Strona Główna         Superliga         W Sekrecie         Historia         Księga gości         Linki

W Sekrecie - Klasyfikacja lutego 2011

 
Lp Nazwisko i imię 3.02 10.02 17.02 24.02 suma maksy zamknięcia
1 Kapuściński Marcin 20 12 20 12 64 3  
2 Giszter Roman   16 16 20 52 1  
2 Pawłowski Michał 10 20 6 16 52 2  
4 Przybyłowicz Błażej 12 10 8 10 40    
5 Gaertner Robert 16 6 10 4 36   127
6 Gaudyn Arkadiusz 6 8 12 1 27 1  
7 Jakimowicz Janusz 6 8 4 6 24    
8 Roszak Bolesław   4 8 8 20    
8 Więtkowski Paweł 8 2 2 8 20    
10 Szymkowiak Maciej 8 4 2 2 16 1  
11 Ratajczak Dawid 4 6 1 4 15    
12 Nowak Adrian 2 2 2 6 12    
12 Wojciechowski Tomasz 2 4 4 2 12    
14 Jakubowicz Marcin   2 4 4 10    
15 Obruszkiewicz Patrycja 4 1 1 1 7    
15 Weber Krystian 4   1 2 7    
15 Wendt Mateusz 1 1 4 1 7    
18 Graliński Paweł 2 2 1 1 6    
18 Olaszek Karol 1 4 1   6    
18 Tichoń Jakub     6   6    
21 Myszkun Dariusz     1 4 5    
22 Kaczmarek Kamil   1 2 1 4    
22 Siodła Tomasz 4       4    
24 Pakosz Krzysztof 2 1     3    
25 Telesiński Hubert       2 2    
26 Gorzelańczyk Julian       1 1    

 

 

24 lutego 2011r.

 

 

   W konińskim Pubie Sekret rozegrano ostatni w lutym turniej klubowy. Jeszcze przed pierwszymi meczami niemal pewna była kwestia pierwszego miejsca w klasyfikacji miesięcznej, ale o kolejne miejsca trwała zażarta walka pomiędzy Pablo, Romanem, Kimą i Błażejem. W uprzywilejowanej pozycji był Michał, który miał 4 punkty przewagi nad zawodnikami Sekretu i 6 nad Błażejem, a poza tym był rozstawiony. Wkrótce okazało się, że rozstawienie to niekoniecznie plus. Pablo tydzień temu trafił w pierwszym meczu na Kimę, a wczoraj spotkał się z Romanem. Ale po kolei…

   Turnieje w Sekrecie znów odżyły frekwencyjnie – do gry zapisało się 22 zawodników, w tym jeden debiutant Hubert. Co ciekawe jest on sąsiadem Błażeja i Adriana i jeśli połknie bakcyla darterskiego, to wkrótce wieżowiec przy ul.Wyzwolenia będzie miał największe skupienie darterów na metr kwadratowy w całej Polsce. Ostatni czwartek był nietypowy z innego powodu – zawodników odwiedzili przedstawiciele mediów, którzy wspomogą nas w popularyzacji tej dyscypliny i pomogą przy organizacji Mistrzostw Konina. Organizatorzy świadomi swej szansy robili wszystko by wypaść jak najlepiej, toteż wprowadzono ograniczenia w spożyciu napojów wyskokowych, zawodnicy zostali pouczeni by zachowywać się godnie, a Faza dostał zakaz pojawiania się w pubie na ten jeden wieczór. Dodatkowo zawodnicy do rangi chwili dostosowali się formą, mury Sekretu co rusz wypełniały dzwonki maszyn i dosłownie roiło się od 7 i 8 rund.

   Warto nadmienić, że Maciej Szymkowiak obchodził swoje urodziny i imieniny, więc z tej okazji zawodnicy odśpiewali nieznośnie fałszując „Sto lat”, a dodatkowo sędzia tak przeprowadził losowanie by jubilat/solenizant jak najszybciej został wyeliminowany i skupił się na świętowaniu, a nie na grze. Maciej sprawił jednak psikusa i w swym pierwszym meczu niespodziewanie pokonał dużo wyżej rozstawionego Gustlika i dopiero w drugiej rundzie sędzia własnoręcznie teleportował go na lewą stronę. W następnym pojedynku sędzia Błażej został brutalnie okradziony ze zwycięstwa przez Bolka i to spotkanie pewnie uznane byłoby za ślizg miesiąca, gdyby nie zagrożenie, że Kima się obrazi za pomijanie jego osoby w tej kategorii. Błażej miał po 15 lotek meczowych w dwóch legach, jednak nie potrafił postawić kropki nad „i” i w końcu Bolek wbił mu lotkę w plecy D1.

   Drugim półfinalistą został wspomniany Pablo, który niezrażony fatalnym losowaniem pokonał Romana Gisztera, a następnie Janusza Jakimowicza. Dosyć szybko spotkali się starzy znajomi: Kima i Kapusta. Marcin pokonał Julka, Robert natomiast odprawił z kwitkiem debiutanta Huberta. Dwaj Hegemoni Sekretu stoczyli pasjonujące widowisko, minimalnie lepszy okazał się Marcin, który Robertowi w drugim legu nie pozwolił podejść do 7 rundy.

   Ostatnią ćwiartkę wygrał Paweł Więtkowski, który po drodze pokonał Pawła Gralińskiego, Marcina Jakubowicza i Adriana Nowaka. Łatwej przeprawy jednak nie miał; o ile jego imiennik nie postawił mu wysoko poprzeczki, o tyle zwycięstwa nad Marcinem i Sąsiadem musiał wyszarpać. W pierwszym półfinale Marcin Kapuściński zasłużenie pokonał Świstaka, w drugim natomiast Pablo zemścił się na Bolku za porażkę sprzed tygodnia i po zwycięstwie 2:1 po raz drugi w tym miesiącu awansował do finału prawej. Dwa tygodnie temu w finale prawej spotkali się ci sami zawodnicy i wtedy niespodziewanie Pablo pokonał bardziej doświadczonego kolegę. Tym razem wszyscy spodziewali się Tarantinowskiej Srogiej Pomsty na młodym zawodniku, ale Marcin jednak był nad wyraz łagodny i pobłażliwy. Efekt: w pierwszym legu Pablo zostawił mu 270 punktów na budziku. DWIEŚCIE SIEDEMDZIESIĄT! Pablo! Kapuście!!! Heloł? W drugim legu Marcin już jako tako trzymał fason (rzucił nawet drugiego tego dnia maksa), ale na dablu znów lepszy był Pablo.

   Na lewej również trup ścielił się gęsto. Szybko odpadli początkujący Paweł Graliński, Hubert i Kamil. Ten ostatni jednak zaimponował zamknięciem lega w 8 rundzie, co jak na niedawnego debiutanta jest wynikiem rewelacyjnym. Absolutny debiutant Hubert też nie grał źle. Prezentował nienaganną technikę rzutu i tylko pewnie przez stres i brak doświadczenia nie ugrał zbyt wiele. Największą niespodzianką pierwszych rund lewej strony było zwycięstwo Kazika nad Gustlikiem. Tydzień temu wydawało się, że wreszcie Arek złapał właściwy rytm, ale ostatni czwartek okazał się niewypałem. Drobna kontuzja nogi byłaby dla Gustlika pewnym usprawiedliwieniem, gdyby nie to, że zawodnik rzucał jednak ręką.

   Kazik długo się wiktorią nie nacieszył, pogromcę znajdując w osobie Marcina Jakubowicza. Ten wynik jest również zaskakujący, ale Marcin robi stałe postępy. Drugiego lega zagrał koncertowo i zanotował 7 rundę, co jest jego turniejowym rekordem. Jubilat/Solenizant Maciej został wyeliminowany w drugiej rundzie przez Dawida i mógł zgodnie z niecnym planem sędziego skupić się na świętowaniu. Dawid też zresztą zaraz poszedł w jego ślady, przegrywając z rozgrywającym dobry turniej Sąsiadem.

   Na lewej imponował Błażej, który najpierw zbił wspomnianego Marcina, a potem pokonał posiadających aktualnie wysoką formę Świstaka i Janusza. Luty jednak jest dla Błażeja fatalnym miesiącem, jeśli chodzi o starcia z Romanem. Zawodnik ten jest oczywiście od Błażeja dużo lepszy, jednak w tym sezonie nierzadko z nim przegrywał. Bieżący miesiąc to jednak istny pogrom. Błażej w poprzednich turniejach dwukrotnie był przez byłego zawodnika Dream Teamu eliminowany, a ostatnio zaliczył jeszcze solidną przepierkę w Superlidze. Nie inaczej było w czwartek. Roman po porażce na prawej lotem koszącym ciął lewą stronę drabinki bez opamiętania i kolejno eliminował Mateusza, Krystiana, Kimę (najniższe miejsce tego zawodnika od września ubiegłego roku), Sąsiada, Bolka i w końcu po raz trzeci z rzędu Błażeja. Kolejny mecz to już była walka o finał, gdzie czekał Marcin Kapuściński. Ten mecz był dużo bardziej zacięty od poprzednich, ale Roman będąc wyraźnie na fali pokonał kolegę z drużyny.

   Tu znów warto cofnąć się w czasie do turnieju sprzed dwóch tygodni. Wtedy w finale spotkali się Ci sami zawodnicy. Pablo przegrał pierwszy finał, ale w drugim sensacyjnie wygrał, odnosząc swe pierwsze turniejowe zwycięstwo. Tym razem Roman zaczął równie mocno. Pierwszy finał wygrał 2:0, dwukrotnie zamykając w 7 rundzie. Drugiego lega zamknął ze 104: 4,T20,D20. Drugi finał stał na nieco słabszym poziomie, Roman wyszedł na prowadzenie 1:0 i było już wiadomo, że nie pozwoli sobie na wydarcie zwycięstwa. Michał zdobył się na ostatni zryw w czwartym legu, ale Roman i tak na dablu był pierwszy. W 8 rundzie Michał mając 112 na budziku i trafił T20,12, jednak trzecią lotką minimalnie się pomylił. Roman więcej szans mu nie dał, bezlitośnie trafiając decydującego dabla.

 

 

Moment turnieju: Decydujący moment pojedynku Marcina Kapuścińskiego z Robertem Gaertnerem. Marcin ma 253 punkty, a Robert 127. Marcin rzuca T20,T20,T20, Robert przymierza 20,T19… i 25, czyli minimalna pomyłka na bullseye. Marcin zamyka z 73: 3,T20,D5. Szósta runda.

 

Mecz turnieju: Błażej Przybyłowicz w porywającym stylu pokonuje Marcina Jakubowicza. W pierwszym legu po 4 rundach ma 82 punkty: 25,17 i pomyłka na D20. Dabla trafia w 6 rundzie. W drugim legu po 6 rundach ma 139 i przymierza T19,T14 i pomyłka na D20. Dabla trafia w 8 rundzie.

 

Zawodnik turnieju: Michał Pawłowski. Rewelacyjna gra Michała, który w porywającym stylu awansował do finału. Pokonał dwóch najlepszych konińskich zawodników, rzucił też maksa.

 

Niespodzianka turnieju: Zwycięstwo Tomka Wojciechowskiego nad Arkadiuszem Gaudynem, a także dobra postawa (mimo porażki) Kamila Kaczmarka.

 

Ślizg turnieju: Błażej po raz kolejny udowodnił, że nie istnieje taka przewaga, której się nie da roztrwonić. Porażka z Bolkiem niezasłużona, ale ktoś musi mu wreszcie uświadomić, że lega zamyka się dablem.

 

 

1.Roman Giszter

2.Michał Pawłowski – Pablo

3.Marcin Kapuściński – Kapusta

4.Błażej Przybyłowicz

5.Bolesław Roszak

5.Paweł Więtkowski – Świstak

7.Janusz Jakimowicz

7.Adrian Nowak – Sąsiad

9.Robert Gaertner – Kima

9.Marcin Jakubowicz

9.Dariusz Myszkun

9.Dawid Ratajczak

13.Maciej Szymkowiak

13.Hubert Telesiński

13.Krystian Weber

13.Tomasz Wojciechowski – Kazik

17.Arkadiusz Gaudyn – Gustlik

17.Julian Gorzelańczyk

17.Paweł Graliński – Gralu

17.Kamil Kaczmarek

17.Patrycja Obruszkiewicz

17.Mateusz Wendt

 

 

17 lutego 2011r.

 

   Trzecia odsłona lutego za nami. Wreszcie frekwencja przekroczyła próg 20 osób. Wśród 22 zawodników odmeldowali się wszyscy faworyci, a także po raz pierwszy w 2011 roku Darek Myszkun oraz dwaj lutowi debiutanci: Paweł i Kamil.

   W swym pierwszym pojedynku Kazik wygrał z Patrycją, czym zrewanżował się za porażkę w rozgrywkach Superligi, którą odniósł dzień wcześniej. W swym kolejnym pojedynku Kazik przegrał z kapitanem swej drużyny – Błażejem, choć temu dopisało mnóstwo szczęścia. Zacięty pojedynek stoczył inny zawodnik Dream Teamu – Sąsiad, który minimalnie uległ Bolkowi. O porażce zdecydował pierwszy leg, w którym Adrian miał sporą przewagę, a lega przegrał rzutami o środek, mimo że Bolek swój rzut zerwał.

   Równie zacięty pojedynek stoczyli Świstak z Romanem. Wszystkie legi kończone były do ósmej rundy, lepszy okazał się Roman, ale Paweł mógł rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść. Zwycięzcą tej ćwiartki okazał się jednak Gustlik. Najpierw poradził sobie z Karolem, potem po zaciętym meczu zrzucił na lewą  Janusza, by w walce o półfinał pokonać właśnie Romana. Za wcześnie by wieścić powrót wysokiej formy Arka, ale w czwartek grał na bardzo wysokim, równym poziomie.

   Rozstawienia nie wykorzystał sensacyjny zwycięzca sprzed tygodnia – Pablo. Już w swym pierwszym meczu trafił na Kimę, czyli najlepszego dartera w całej historii Chorznia. Robert wygrał zasłużenie, ale Michał postawił mu trudne warunki. Równie dobrze zagrał z Kimą Kuba, ale i on ostatecznie nie sprostał kapitanowi Sekretu na drodze do półfinału.

   Bez większych problemów za to do półfinału doszedł rozstawiony z „jedynką” Kapusta. Najpierw pokonał swego imiennika Marcina Jakubowicza, a następnie równie łatwo poradził sobie z Mateuszem.

   W półfinale dużo emocji wzbudził pojedynek Błażeja z Marcinem. Po raz enty Błażej miał wyżej notowanego rywala na widelcu, lecz jak zawsze ostatecznie schodzi z linii pokonany. W decydującym legu miał prawie dwieście punktów przewagi, jednak nie potrafił postawić kropki nad „i”. Drugim finalistą został niespodziewanie Gustlik, który pokonał Kimę. W finale prawej lepszy okazał się Marcin Kapuściński, który przegrywał z Arkiem Gaudynem już 0:1, ale kolejne dwa legi rozstrzygnął na swoją korzyść (zamknięcie 19 lotką w decydującym legu).

   Na lewej dobrze radził sobie Marcin Jakubowicz. Najpierw pokonał zwykle mocnego Dawida, a następnie wyeliminował Kamila. Również dwa mecze wygrał Kazik, a w pokonanym polu zostawił Karola i Sąsiada. Rewelacyjnie radził sobie Pablo, który wygrał trzy mecze jednak w czwartym pechowo przegrał z Bolkiem. Obaj zawodnicy w decydującym legu fatalnie rzucali dable, jednak 43 lotka Bolka zakończyła męczarnie obu zawodników. Bolek nie zaszedł wiele dalej, gdyż już w kolejnej rundzie drogę zagrodził mu Kima.

   W nieciekawej sytuacji znalazł się Roman, który dosyć szybko musiał adaptować się do lewej strony. Pierwszy przeciwnik – Kazik, notowany dużo niżej, niespodziewanie sprawił mu wiele kłopotów. Kazik miał nawet kilka lotek meczowych, ale Roman wymęczył jednak skromne zwycięstwo. Następnie pokonał Kubę, a potem w półfinale lewej Błażeja po zaciętym meczu. Popisał się przy okazji rzadką sztuką: fura dwoma lotkami przy 94 punktach. Pierwszą lotką trafił książkowo w T18, druga zamiast w podwójne pole 20, trafiła w pole potrójne. Błażej tego lega zamknął w 7 rundzie, ale w decydującym niewiele już pokazał. Po trzech zawodnikach Dream Teamu przyszła kolej na trzech zawodników Sekretu. Roman pokonał Kimę, a w walce o finał okazał się lepszy od Gustlika, dla którego trzecie miejsce jest najwyższym od listopada.

   Finał był emocjonujący, rozstrzygnął się jednak bardzo szybko. W przepięknym pierwszym legu Roman mógł wyjść na prowadzenie. Miał 72 punkty, trafił T20, jednak pozostałych dwóch lotek nie wykorzystał. Marcin Kapuściński natychmiast zareagował zamknięciem z 88: 20,T18,D7. Drugi leg był już bardziej jednostronny, po rundach 85,30,85,140,85 Marcin mógł kończyć w 6 rundzie. Wprawdzie pomylił się, ale w kolejnej już nie dał przeciwnikowi szans.

 

Moment turnieju: Marcin Jakubowicz w swym pierwszym pojedynku ładnie zamknął lega ze 100: 20,D20,D20.

 

Mecz turnieju: Rewelacyjny pojedynek Romana Gisztera z Pawłem Więtkowskim, minimalnie przegrany przez tego drugiego.

 

Zawodnik turnieju: Arkadiusz Gaudyn. Po wielu turniejach słabszej gry, Gustlik grał wreszcie naprawdę dobrze. Zasłużone zwycięstwa nad Romanem i Robertem przypomniały dawną klasę tego zawodnika.

 

Niespodzianka turnieju: Zwycięstwo Marcina Jakubowicza nad Dawidem Ratajczakiem, który ciągle nie może znaleźć stabilizacji formy.

 

Ślizg turnieju: Zwycięstwo Marcina Kapuścińskiego nad Błażejem Przybyłowiczem, mimo że ten prowadził 1:0 i miał lotki meczowe w obu kolejnych legach. Nieprzesadnie sprawiedliwe było też zwycięstwo Błażeja nad Tomkiem Wojciechowskim.

 

 

1.Marcin Kapuściński - Kapusta

2.Roman Giszter

3.Arkadiusz Gaudyn - Gustlik

4.Robert Gaertner - Kima

5.Błażej Przybyłowicz

5.Bolesław Roszak

7. Michał Pawłowski - Pablo

7.Jakub Tichoń

9.Janusz Jakimowicz

9.Marcin Jakubowicz

9.Mateusz Wendt

9.Tomasz Wojciechowski - Kazik

13.Kamil Kaczmarek

13.Adrian Nowak - Sąsiad

13.Maciej Szymkowiak

13.Paweł Więtkowski - Świstak

17.Paweł Graliński - Gralu

17.Dariusz Myszkun

17.Patrycja Obruszkiewicz

17.Karol Olaszek

17.Dawid Ratajczak

17.Krystian Weber

 

 

10 lutego 2011r.

 

   W drugim turnieju lutego do gry zgłosiło się dwudziestu zawodników. Wśród nich jeden debiutant - Kamil, pojawił się także prawie miesiąc nie widziany przy linii Bolek Roszak. Zawody przebiegały zgoła sensacyjnie, choć większość faworytów zameldowała się w czubie klasyfikacji.

   W pierwszym pojedynku Kamil przegrał ze Świstakiem, który chwilę później musiał uznać wyższość Marcina Kapuścińskiego. Ten z kolei w następnym meczu pokonał Bolka i pewnie awansował do półfinału. Nieco niespodziewanie swój pierwszy mecz przegrał Maciej. Zawodnik ten sygnalizował zwyżkę formy, a tymczasem nosa utarł mu kolega z drużyny - Kazik. O niesamowitym zbiegu okoliczności może mówić Sąsiad, który trzeci tydzień z rzędu w meczu otwarcia wpada na Gustlika. Arek jest wymagającym rywalem, dodatkowo ma chyba patent na Adriana, gdyż w tym sezonie przegrał z nim tylko raz. Nie inaczej było w czwartek - Sąsiad gładko przegrał 0:2, choć w drugim legu Gustlik, mimo iż zszedł na 6 rundę, partię zamknął dopiero 44 lotką. Po tym pojedynku Arek pokonał jeszcze wspomnianego Kazika i został drugim półfinalistą.

   Po ubiegłotygodniowej absencji Roman dziarsko wziął się do odrabiania straconego dystansu względem Marcina Kapuścińskiego. Gładko pokonał Pawła Gralińskiego, który drugi raz zawitał pod strzechę Sekretu, a następnie uporał się z Robertem Gaertnerem. Ten mecz był wyjątkowo zacięty - Roman przegrywał już 0:1, ale zdołał wyrównać i w trzecim legu zamknięciem w 7 rundzie zrzucił kapitana swej drużyny na lewą stronę.

   Ostatnim półfinalistą został niespodziewanie Michał Pawłowski. Pablo już od dawna gra pewnie, ale ciągle brakowało mu spektakularnego sukcesu i tylko od czasu do czasu zajmował piąte miejsca. W ostatnich dwóch turniejach z gry eliminował go Błażej, ale tym razem historia potoczyła się inaczej. Michał pokonał Dawida 2:0, a następnie trafił właśnie na Błażeja. Po pierwszym legu prowadził kapitan Dream Teamu, ale dwa kolejne w cuglach wygrał Michał i awansował do półfinału. Jakby tego było mało, w kolejnym pojedynku, w którym stawką był finał prawej, Michał zasłużenie pokonał Romana Gisztera 2:0. Drugim finalistą okazał się Marcin Kapuściński, który na lewą zrzucił Gustlika.

   W finale prawej jednak murowany faworyt do zwycięstwa - Kapusta, przegrał z niedocenianym Michałem, który tym samym zapewnił sobie co najmniej drugie miejsce w turnieju. Jak wielkim to jest osiągnięciem niech stanowi fakt, że zawodnik ten mimo rozegranych już ponad 60 turniejów, dotychczas zaledwie dwukrotnie uplasował się na podium, przy czym owe dwa trzecie miejsca zaliczył hen w 2007 roku.

   Na lewej sprawnie szła selekcja kolejnych zawodników. Dwaj debiutanci (ubiegłotygodniowy i bieżący) Kamil i Paweł przegrali w starciu z Januszem, który zresztą nie poprzestał na tym. W kolejnych rundach wyeliminował jeszcze Bolka i Dawida. Ten z kolei wcześniej wygrał trzy mecze, eliminując Patrycję, Marcina Jakubowicza (HF 110 Dawida) i Kazika.

   W dwóch meczach zawodników Dream Teamu najpierw Maciej pokonał Sąsiada, a następnie sam przegrał z Błażejem. Sensacyjnie za to radził sobie Karol Olaszek. W tym sezonie jeszcze ani razu nie przekroczył progu 9 miejsca i choć tym razem również nie było mu to dane, to przynajmniej tanio skóry nie sprzedał. Najpierw sensacyjnie pokonał Świstaka, decydującego lega zamykając ze 108, a potem po ciężkiej walce przegrał z Kimą, który choćby nie wiadomo jak się starał, to turnieju bez żenującego ślizgu zaliczyć nie potrafi.

   Robert przegrał za to w kolejnym meczu, a pogromcą jego kazał się Błażej, który zresztą w następnym pojedynku wyeliminował drugiego zawodnika Sekretu Konin - Gustlika. Do trzech razy sztuka - mówi stare debilne porzekadło i Roman Giszter. Zawodnik ten nie pozwolił Błażejowi ustrzelić hat-tricka na zawodnikach Sekretu, co więcej sam go rozstrzelał bez większych problemów. Na placu boju pozostało tym samym trzech zawodników i wiadomo było, że za chwilę jeden z nich zajmie najniższy stopień podium. Okazał się nim Marcin Kapuściński, który po przepięknym i zaciętym pojedynku uznał wyższość kolegi z drużyny. Roman przegrał pierwszego lega, ale w drugim zagrał rewelacyjnie i po zamknięciu 18 lotką wyrównał stan gry. Ostatni leg był bardzo wyrównany i Marcin ma lotkę meczową w szóstej rundzie, jednak myli się i do kolejnej rundy już nie podchodzi.

   Roman był zdecydowanym faworytem i szybko wygrał pierwszy finał, choć Michał zdołał urwać mu lega. Drugi pojedynek był jednak dużo bardziej zacięty. Roman wyszedł na prowadzenie, jednak grał mniej pewnie niż wcześniej. Mógł jednak gładko wygrać cały turniej, gdyż miał przynajmniej 7 lotek meczowych w ręku. Michał uciekł spod topora i o triumfie miał zdecydować jeden jedyny leg. W nim niespodziewanie lepszy okazał się Michał Pawłowski, choć znów Roman miał lotki meczowe w ręku. Michał zachował jednak więcej zimnej krwi i zamknięciem w 9 rundzie odniósł swe pierwsze w życiu turniejowe zwycięstwo. Gratulacje!

 

 

Moment turnieju: Mordercze zamknięcie Roberta Gaertnera w meczu z Karolem Olaszkiem. 127: 20,T19,D25.

 

Mecz turnieju: Finał lewej strony i piękna walka pomiędzy dwoma dominatorami konińskiego darta. Marcin Kapuściński prowadzi 1:0, ale Roman Giszter genialnie rozgrywa kolejne dwa legi (6 i 7 runda) i wygrywa 2:1.

 

Zawodnik turnieju: Michał Pawłowski. Po wielu zawirowaniach wreszcie odnalazł się ten utalentowany zawodnik, a co ważniejsze wreszcie udowodnił to przy tarczy. Michał bowiem grał imponował już od kilku miesięcy, ale niekoniecznie przekładało się to na wyniki. W czwartek jednak do finału stracił tylko jednego lega (z Błażejem) i po finałowym horrorze odniósł swój pierwszy turniejowy triumf.

 

Niespodzianka turnieju: Zwycięstwo Karola Olaszka nad Pawłem Więtkowskim, a także złoty marsz Michała Pawłowskiego.

 

Ślizg turnieju: Gdy Robert Gaertner zagra turniej bez choćby jednego ślizgu to automatycznie trafi do rubryki Niespodzianka turnieju. Kapitan Sekretu umiłował jednak sobie wyróżnienia w tej kategorii. Karol Olaszek po miesiącach posuchy zagrał wreszcie kawałek mocnego darta. Z Kimą w pierwszym legu długo prowadził jednak Robert w końcówce ograbił go ze zwycięstwa. Jednak pierwszy leg to pikuś w porównaniu z drugim. Karol otworzył lega mistrzowsko: 100, 100, 100. Później dostał małej zadyszki, ale i tak miał wyraźną przewagę. Gdy jednak szykował się do zadania decydującego ciosu, sam dostał cios znikąd. Robert Gaertner nie mając nic do stracenia zamyka przepięknie ze 127: 20,T19,D25. W Sekrecie wszyscy płakali.

 

1.Michał Pawłowski - Pablo

2.Roman Giszter

3.Marcin Kapuściński - Kapusta

4.Błażej Przybyłowicz

5.Arkadiusz Gaudyn - Gustlik

5.Janusz Jakimowicz

7.Robert Gaertner - Kima

7.Dawid Ratajczak

9.Karol Olaszek

9.Bolesław Roszak

9.Maciej Szymkowiak

9.Tomasz Wojciechowski - Kazik

13.Paweł Graliński - Gralu

13.Marcin Jakubowicz

13.Adrian Nowak - Sąsiad

13.Paweł Więtkowski - Świstak

17.Kamil Kaczmarek

17.Patrycja Obruszkiewicz

17.Krzysztof Pakosz - Faza

17.Mateusz Wendt

 

 

3 lutego 2011r.

 

   Pierwszy turniej lutego za nami. Średnia frekwencja okazuje się być cały czas niższa ode tej z ubiegłego roku - tym razem do gry zgłosiło się 18 zawodników. Wśród nich jeden debiutant - Paweł Graliński, który długo przymierzał się do uczestnictwa i w końcu zdecydował się zapisać. Pozostawił przy okazji całkiem niezłe wrażenie.

   Tym razem, mimo braku rozstawień, drabinka okazała się nader sprawiedliwa. W jeden połowie znaleźli się Maciej, Gustlik, Pablo i Kapusta, a w drugiej Janusz, Świstak, Błażej i Kima. W oczy rzuca się brak Romana Gisztera, który zażywa wczasów korzystając z ferii zimowych. Już po pierwszym meczu do lewej musiał przystosowywać się Błażej, którego podobnie jak tydzień wcześniej bez ceregieli rozklepał Świstak. Dzięki temu, potem mógł się raczyć stosunkowo małowyboistą drogą do półfinału. W kolejnych meczach pokonał Mateusza i Tomka Siodłę. Ten drugi zawodnik mógł jednak Pawła pokonać, gdyby zachował trochę więcej zimnej krwi - w każdym razie pokazał, że podczas miesięcznej przerwy w turniejach nie próżnował. Drugim półfinalistą został Kima, który z mozołem, ale zasłużenie pokonał Fazę i Janusza.

   Kawałek pięknej gry pokazał Maciej Szymkowiak. Najpierw pokonał Karola, a potem poradził sobie z faworyzowanym Gustlikiem. Maćkowi mija rok od debiutu w turniejach czwartkowych (11.02.2010r.) i uczcił ten fakt pierwszym turniejowym maksem, rzuconym na otwarcie pojedynku z Gustlikiem, potem jednak gra była bardzo wyrównana. O zwycięstwie musiał decydować trzeci leg i w nim odrobinę lepszy był zawodnik Dream Teamu Konin.

   O zaciętości pojedynków mogli jedynie marzyć zawodnicy z ostatniej z ćwiartek. Tam jednak grasował Marcin Kapuściński. Zanim ktokolwiek się obejrzał, ten już wygrał dwa mecze (z Kazikiem i Pablo) i zabierał się do nadgryzania trzeciego, czyli półfinałowego przeciwnika. Maciej Kapuście też nie postawił większego oporu i Marcinowi pozostało czekać na finałowego przeciwnika. Został z nim zgodnie z oczekiwaniami Kima, który po zaciętym meczu pokonał wyraźnie odzyskującego rezon Świstaka.

   Na lewej swój pierwszy mecz w debiucie wygrał Paweł Graliński, który pokonał Mateusza. Sporą niespodzianką było zwycięstwo Patrycji nad Fazą, ale ten nadal rzuca lewą ręką. Prawa na razie służy mu tylko do trzymania piwa. Błyszczał na lewej Michał Pawłowski. Już od początku roku widać u niego wyraźną poprawę w grze. Pewna ręka i trzeźwy umysł dawały efekty, tylko w turniejach nie zawsze potrafił to pokazać. W czwartek jednak na lewej stronie wygrał trzy mecze. Po planowym zwycięstwie nad Patrycją przyszło mu zmierzyć się z Gustlikiem. Pablo po pięknej grze pokonał dużo bardziej doświadczonego zawodnika 2:0. W kolejnym pojedynku poradził sobie z odrodzonym Świstakiem, choć tu już gra była dużo bardziej wyrównana.

   Rewelacyjnie na lewej stronie radził sobie Błażej Przybyłowicz. Zawodnik ten grał równo i imponował w miarę skuteczną grą na dablu. Tym sposobem pokonuje Karola, Sąsiada, Tomka Siodłę i Janusza. Wyraźny opór stawia mu Maciej, ale na dablu szczęście było po stronie Błażeja. Za to w kolejnym pojedynku kapitan Dream Teamu zagrał jak z nut. Szósta i siódma runda pozostawiły bez złudzeń, dobrze do tej pory grającego Michała.

   W walce o finał na drodze Błażeja stanął Marcin Kapuściński, który chwilę wcześniej pechowo przegrał w finale prawej z Robertem Gaertnerem. Błażej w pierwszym legu wygrał gładko, w następnym miał sporą przewagę, ale roztrwonił ją tuż przed dablami. Miał wprawdzie ustawionego dabla, ale z trzech lotek meczowych zrobiła się jedna, jako że już pierwszą posłał w furę i pozostałe dwie mógł sobie ewentualnie wsadzić. W trzecim legu również przewaga należała do Błażeja, ale dable, które sprawnie działały w poprzednich pojedynkach tym razem zawiodły. Po dwóch skopanych rundach Kapusta zbliżył się na widzialną odległość i bez skrupułów zamknął decydującego lega z 82: T20,D11.

   W finale jak za dawnych czasów spotkali się Kapusta z Kimą. Marcin musiałby wygrać dwukrotnie by zostać zwycięzcą turnieju toteż Robert był spokojny o wynik. Wszyscy obserwatorzy oczywiście wiedzieli, że pewność siebie Roberta oznacza jego niechybną porażkę, ale pozwolili nacieszyć się mu tą chwilką. W pierwszym finale Marcin wygrał 2:1, po ładnej i wyrównanej grze. W drugim Robert wprawdzie był blisko, ale Kapusta nie pozwolił sobie wydrzeć zwycięstwa i po zgrabnym 2:0, został pierwszym zwycięzcą lutego.

 

Moment turnieju: Arek Gaudyn w pojedynku z Adrianem Nowakiem ma  85 punktów i efektownie zamyka: T7,14,D25.

 

Mecz turnieju: Marcin Kapuściński rozjeżdża Michała Pawłowskiego 2:0. Jednego z legów otwiera 100,100,180, ale po małej zadyszce kończy w siódmej rundzie.

 

Zawodnik turnieju: Błażej Przybyłowicz. Na prawej gładki wdupeks, ale na lewej pokonuje bez straty lega sześciu kolejnych zawodników. Dopiero w walce o finał minimalnie i niespecjalnie zasłużenie pokonuje go koniński Odzieracz Ze Złudzeń - Marcin Kapuściński.

 

Niespodzianka turnieju: Zwycięstwo debiutanta Pawła Gralińskiego, a także piękne zwycięstwo Michała Pawłowskiego nad Arkiem Gaudynem.

 

Ślizg turnieju: Zwycięstwo Marcina Kapuścińskiego w finale lewej strony nad Błażejem Przybyłowiczem.

 

 

1.Marcin Kapuściński - Kapusta

2.Robert Gaertner - Kima

3.Błażej Przybyłowicz

4.Michał Pawłowski - Pablo

5.Maciej Szymkowiak

5.Paweł Więtkowski - Świstak

7.Arkadiusz Gaudyn - Gustlik

7.Janusz Jakimowicz

9.Patrycja Obruszkiewicz

9.Dawid Ratajczak

9.Tomasz Siodła

9.Krystian Weber

13.Paweł Graliński - Gralu

13.Adrian Nowak - Sąsiad

13.Krzysztof Pakosz - Faza

13.Tomasz Wojciechowski - Kazik

17.Karol Olaszek

17.Mateusz Wendt

 

design by sailorripley