniej marca zakończony. Frekwencja niezmiennie utrzymuje wysoki poziom. tym razem dwa tuziny osób zgłosiło się do gry. losowanie tym razem nad wyraz sprawiedliwe: najlepsi aktualnie zawodnicy Konina: Roman, Kima, Kapusta i Pablo zajęli osobne ćwiartki.

   Robert Gaertner, który w marcu już dwukrotnie wygrywał, gładko przeszedł swoją ćwiartkę, pokonując dwóch zawodników Dream Teamu Konin: Macieja i Sąsiada. Marcin Kapuściński również awansował do półfinału po zwycięstwach nad Kamilem, Tomkiem Siodłą i Patrycją. Roman Giszter miał trochę więcej problemów. Najpierw pokonał Kazika, ale potem był o włos od porażki z Błażejem. Kapitan Dream Teamu rewelacyjnie zaczął mecz - pierwszego lega zamknął w 6 rundzie, zapięciem ze 116 (T20,T16,D4). W drugim miał cztery lotki meczowe w ręku, ale nie zdołał ich wykorzystać. W trzecim wyrównanym legu Roman okazał się bezbłędny na dablu zamykając z 61: 7,14,D20. Ostatnią ćwiartkę wygrał Pablo, który najpierw stoczył zacięty bój z Januszem, a potem już bezproblemowo pokonał Mateusza.

   Tym samym skład półfinalistów wyłoniony został zgodnie z oczekiwaniami. Półfinały natomiast przyniosły mnóstwo emocji i pięknej gry. Robert Gaertner pokonał po pięknej grze Michała Pawłowskiego, zamykając go w drugim legu finishem ze 141. Jeszcze efektowniej starli się Marcin Kapuściński z Romanem Giszterem. Pierwszy leg stał na średnim poziomie i na dablu lepszy okazał się Roman, za to w drugim zawodnik ten zagrał już bajecznie: 80, 133, 67, 73 i zamknięcie w piątej rundzie ze 148: T19,T17,D20. Pierwszym finalistą został ostatecznie Roman, który w kolejnym meczu pokonał Kimę i spokojnie mógł oczekiwać na ostatniego przeciwnika.

   Na lewej grono zawodników szybko się zmniejszało. Tomek Siodła wygrał na lewej trzy mecze, pokonując Darka, Grala i Mateusza. Nieźle też zaprezentował się Kazik, który najpierw wyeliminował Karola, a potem był bliski pokonania Gustlika. Arek jednak wyszedł z opresji, a potem sam wyeliminował jeszcze Sąsiada i Tomka Siodłę.

   Dawid Ratajczak znów nie może turnieju zaliczyć do udanych. Na prawej został pokonany przez Patrycję, a na lewej musiał uznać wyższość Janusza Jakimowicza. Co ciekawe, Janusz potem sam przegrał z Patrycją właśnie, po zaciętym pojedynku. Aż pięć pojedynków na lewej wygrał Maciej Szymkowiak. Najpierw wyeliminował debiutanta Piotra, potem poradził sobie z Marcinem Jakubowiczem. Trzeci przeciwnik - Błażej, również nie dał mu rady, podobnie jak Patrycja, dla której 7 miejsce i tak było sukcesem. Gdy wszyscy podejrzewali, że na tym marsz Macieja się skończy, ten wziął jeszcze jedną wielka przeszkodę. Pokonał Michała Pawłowskiego, który ostrzył sobie zęby na dużo wyższe miejsce.

   Dalej było już bez niespodzianek. Pierwszą trójkę okupowali trzej najlepsi konińscy zawodnicy. Marcin Kapuściński pokonał Macieja, ale potem zasłużenie przegrał z Robertem Gaertnerem 0:2. Tym samym Kima awansował do finału, gdzie po raz trzeci w marcu musiał zmierzyć się z Romanem.

Robert zaczął bardzo mocno, wręcz genialnie. Roman nic nie mógł poradzić wobec zejścia: 125,85,81,125 i filmowego zamknięcia z 85: 15,20,D25. Drugi leg był oczywiście na nieco niższym poziomie, ale i w nim Robert wykazał się większym opanowaniem i wygrał pierwszy finał 2:0. W drugim finale gra była bardziej zacięta. Tym razem to Roman lepiej rozpoczął grę, ale po dramatycznej końcówce znów Kima wygrał lega (patrz: moment turnieju). Roman był już w trudnej sytuacji, a przeciwnik nie zwalniał tempa. Następny leg okazał się ostatnim, gdyż znów Romana zawiodły dable. Kima wygrał po raz trzeci w marcu, ale Roman też nie może narzekać - to jego siódmy z rzędu finał turnieju!

 

Moment turnieju: Roman świetnie rozpoczyna pierwszego lega drugiego finału: 83,95,79,97 i podchodzi do HF 147, gdzie myli się minimalnie: T19,T18,0. Robert ma na budziku 170, jednak czterema lotkami rozwiewa marzenia przeciwnika: 20,T20,T20,D15.

 

Mecz turnieju: Pierwszy finał pomiędzy Romanem i Robertem wygrany przez kapitana Sekretu 2:0.

 

Zawodnik turnieju: Maciej Szymkowiak. Pięć zwycięstw na lewej, w tym nad wyżej notowanymi Błażejem i Pablo.

 

Niespodzianka turnieju: Zwycięstwo Patrycji Obruszkiewicz nad Januszem Jakimowiczem.

 

Ślizg turnieju: brak, choć Roman w meczu z Błażejem wyraźnie uciekł spod topora.

 

 

1.Robert Gaertner - Kima   HF141

2.Roman Giszter   HF148

3.Marcin Kapuściński - Kapusta

4.Maciej Szymkowiak

5.Arkadiusz Gaudyn - Gustlik   171

5.Michał Pawłowski - Pablo

7.Patrycja Obruszkiewicz

7.Tomasz Siodła

9.Janusz Jakimowicz

9.Adrian Nowak - Sąsiad

9.Błażej Przybyłowicz   HF116

9.Mateusz Wendt

13.Paweł Graliński - Gralu

13.Marcin Jakubowicz

13.Kamil Kaczmarek

13.Tomasz Wojciechowski - Kazik   171

17.Piotr Bogacki

17.Krystyna Kraczyńska

17.Dariusz Myszkun

17.Karol Olaszek

17.Dawid Ratajczak

17.Hubert Telesiński

17.Piotr W.

17.Paweł Więtkowski - Świstak

 

 

17 marca 2011r.

 

   Trzeci turniej marca przeszedł najśmielsze oczekiwania pod względem frekwencji. Do gry zgłosiło się aż 26 zawodników co jest rekordem. Tylko na Ink było więcej zawodników, ale tamten turniej nie liczył się do klasyfikacji, a ponadto frekwencję zawyżyli goście z miast ościennych.

   Troje debiutantów przyłożyło swą rękę do tego rekordu: Magda Kolska, Krysia Kraczyńska i Szymon Falkowski. Nie zawojowali w czwartek wiele, ale jak to mówią: "Pierwsze koty robaczywki". Temat łatwiejszych układów drabinki wałkowany był wielokrotnie, ale cóż zrobić, gdy są jej cztery ćwiartki, a faworytów mamy trzech. Jedna ćwiartka zawsze będzie uważana za dużo łatwiejszą, ale trudno obarczać winą za to zawodników. Tym razem łatwiejsza droga przypadła w udziale Tomkowi Siodle, Mateuszowi, Kazikowi, Hubertowi, Karolowi i Maciejowi. Szansę wykorzystał Kazik, który wygrał trzy mecze, w tym niezwykle ważny ze swoim imiennikiem.

   Kima mimo rozstawienia z jedynką, nie mógł się cieszyć komfortem. W okolicy czaili się Faza, Bolo, Pablo i Gustlik. Robert jednak poradził sobie najpierw z Bolkiem, a potem z będącym w wielkim gazie Pablo. Błażej przegrał swój pierwszy mecz z kolegą z drużyny Januszem. O zwycięstwie decydowały rzuty o środek, ale kapitan Dream Teamu rzucił tak, że lotka wbiła się bliżej środka tarczy sizalowej wiszącej w sąsiedztwie i Janusz nie miał najmniejszych problemów z oddaniem zwycięskiego rzutu. Tu jednak też rządził faworyt - Roman, który najpierw pokonał Julka, a potem Janusza właśnie.

   Czwarta ćwiartka padła łupem Kapusty, który w decydującym meczu pokonał Świstaka. Warto odnotować zwycięstwo debiutanta Szymona nad Kamilem, oraz zwycięstwo w pierwszym meczu Dawida nad Darkiem. Dawid ma wieczne kłopoty z otwarciem turnieju. W tym roku, tylko trzykrotnie wygrał swój pierwszy mecz, ale dwukrotnie za rywala miał rzucającego słabszą ręką z powodu kontuzji Fazę. Tym razem zrewanżował się Darkowi za porażkę sprzed tygodnia, ale potem Kapusta zrobił to co do niego należało.

   W pierwszym półfinale Kazik nie stawił większego oporu Kimie, natomiast Roman pokonał Marcina Kapuścińskiego 2;0, przy okazji notując szóstego w sezonie asa. W finale prawej równiejszy okazał się Kima, który zwycięstwo 2:1 okrasił 6 i 7 rundą.

   Na lewej jako pierwsze odpadły debiutantki: Magda i Krysia, ale zaraz potem przykład z nich wzięli inni. Dawid przegrał z Marcinem Jakubowiczem i odnieść można wrażenie, że ten zawodnik wybitnie Dawidowi nie leży. Spotkali się dotychczas pięciokrotnie przy linii i mimo dużo mniejszego doświadczenie Marcina, zawodnik ten odniósł nad Dawidem już cztery zwycięstwa. Pierwsze zwycięstwo turniejowe odniósł Hubert Telesiński, który na lewej pokonał Pawła Gralińskiego po emocjonującym meczu. Nieźle radził sobie Julek, który pokonał Mateusza, Huberta i Karola, a Marcin Jakubowicz, po zwycięstwie nad Dawidem pokonał jeszcze Fazę. Również dwa mecze wygrał Bolek, który wyeliminował Darka i Gustlika, ale jemu drogę zagrodził Świstak.

   Niezwykle skutecznie grał Błażej, który pokonał kolejno pięciu trudnych przeciwników. Najpierw dzięki stuprocentowym dablom pokonał Macieja, potem poradził sobie z Tomkiem Siodłą i zrewanżował się Januszowi za porażkę na prawej. W kolejnym pojedynku poradził sobie ze Świstakiem, a następnie wyeliminował trzeciego już kolegę ze swej drużyny - Kazika. Podobna serię zanotował Pablo, który wyeliminował Marcina J., Julka, a w kolejnym meczu poradził sobie z Kapustą. Marcin zagrał słabo, ale nie umniejsza to klasy Pablo, który z każdym turniejem coraz pewniej sobie radzi, a już prezentuje niezwykle wysoki poziom. Michał jeszcze gładko pokonał Błażeja i dopiero Roman zdołał zatrzymać jego marsz, ale ten mecz to już była walka o finał.

   Sam finał nie stał na najwyższym poziomie, ale mogła na to wpłynąć późna pora gry. Po dwóch legach Robert Gaertner remisował z Romanem i w trzecim legu obaj zawodnicy grali bardzo uważnie. Lepiej rozpoczął Roman, ale po chwili na prowadzenie wyszedł Kima. Na dablu obaj pomylili się kilkukrotnie i ostatecznie w 10 rundzie trafił wreszcie Robert i zgarnął premię za pierwsze miejsce.

 

Moment turnieju: Robert Gaertner zamyka książkowo Michał Pawłowskiego ze 129: 19:T20,D25.

 

Mecz turnieju: Efektowny finał prawej strony pomiędzy Robertem i Romanem zakończony zwycięstwem Roberta Gaertnera 2:1.

 

Zawodnik turnieju: Robert Gaertner. Pewne zasłużone zwycięstwo, choć warto podkreślić też postawę Michała Pawłowskiego.

 

Niespodzianka turnieju: Zwycięstwo Michała Pawłowksiego nad Marcinem Kapuścińskim.

 

Ślizg turnieju: Błażej Przybyłowicz zaczyna przypominać jako niegdyś ślizgał się w co trzecim meczu. Tym razem okradł ze zwycięstwa Pawła Więtkowskiego.

 

 

1.Robert Gaertner - Kima   HF129

2.Roman Giszter   171

3.Michał Pawłowski - Pablo

4.Błażej Przybyłowicz

5.Marcin Kapuściński - Kapusta

5.Tomasz Wojciechowski - Kazik

7.Julian Gorzelańczyk

7.Paweł Więtkowski - Świstak

9.Janusz Jakimowicz

9.Marcin Jakubowicz

9.Karol Olaszek

9.Bolesław Roszak

13.Arkadiusz Gaudyn - Gustlik   HF128

13.Krzysztof Pakosz - Faza

13.Tomasz Siodła

13.Hubert Telesiński

17.Szymon Falkowski

17.Paweł Graliński - Gralu

17.Kamil Kaczmarek

17.Dariusz Myszkun

17.Adrian Nowak - Sąsiad

17.Dawid Ratajczak

17.Maciej Szymkowiak

17.Mateusz Wendt

25.Magdalena Kolska

25.Krystyna Kraczyńska

 

 

10 marca 2011r.

 

   Za nami drugi turniej miesiąca, który okazuje się być obfity w maksy. Tydzień temu rzucono sześć maksów, a wczoraj kolejne pięć. Brylowali w tej sztuce specjaliści od takich sztuczek, czyli będący ostatnio w nieziemskiej formie Pablo (na ostatnim turnieju krajowym POD pokonał samego Patryka Żabkę i przegrał dopiero ze zwycięzcą całych zawodów Krzysztofem Stróżykiem) oraz Kima. Robert rzucił w ostatnich dwóch turniejach aż pięć maksów, czyli dokładnie tyle ile w całym 2010 roku! Wróćmy jednak do chronologii wydarzeń. Do gry zapisało się 20 zawodników, w tym trzej „prawie debiutanci” Paweł Graliński, Kamil i Hubert, którzy stopniowo zdobywają niezbędne doświadczenie. Zabrakło natomiast Patrycji, która wprawdzie pojawiła się w lokalu, ale nie wzięła udziału w zawodach. Przyczyną absencji najlepszej obecnie konińskiej darterki jest kontuzja, której nabawiła się uprawiając tak ekstremalny sport jak chodzenie. Miejmy nadzieję, że Patrycja wykuruje się do zbliżających się wielkimi krokami Mistrzostw Konina, bo jeśli nie to organizatorzy będą musieli zmienić grawerkę na pucharze.

   Znów niemały wpływ na klasyfikację końcową miało losowanie drabinki, które pomógł przeprowadzać Roman. Niby przypadkiem zawodnik ten skazał dwóch głównych rywali do gry w odległej części drabinki i to w dosyć wczesnej fazie. W jednej ćwiartce spotkali się Kapusta, Kima i Gustlik i było jasne, że dwóch z nich dosyć szybko będzie musiało adaptować się do lewej strony. Królem polowania okazał się Marcin Kapuściński. Najpierw pokonał Gustlika, a następnie turniejową „jedynkę” Roberta Gaertnera. Kapusta pokazał przy okazji kawał pięknej gry – 7 i 6 runda w drugim z pojedynków.

   Błażej jak zwykle rozlosował dla siebie idealną drabinkę i po raz drugi przejechał się na tym. Tydzień temu przegrał z Marcinem Jakubowiczem, a tym razem wprawdzie najpierw pokonał Mateusza, ale później przegrał z Kazikiem. Zawodnik ten rozegrał świetny mecz, dwukrotna 8 runda (2x pierwsza lotka) rozwiały nadzieje Błażeja na prześlizgnięcie się w okolice półfinałów. W swym drugim meczu Kazik nie zagrał już tak efektywnie i przegrał z byłym kolegą z drużyny – Julkiem, który tym samym awansował do półfinału.

   W trzeciej ćwiartce faworyci spotkali się już w pierwszym meczu. Po zaciętej grze minimalnie lepszy okazał się Pablo, ale Świstak tanio skóry nie sprzedał. W drugim legu zszedł na piątą rundę, ale Pablo maksem podgonił i niewiele zabrakło a wygrałby tego lega. O zwycięstwie musiał jednak decydować trzeci leg, w którym skuteczniejszy okazał się Michał. W walce o półfinał Michał okazał się lepszy od Darka Myszkuna, który wcześniej pokonał Karola i Dawida.

   Czwartą ćwiartkę w cuglach wygrał Roman, który na lewą odesłał dwóch zawodników Dream Teamu Konin: Sąsiada i Macieja. Potem w półfinale pokonał także Michała Pawłowskiego, udowadniając, że jest ostatnio w wyśmienitej formie. Drugim finalistą został Marcin Kapuściński po zwycięstwie nad Julkiem. W finale prawej strony obaj zawodnicy stworzyli niezapomniane widowisko, wszystkie legi zamykając przed 8 rundą, a zwycięzcą tej batalii okazał się Roman.

   Na lewej sprawnie szła selekcja. Szybko odpadli zawodnicy o najkrótszym stażu: Kamil i Hubert, ale ich pogromcy również długo nie nacieszyli się uczestnictwem w turnieju. Sąsiad przegrał z Januszem, a ze słowotokiem Fazy poradził sobie Gustlik. Skutecznie grał Błażej, który wyeliminował aż czterech zawodników. Najpierw poradził sobie z obchodzącym tego dnia urodziny Karolem (zawodnikowi wszyscy darterzy złożyli życzenia, ale nie kwapili się z dawaniem prezentów podczas gry). Następnie pokonał Pawła Gralińskiego (z maksem po drodze), Darka i Gustlika. Dopiero Julek zatrzymał marsz kapitana Dream Teamu, choć o zwycięstwie zdecydowały raczej fatalne dable Błażeja w tym pojedynku.

   Dawid po pokonaniu Mateusza padł z ręki Świstaka i coraz częściej odnosi się wrażenie, że zawodnik ten gra tak jak Patrycja chodzi. Pełna swoboda i elegancja, ale gdy tylko inni zaczynają się przyglądać, to ten natychmiast zaczyna kuleć. Zwycięzca sprzed tygodnia Kima na lewej radził sobie wybornie. Najpierw pokonał Janusza, a następnie poradził sobie ze Świstakiem, przy okazji popisując się książkowym zamknięciem ze 132: 25,T19,D25. Następny w kolejce do golenia czekał Pablo i pierwszy leg tego meczu uznany byłby za leg turnieju, gdyby ta kategoria jeszcze istniała. Robert otworzył lega maksem, następnie zawiesił się na chwilkę (45,41), ale natychmiast ocucił go Pablo, który w tym momencie również rzucił maksa. W odpowiedzi Kima trafia 140 i po 4 rundach ma 95 punktów. Po 19,T20 ma 15 lotkę w ręku i choć myli się minimalnie to już 16 lotka znajduje drogę do celu. Drugi leg nie był już tak efektowny i Kima awansuje do kolejnej rundy. Tam mierzy się z Julkiem, zalicza drugiego tego dnia maksa i wygrywa 2:1.

   W walce o finał Robert spotkał się z Marcinem Kapuścińskim i choć ostrzył sobie zęby na rewanż za mecz na prawej to jednak Marcin znów okazał się lepszy. W finale na Kapustę czekał już Roman. Po pierwszych dwóch legach był remis (9 i 7 runda), a w trzecim obaj zagrali bardzo równo. Najpierw na prowadzenie wyszedł Roman, ale po chwili Marcin trafił dwie setki z rzędu i ustawił dabla. Roman wprawdzie dogonił przeciwnika i miał jedną lotkę meczową w ręku, ale ostatecznie przegrał tą partię. Zarządzono drugi finał, w którym po dużo słabszej grze na prowadzenie wyszedł Marcin. Roman w tym momencie miał już nóż na gardle, więc w kolejnym legu w szóstej rundzie ustawił dabla: 57,79,95,95,83,60. Marcin grał słabo, jednak na dablu Roman nie potrafił się wstrzelić i ostatecznie Kapusta rzutem na taśmę wygrał tego lega i cały turniej. Zwycięstwo szczęśliwe i Roman był bardzo niepocieszony, tym bardziej, że w 2011 roku tylko raz nie znalazł się w finale turnieju i o ile w styczniu zawsze wygrywał decydujący mecz, o tyle w kolejnych turniejach już czwarty raz musiał pogodzić się z porażką w meczu finałowym. Ciekawostką jest fakt, że Ci sami zawodnicy okupowali podium tydzień temu (tylko w odwrotnej kolejności), więc po dwóch turniejach wszyscy ex aequo zajmują pierwsze miejsce.

 

Moment turnieju: Ostatni leg finału. Roman od kilku rund dziobie oponę przy dablu, a Marcin usypia go kolejnymi rundami: 83, 45, 30, 45, 26, 45, 41, 45, 55, by w decydującym momencie przebudzić się z letargu i wystrzelić zabójczy cios: T18,D16.

 

Mecz turnieju: Finał prawej: Marcin Kapuściński versus Roman Giszter. Marcin zamyka pierwszego lega w 6 rundzie. W drugim legu Roman myli się minimalnie przy HF 170, jednak zamyka lega w 7 rundzie. W decydującym legu Marcin ma podejście do HF136, ale po T20,T20 nie trafia dabla, Roman odpowiada zamknięciem z 95: T19,D19.

 

Zawodnik turnieju: Marcin Kapuściński. W drodze na szczyt Marcin odniósł aż pięć zwycięstw nad kolegami ze swej drużyny (2xKima, 2xRoman, 1xGustlik).

 

Niespodzianka turnieju: Wysokie miejsce Julka Gorzelańczyka, który usadowił się tuż za dominatorami i o włos przegrał walkę o podium.

 

Ślizg turnieju: Błażej przegrał z Julkiem, mimo prowadzenia 1:0 i dwustupunktowej przewagi w drugim legu. Dable Głupcze.

 

 

1.Marcin Kapuściński – Kapusta

2.Roman Giszter

3.Robert Gaertner – Kima                 2x180, HF132

4.Julian Gorzelańczyk

5.Michał Pawłowski – Pablo             2x180

5.Błażej Przybyłowicz                       180

7.Arkadiusz Gaudyn – Gustlik

7.Paweł Więtkowski – Świstak

9.Janusz Jakimowicz

9.Dariusz Myszkun

9.Maciej Szymkowiak

9.Tomasz Wojciechowski – Kazik

13.Paweł Graliński – Gralu

13.Adrian Nowak – Sąsiad

13.Krzysztof Pakosz – Faza

13.Dawid Ratajczak

17.Kamil Kaczmarek

17.Karol Olaszek

17.Hubert Telesiński

17.Mateusz Wendt

 

 

3 marca 2011r.

 

   W pierwszym marcowym turnieju wzięło udział aż 24 zawodników. Frekwencja zatem rewelacyjna, a jeśli dodać do tego całkiem niezły poziom zawodów, otrzymamy całkiem budujący obraz konińskiego darta. Oprócz stałych bywalców pojawił się dosyć dawno nie widziany Robert Wiśniewski, był także jeden debiutant – Jacek, który miejmy nadzieję, odwiedzi jeszcze gościnne mury Sekretu.

   Już na samym początku doszło do sporej niespodzianki. Błażej Przybyłowicz przegrał gładko z Marcinem Jakubowiczem. Jest to jeden z największych sukcesów Marcina, ale na kolejne nie każe pewnie zbyt długo czekać, gdyż rozwija się nad wyraz szybko i coraz częściej notuje wysokie rundy. Błażej natomiast, jak zwykle, gdy tylko uwierzy w cień formy, natychmiast jest sprowadzany na ziemię. Po meczu jeszcze długo nie mógł pogodzić się z porażką. Zaczął coraz częściej zaglądać do kieliszka, odsunął od siebie przyjaciół i w samotności przezywał swój mały dramat.

   Do wielkiego meczu doszło też na samym dole drabinki. Pablo, który tak rewelacyjnie radził sobie w lutym, musiał uznać wyższość Gustlika, mimo że mecz otworzył maksem. Arek po tym zwycięstwie i kolejnym nad Tomkiem Siodłą awansował do półfinału.  Przyznać trzeba, że drabinka równomiernie rozdzieliła faworytów, co biorąc pod uwagę brak rozstawień i korupcyjne skłonności sędziego, jest sporym zaskoczeniem.  Zacięty mecz stoczyli dwaj odwieczni rywale: Sąsiad i Świstak. Adrian pięknie rozpoczął mecz i prowadził po zamknięciu w 7 rundzie, ale potem do głosu doszedł Świstak. Decydującego lega, wobec indolencji na dablu obu zawodników, rozstrzygnąć musiały rzuty o środek, ale że Sąsiad w takich sytuacjach zawsze rzuca, jakby nagle miał minus 6 bioptrii w każdym oku, to niespodzianki być nie mogło. Świstak tradycyjnie wygrał i nawet nie przeprosił.  Tą ćwiartkę wygrał jednak w cuglach Kima, który rozklepał najpierw debiutanta Jacka, a potem Karola i Świstaka. Po drodze zaaplikował 2 maksy, których jak zwykle nikt nie widział.

   Jedna z ćwiartek była najeżona wymiataczami i Patrycją. Jedyna kobieta wśród zawodników, sąsiadowała z drabince z Bolkiem, Romanem, Kapustą, Maciejem i Januszem. Szybko jednak zmieniła towarzystwo na będące bardziej w jej zasięgu, przegrywając gładko z Bolkiem. Zawodnik ten piekielnie mocno zagrał w drugim pojedynku. Wyeliminował Romana, a w każdym legu schodził na piątą rundę.  Marcin Kapuściński, najpierw rozgrzewkowo połknął dwóch zawodników Dream Teamu, a potem poradził sobie z wspomnianym Bolkiem. Największym zaskoczeniem był czwarty półfinalista – Robert Wiśniewski aka Barthez. Zawodnik ten skorzystał z ćwiartki, którą pod siebie rozlosował sędzia. Najpierw po zaciętym meczu pokonał Julka, a potem grającego dużo słabiej niż wcześniej Marcina Jakubowicza. Robert brylował jak zwykle w miarę spokojną ręką i mocną psychiką, szkoda tylko, że oprócz swych powszechnie znanych zalet, wyeksponował też jeszcze powszechniej znane wady, czyli temperament i alergię na Kimę. O ile drobiazgowość i wrażliwość Roberta Gaertnera na warunki do gry jest powszechnie znana, to jednak Barthez zachowywał się niestosownie przy tarczy, przeszkadzając przeciwnikowi. Kima zgłosił protest, który sędzia przełożył na ustne upomnienie zawodnika. Po chwili zawodnik Sekretu Konin wygrał pojedynek, a Barthez w odpowiedzi nazwał przeciwnika i sędziego „ciotami”. Nie sprecyzował, czy miał na myśli jakieś pokrewieństwo obu postaci z własną rodziną, czy może chodziło mu o ich rzekomy homoseksualizm, jednak epitety z pewnością miały charakter pejoratywny. Niezależnie, od tego czy protest i upomnienie były zasadne, takie zachowanie zawodnika jest niedopuszczalne i przykre, choć akurat w przypadku Bartheza niestety nie jest zaskakujące.  Drugim finalistą prawej strony został Marcin Kapuściński, który pokonał Arka Gaudyna.

   Na lewej szybko odpadł nadal zapłakany i szukający pocieszenia Błażej, którego bez większych problemów pokonał Pablo. To już zupełnie rozkleiło Błażeja, który żalił się potem wszystkim i każdemu z osobna. Niespodziankami na lewej możnaby obdzielić klika turniejów. Oto Pablo przegrywa w kolejnym meczu z Julkiem, który ostatnio skrawki formy prezentował hen we wrześniu. Oto Patrycja ogrywa nieobliczalnego Sąsiada, a w następnym pojedynku daje sobie radę z Maciejem Szymkowiakiem (jakby nie było dwaj ligowcy). Oto Kazik eliminuje Fazę, który wprawdzie wrócił do rzucania prawą ręką, ale wychodzi mu to jeszcze gorzej, niż wcześniejsze wymuszone rzuty lewą. Oto Dawid, którego po cichu określano jako materiał na wysokiej klasy zawodnika, przegrywa z Darkiem. Oto Darek pokonuje milion razy bardziej doświadczonego Kazika, a gdy wszyscy zaczynają widzieć w nim objawienie turnieju, to polegnie z ręki Marcina Jakubowicza. Z fali niespodzianek wyłamał się Bolek, który po raz drugi pokonał Patrycję, ale tym to nie on zwyciężył, lecz Patrycja przegrała. Dopełnieniem serii niespodzianek była postawa Tomka Siodły. Wprawdzie już od debiutu tego zawodnika wiadomo było, że ma on papiery na granie, ale pokonanie Bolka i zamknięcie w 6 rundzie wywołały niemałe poruszenie. W kolejnej rundzie Tomek przez walkower wygrał z Barthezem, który na znak protestu wycofał się z gry i można tylko żywić nadzieję, że długo wytrwa w tym postanowieniu.

   Radosne harce przecinał tylko Roman, który jak zwykle nie umie się bawić i kolejno bez emocji przechodził kolejne rundy. Mateusz, Janusz, Świstak i Marcin lepiej niech odpuszczą sobie totolotka w najbliższych dniach, bowiem losowanie nie było ich najmocniejszą stroną. Roman wyśmienite legi przeplatał z dobrymi i zwycięstwo jego ani przez chwilę nie było zagrożone. Wszystko to do czasu pojedynku z Gustlikiem. Roman wprawdzie wygrał zasłużenie, dwa do zera, jednak pojedynek wbrew pozorom był bardzo zacięty. Gustlik na dystansie odstawał, jednak w magiczny sposób dabla ustawiał przed przeciwnikiem, ale gdy tylko Roman poczuł oddech przeciwnika, natychmiast zamykał sekwencjami trójlotkowymi, popisując się stuprocentowa skutecznością na dablu. Nie inaczej sytuacja wyglądała w kolejnym meczu. Roman pokonał Marcina Kapuścińskiego, znów popisując się skutecznością na dablu, a mecz choć krótki, miał w sobie mnóstwo dramaturgii.

   Finał również dostarczył sporo emocji, obaj zawodnicy pokazali klasę, a wygrał faktycznie tego dnia najlepiej dysponowany gracz. Pierwszego lega piorunowo rozpoczął i zakończył Kima: 45,85,85,180,50 i zamknięcie w szóstej rundzie. Drugiego lega lepiej za to rozpoczął Roman (80,140) i do końca nie oddał przewagi, zamykając z małymi problemami w 9 rundzie. Trzeciego lega znów lepiej rozpoczyna kapitan Sekretu (100,30,45,85,121) potem pokracznie ustawia na D19, następnie po skopanej siódmej rundzie pozwala Romanowi ustawić dabla, by zamknąć grę 22 lotką. Warto podkreślić, że Robert wygrał turniej jak najbardziej zasłużenie, co zdarza się równie często jak zachód słońca na Antarktydzie – raz do roku.

 

Moment turnieju: Roman Giszter w pojedynku z Marcinem Jakubowiczem ma 134 punkty na liczniku i przymierza: T19,T19,D10.

 

Mecz turnieju: Genialny finał lewej strony. Marcin Kapuściński otwiera mecz sinusoidą 41,125,41,140,91, po czym przy 63 punktach robi furę 13,T18 w szóstej rundzie. Do siódmej nie podchodzi, Roman zamyka z 98. W drugim legu po 6 rundach ma 113 punktów i myli się na ustawieniu T20, opona,13. Do dalba znów nie podchodzi wobec zamknięcia Romana z 56: 8,8,D20.

 

Zawodnik turnieju: Robert Gaertner. Rewelacyjna gra, trzy rzucone maksy i zasłużone zwycięstwo. Warto podkreślić też dobrą grę Tomka Siodły i Romana Gisztera, szczególnie w decydujących grach lewej strony.

 

Niespodzianka turnieju: Zwycięstwo Marcina Jakubowicza nad Błażejem Przybyłowiczem oraz dwa zwycięstwa Patrycji Obruszkiewicz nad Adrianem Nowakiem i Maciejem Szymkowiakiem.

 

Ślizg turnieju: Brak, choć wiele meczów rozegranych było na styku.

 

1.Robert Gaertner – Kima                            3x180

2.Roman Giszter                                           171, HF134

3.Marcin Kapuściński – Kapusta                  180

4.Tomasz Siodła

5.Arkadiusz Gaudyn - Gustlik

5.Robert Wiśniewski - Barthez

7.Marcin Jakubowicz

7.Bolesław Roszak

9.Julian Gorzelańczyk

9.Dariusz Myszkun

9.Patrycja Obruszkiewicz

9.Paweł Więtkowski – Świstak

13.Janusz Jakimowicz

13.Michał Pawłowski – Pablo                      180

13.Maciej Szymkowiak

13.Tomasz Wojciechowski – Kazik

17.Jacek Bijasiewicz

17.Paweł Graliński - Gralu

17.Adrian Nowak – Sąsiad

17.Karol Olaszek

17.Krzysztof Pakosz – Faza

17.Błażej Przybyłowicz

17.Dawid Ratajczak

17.Mateusz Wendt

 

design by sailorripley