Strona Główna         Superliga         W Sekrecie         Historia         Księga gości         Linki

 

 

 
Lp Nazwisko i imię 2.12 9.12 15.12 22.12 29.12 suma maksy zamknięcia
1 Gaertner Robert 20 8 18 22 20 88    
2 Kapuściński Marcin 4 20 14 18 12 68 3  
3 Roszak Bolesław 16 12 10 12 8 58 1  
4 Giszter Roman 10 10   14 16 50   112
5 Przybyłowicz Błażej 4 16 1 8 6 35 1  
6 Szymkowiak Maciej 8 1 2 10 10 31    
7 Pakosz Krzysztof 4 6 6 10   26 1  
8 Ratajczak Dawid 8 8 1 4 2 23   112
9 Jakimowicz Janusz 6 1 8 6 1 22 1  
10 Więtkowski Paweł 1 6   6 8 21 1  
11 Myszkun Dariusz 12 4 1 2 1 20   127
12 Nowak Adrian 6 4 1 2 6 19    
13 Pawłowski Michał 1 4 4 4 4 17 1  
14 Tichoń Jakub     6 6 4 16    
15 Gaudyn Arkadiusz   2 4 4 4 14    
15 Marczak Adrian   2 2 8 2 14    
17 Wojciechowski Tomasz 2 1 2 6 2 13   114
18 Siodła Tomasz 4 2   2 1 9    
19 Weber Krystian 2 4     1 7    
20 Łukowski Rafał       2 4 6    
20 Obruszkiewicz Patrycja 2 1 2   1 6    
20 Olaszek Karol 1 1   2 2 6    
20 Wendt Mateusz   1   4 1 6    
24 Jakubowicz Marcin 2       1 3    
24 Szymkowiak Krzysztof       2 1 3    
26 Plichta Michał       2   2    
26 Skorupa Michał   2       2    
26 Szymkowiak Michał       2   2    
29 Walkiewicz Adrianna       1   1    
29 Wiśniewski Robert   1       1    

 

30 grudnia 2010r.

 

   Ostatni turniej 2010 roku okazał się - podobnie jak poprzednie, niezmiernie ciekawy. Dwadzieścia cztery osoby stawiły się do gry, co jest rewelacyjnym wynikiem, nie zagrał Krzysiek Pakosz, który doznał kontuzji, ale kibicował kolegom w miarę malejących z każdym piwem możliwości.

   Kima garściami korzysta z dobrodziejstw rozstawienia i po trzech pewnych zwycięstwach doszedł aż do finału prawej strony. W półfinale pokonał Macieja Szymkowiaka, który drugi raz z rzędu wykorzystuje rewelacyjne losowanie (żadnego wymiatacza w ćwiartce). Inna sprawa, że każdy z tej ćwiartki mógł się cieszyć z losowania, a nie każdy potrafił to wykorzystać. Sąsiad wygrał w niej aż dwa mecze, lecz w walce o półfinał właśnie od Macieja okazał się słabszy. Może być jednak zadowolony, gdyż to pierwszy turniej w tym miesiącu, którego nie zaczyna od porażki. W poprzednich czterech już po pierwszym meczu, czekała go walka o przetrwanie.

   Gładko swoją ćwiartkę wygrał Roman, bez ceregieli odprawiając Mateusza, Dawida i Błażeja, nie bacząc na ich (tylko werbalne) protesty. Największą niespodzianką tej fazy turnieju była porażka Janusza, który ostatnio prezentuje równą grę. Jego pogromcą okazał się wirtuoz harmoszki akordeonu - Krystian. Marcin Kapuściński, mimo rozstawienia i dobrej gry przegrał z Bolkiem Roszakiem. Porażkę Marcin tłumaczył awarią maszyny, która rzekomo nie zaliczyła mu 8 lotek. Przez skromność jednak nie dodał, że tyle lotek to suma za całego miesiąca, dla efektu jeszcze pomnożona przez dwa. Ciekawostką jest fakt, że w pewnym momencie Marcin trafił T20,T20 i gdyby trzecią lotką zdecydował się mierzyć w ten sam sektor wygrałby całoroczną klasyfikację maksów, przestawił się jednak na T18. Mecz i tak przegrał, a zwycięzcą klasyfikacji maksów (nikt więcej w tym dniu już takiej próby nie uzyskał) został Paweł Więtkowski. Zaliczył on piętnaście maksów w 2010 roku i choć Marcin miał ich tyle samo, to z formalnego punktu widzenia trzy z nich to nie były maksy tylko asy (3xT19). Bolek, dla którego była to ważna próba cieszył się niezmiernie. Dotychczas w grudniu regularnie wygrywał - 22 zwycięstwa przy 8 porażkach, ale mimo tak pokaźnego dorobku próżno szukać wśród jego skalpów wymiatacza. W grudniu przegrał trzykrotnie z Kimą, dwukrotnie z Kapustą i dwukrotnie z Romanem, ale żadnego z tych zawodników nie pokonał ani razu. Świetny wynik zbudowała mu rewelacyjna drabinka, którą jednak do maksimum wykorzystywał. Tym razem jednak gdy los się odwrócił, zawodnik ten pokonał Marcina Kapuścińskiego, zaraz jednak przegrał ze Świstakiem, który w tym sezonie nie zachwycał.

   Najbardziej z sytuacji cieszył się Roman, który wolał grać z Pawłem, niż z Marcinem lub Bolkiem (którzy dodatkowo wyprzedzali go w klasyfikacji. Świstak musiał uznał wyższość Romana i ten awansował do finału prawej, gdzie jednak czekał odrodzony Kima. Robert, wcześniej wymieniany jednym tchem z faworytami, ostatnio usunął się nieco w cień, oddając pole Romanowi i Marcinowi. W 2008 wygrał aż 11 miesięcy, w 2009 - już tylko dwa (listopad i grudzień). Od roku jednak tandem - Roman-Kapusta nikomu nie pozwolił wygrać klasyfikacji miesięcznej. W grudniu przyszło jednak przełamanie. Kima grał rewelacyjnie, wygrał aż trzy turnieje, i przed finałowym ostatnim pojedynkiem już wiedział, że wreszcie wróci na pierwsze miejsce. W walce o finał prawej Robert okazał się lepszy i spokojnie czekał na rozwój wypadków.

   Na lewej podział zawodników na grających i kibiców przebiegał sprawnie, szybko na ciemną stronę księżyca przeszli Marcin Jakubowicz, Krystian H., Szymon, Darek, Tomek Siodła, Mateusz, Janusz i Patrycja. Zresztą wszyscy zawodnicy, który od razu spadli na lewą, pokazali swój kunszt w przegrywaniu. Żaden nie awansował do ósemki, zwykle po jednym dwóch meczach przegrywając. Wyjątkiem oczywiście był Marcin Kapuściński, który zupełnie przypadkowo znalazł się w tym gronie i z każdą kolejną rundą postanowił to udowadniać. Nieszczęście znalezienia się na jego muszce mieli kolejno Marcin Jakubowicz, Karol, Gustlik, Sąsiad, Świstak i Maciej, który jednak wcześniej odniósł duży sukces, pokonując Bolka.

   Marsz zwycięstwa zakończył Roman, który pokonał Marcina 2:1 i awansował do finału turnieju. Tym samym zapewnił sobie zwycięstwo w całej klasyfikacji rocznej. Roman z 41 turniejów, w których brał udział aż 25-krotnie awansował do finału. Ta rozgrywka stała na niezłym poziomie, choć obaj zawodnicy potrafili wcześniej pokazywać dużo lepsze fajerwerki. Roman gładko wygrał pierwszego lega, a drugiego rozpoczął huraganowo: 121, 76 (dwie lotki - trzeciej maszyna nie zaliczyła), 79,83, jednak na dablu zgubiła go nonszalancja i Robert skradł tego lega w dobrze znanym bywalcom Sekretu stylu. Trzeci leg również na swoje konto zapisał Roman i sędzia zarządził drugą potyczkę finałową. Roman znów wyszedł na prowadzenie, ale potem pozwolił się dogonić, przy okazji popełniając błędy taktyczne (przy 82 rzucanie w sektor 20). Decydujący leg to piękna obustronnie gra i minimalnie lepsza końcówka Roberta, który w 8 rundzie rozstrzygnął na swoją korzyść losy turnieju.

 

Moment turnieju: W pierwszej rundzie Tomek Siodła mierząc się z Darkiem Myszkunem ma na budziku 128 i przymierza D20,T20 i D19. Fura - Pitagoras by sobie żyły podciął gdyby to widział.

 

Leg turnieju: Obydwa wygrane przez Romana Gisztera legi z pojedynku z Dawidem Ratajczakiem. Roman wdeptał w ziemię przeciwnika zostawiając mu "dwójkę na budziku".

 

Zawodnik turnieju: (broniłem się jak mogłem, ale w końcu) należy oddać cesarzowi co cesarskie. Robert Gaertner. Najlepszy w tym turnieju i w całym miesiącu. Brawo!

 

Niespodzianka turnieju: Zwycięstwo Krystiana Webera nad Januszem Jakimowiczem, oraz Macieja Szymkowiaka nad Bolkiem Roszakiem.

 

Ślizg turnieju: Bolek Roszak pokonuje Błażeja Przybyłowicza, mimo, że w połowie lega miał już pełne gacie, gdy przegrywał 0:1 i miał 200 punktów przy dablu przeciwnika. Błażej jednak przy D18 lotkami zahaczał przy rzucie o sufit, toteż przedwcześnie zakończył ten rok.

 

1.Robert Gaertner - Kima

2.Roman giszter

3.Marcin Kapuściński - Kapusta

4.Maciej Szymkowiak

5.Bolesław Roszak

5.Paweł Więtkowski - Świstak

7.Adrian Nowak - Sąsiad

7.Błażej Przybyłowicz

9.Arkadiusz Gaudyn - Gustlik

9.Rafał Łukowski

9.Michał Pawłowski - Pablo

9.Jakub Tichoń

13.Adrian Marczak

13.Karol Olaszek

13.Dawdi Ratajczak

13.Tomasz Wojciechowski - Kazik

17.Janusz Jakimowicz

17.Marcin Jakubowicz

17.Dariusz Myszkun

17.Patrycja Obruszkiewicz

17.Tomasz Siodła

17.Krzysztof Szymkowiak - Szymon

17.Krystian Weber

17.Mateusz Wendt

 

 

23 grudnia2010r.

 

   Po słabym frekwencyjnie turnieju sprzed tygodnia, ostatni czwartek przyniósł zaskakującą odmianę. Aż 25 osób zapisało się do gry, co jest tegorocznym rekordem (nie wliczając oczywiście Inwazji na Konin). Oprócz stałych bywalców pojawił się dawno nie widziany Szymon, który przyjechał z UK, Rafał Łukowski (ostatnio zagrał na początku listopada), a także Muminki czyli Ada i Michał.

    Już w pierwszej rundzie odbyło się klika szlagierowych spotkań. Sąsiad jak zwykle trafił na Świstaka i przegrał minimalnie 1:2, Kuba odprawił z kwitkiem Fazę, a Błażej zrewanżował się Gustlikowi za porażkę sprzed tygodnia. Swoją ćwiartkę gładko wygrał rewelacyjnie spisujący się w tym miesiącu Robert Gaertner. Zasłużenie pokonał Świstaka i Kubę, mimo, że obaj zawodnicy to wymagający rywale.

   Pozostałe ćwiartki też padły łupem faworytów. Marcin Kapuściński zdeptał Dawida i Błażeja, by w półfinale trafić na Romana Gisztera. Roman stoczył piękny pojedynek z Bolkiem, który grudzień może zaliczyć do bardzo udanych okresów. Bolo miał szansę na zwycięstwo, ale dwa piekielne finisze Romana załatwiły sprawę. Pierwszego lega zawodnik Sekretu zamknął ze 112 (już trzeci taki HF w tym sezonie), a drugiego - z 92. W kolejnym meczu Roman przegrał z Kapustą 1:2, mimo pięknej gry.

   Ostatnim półfinalistą został Maciej Szymkowiak. Zawodnik Dream Teamu ma ostatnio dobry okres, choć trzeba przyznać, że losowanie miał wyśmienite. Najpierw poradził sobie z Darkiem Myszkunem, potem zrzucił na lewą własnego ojca - Szymona, by w ćwierćfinale pokonać Adriana Marczaka. W półfinale Kima nie dał już Maćkowi szans, pewnie pieczętując awans do finału prawej. W finale prawej rozpędzony Marcin Kapuściński zasłużenie pokonał Kimę i zanotował swój trzeci z rzędu awans do finału turnieju.

   Najlepsza w przegrywaniu okazała się Ada, ale zaraz za nią na finiszował peleton mniej i bardziej doświadczonych zawodników: Tomek Siodła, Karol, Michał Plichta, Darek, Rafał i Sąsiad. Adrian Nowak kontynuuje fatalną serię. W pierwszym turnieju po dwóch zwycięstwach zajął 7 miejsce, ale w kolejnych trzech turniejach nie odniósł już ani jednego zwycięstwa. Na tym samym etapie zakończył udział tandem Szymon & son. Obaj Panowie Szymkowiakowie oddali swe mecze walkowerem.

   Zawodnik turnieju sprzed tygodnia na lewej długo miejsca nie zagrzał. Najpierw po ekscytującym pojedynku wyeliminował Pablo, by niespodziewanie ulec Adrianowi Marczakowi. Inny zawodnik Dream Teamu - Kazik wygrał dwa mecze. Zostawił w pokonanym polu Michała Plichtę i Mateusza, w tym drugim meczu popisując się najwyższym zamknięciem tego dnia: 114, który to wynik uskutecznił za pomocą klasycznego szanghaja na dziewiętnastkach. Nadal fatalną serię kontynuuje Gustlik. Jeszcze w listopadzie zdołał dwukrotnie wdrapać się na podium (raz wygrał cały turniej), ale potem już się do owych wyników nie zbliżył. Kolejno zajmował miejsca 9, 13, 7 i w czwartek znów 13. Tym razem jego pogromcami okazali się Błażej i Świstak, choć ten drugi mecz spokojnie mógł rozstrzygnąć się w drugą stronę.

   Nie do przejścia w tej połówce lewej strony był Bolek, który kolejnych zawodników niezależnie od umiejętności zbił na kwaśne jabłko. Pechowcami, którzy znaleźli się na jego drodze byli Kazik, Błażej i Maciej. Drugą połówkę drabinki elegancko zamiatał Faza, mimo, że przebijał się z samego dołu. Pokonał Adę, Rafała, Dawida, Kubę (walkower) i Adriana. Kolejny w kolejce Roman, nie miał zamiaru podzielić losu poprzedników i przyłożył się do meczu. Faza robił co mógł, ale musiał uznać wyższość przeciwnika, na osłodę pozostaje mu jednak zaliczony maks, drugi w tym sezonie, ale dopiero czwarty w ciągu ostatnich czterech lat. Roman tymczasem w kolejnym pojedynku pokonał Bolka i stanął do walki o finał turnieju.

   Przyznać jednak trzeba, że Kima w grudniu nie odpuszcza, jak zwykle imponując spokojem i skupieniem. Po zaciętej walce pokonał lidera klasyfikacji i po raz drugi z rzędu stanął do walki finałowej. Przeciwnikiem jego był Kapusta, a obaj Panowie podeszli do gry wybitnie zmobilizowani. Marcin postanowił nie dopuścić do sytuacji sprzed tygodnia, gdzie przegrał 0:4 i rozpoczął nawałnicę dzwonków. Pierwszego lega wygrał gładko, w czym wydatnie pomógł mu rzucony maks. W drugim rzucił maksa na otwarciu i przewagę dowiózł do końca. Prawie. Na dablu minimalnie się pomylił przez dwie rundy i Kima z gracją Katariny Witt prześlizgnął się po przeciwniku. Trzeciego lega Robert wygrał zasłużenie wykorzystując słabszą grę Marcina. Drugi finał był równie urzekający. Po genialnej grze obu zawodników był remis, ale w decydującym legu znów lepiej zagrał Robert i zasłużenie, choć z pewnością szczęśliwie wygrał swój trzeci turniej w tym miesiącu.

 

Moment turnieju: Arek Gaudyn w meczu ze Świstakiem, w decydującym legu ma na budziku 58 i tylko jedna lotka dzieli go od dabla. Pozornie. Gustlik trafia 1 (zamiast 18), 2 (zamiast 17), 2 (zamiast 15). W kolejnej rundzie kontynuuje festiwal pomyłek: 6 (zamiast 13) i furuje T19 (zamiast 7/19). Lega przegrywa.

 

Leg turnieju: Prawie wszystkie legi finałowe. Rewelacyjna gra obu konińskich dominatorów, którzy przypomnieli, że niegdyś tworzyli epickie widowiska w Sekrecie.

 

Zawodnik turnieju: Bolesław Roszak. Momentami porywająca gra i minimalna porażka (dwukrotnie z Romanem). Wyróżnienie trochę też za całokształt jego dokonań w ostatnich turniejach.

 

Ślizg turnieju: Janusz Jakimowicz może dziękować niebiosom za zwycięstwo nad Michałem Pawłowskim. W trzecim legu odrobił ponad dwustupunktową stratę i wygrał 2:1.

 

Niespodzianka turnieju: Zwycięstwo Adriana Marczaka nad Januszem Jakimowiczem i wysokie 7 miejsce tegoż zawodnika. Brawo.

 

1.Robert Gaertner - Kima

2.Marcin Kapuściński - Kapusta

3.Roman Giszter

4.Bolesław Roszak

5.Krzysztof Pakosz - Faza

5.Maciej Szymkowiak

7.Adrian Marczak

7.Błażej Przybyłowicz

9.Janusz Jakimowicz

9.Jakub Tichoń

9.Paweł Więtkowski - Świstak

9.Tomasz Wojciechowski - Kazik

13.Arkadiusz Gaudyn - Gustlik

13.Michał Pawłowski - Pablo

13.Dawid Ratajczak

13.Mateusz Wendt

17.Rafał Łukowski

17.Dariusz Myszkun

17.Adrian Nowak - Sąsiad

17.Karol Olaszek

17.Michał Plichta

17.Tomasz Siodła

17.Krzysztof Szymkowiak - Szymon

17.Michał Szymkowiak

25.Adrianna Walkiewicz

 

 

16 grudnia 2010r.

 

   Trzeci turniej grudnia przyniósł niespodziewane załamanie frekwencji. Tylko szesnaścioro zawodników zapisało się do gry i jest to najgorszy wynik w sezonie. Od września ani razu nie uruchamiano drabinki 16-tki, a ostatni raz mniej osób było w lutym 2010r.

   Pierwsza runda obyła się bez niespodzianek - chyba, że za taką uznać porażkę Dawida Ratajczaka z Kubą Tichoniem. Jeszcze niedawno zdecydowanym faworytem byłby Kuba, ale Dawid ostatnio imponował grą, toteż gładka porażka tego zawodnika jest nieco zaskakująca.

   Bolek Roszak dobrą grą w poprzednich zawodach zasłużył sobie na rozstawienie, ale chyba sam nie spodziewał się, że losowanie będzie miał tak rewelacyjne. Wprawdzie Kazik, Faza i Kuba to solidni zawodnicy, ale w swej połówce Bolek nie spotkał żadnego wymiatacza absolutnego. To już trzeci turniej z rzędu, gdy Bolkowi sprzyja fortuna. W pierwszym turnieju grudnia do finału prawej doszedł po trupach Karola, Sąsiada, Janusza i Macieja, natomiast w drugim do tego samego etapu dobrnął po zwycięstwach nad Karolem, Świstakiem i Dawidem. Niepojęte, by aż przez trzy turnieje dochodzić do finału prawej i ani razu nie natknąć się na Kapustę, Romana, Kimę, czy choćby Gustlika. Tym razem Bolo męczył się strasznie i po ciężkich bojach zwyciężył swych trzech rywali, z każdym razem notując wynik 2:1.

   Skoro Bolek miał czystą drogę do finału to oznacza to, że w drugiej było ciasno. Gustlik pokonał Błażeja i przegrał z Kimą. Robert natomiast po dwóch zwycięstwach, w półfinale musiał uznać wyższość Marcina Kapuścińskiego. W finale prawej Marcin ograł Bolka i oczekiwał na finałowego przeciwnika.

   Jak zwykle więcej działo się na lewej. Najlepszym zawodnikiem w przegrywaniu okazał się Błażej Przybyłowicz, o włos wyprzedzając Darka, Dawida i Sąsiada. Błażeja pokonał Maciej Szymkowiak po zaciętym pojedynku, Darka odprawił świetnie rzucający tego dnia Michał, Dawid niespodziewanie odpadł z ręki Adriana Marczaka, a Sąsiad podłożył się Kazikowi, myślami będąc już przy pokerowym stoliku, który właśnie montował się w rogu sali.

   Niewiele gorsi od wymienionej czwórki w przegrywaniu okazali się wspomniany Maciej (przegrał ze swym sensei - Fazą), Kazik, Adrian i Patrycja. Warto nadmienić, że w meczu z Patrycją Michał rzucił pierwszego turniejowego maksa od trzech lat! Bohaterem lewej strony był jednak Janusz Jakimowicz. W ostatnim turnieju zaliczył klasycznego suchara, ale w czwartek prezentował się bardzo solidnie. Najpierw pokonał nieprzewidywalnego Darka, potem poległ z ręki Kapusty, a na lewej po pokonaniu Adriana Marczaka, odesłał z kwitkiem samego Gustlika. Jakby tego było mało, spadochroniarz z prawej - Kuba również nie dał mu rady. Dopiero Kima jak zwykle popsuł całą zabawę wygrywając gładko i zasłużenie.

   Robert Gaertner na lewej nie dawał przeciwnikom większych złudzeń i w walce o finał pokonał Bolka Roszaka. W finale na Roberta czekał już Marcin Kapuściński. Niegdyś obaj zawodnicy spotykali się w co drugim finale turnieju, ale w 2010r. dopiero szósty raz stanęli na przeciwko siebie w finałowej grze. Co ciekawe - mimo, że to Marcin jest wyżej w tabeli, Robert częściej ogrywał w finale swego kolegę z drużyny. Tym razem było podobnie. Mecz był zacięty, ale lepszy był Kima, który obydwa finały wygrał do zera, choć Marcin miał wiele szans na odwrócenie losów pojedynku.

 

Moment turnieju: Drugi leg pierwszego finału. Marcin Kapuściński mając 48 na zegarze furuje rzutem w T16, Robert nie wykorzystuje szansy i Marcin po raz kolejny staje na linii i trafia w... T16. Druga fura. Robert wygrywa lega i pierwszy z finałów.

 

Leg turnieju: Piękna gra Bolka Roszaka w meczu z Kubą Tichoniem i rewelacyjny pierwszy leg.

 

Zawodnik turnieju: Janusz Jakimowicz. Na lewej pokonał dwóch wyżej rozstawionych rywali, w tym Arka Gaudyna, udowadniając, że 9 miejsce z okręgówki specjalnej nie było przypadkiem.

 

Niespodzianka turnieju: Porażka Arka Gaudyna z Januszem Jakimowiczem i zwycięstwo Adriana Marczaka nad Dawidem Ratajczakiem należały do najbardziej niespodziewanych rozstrzygnięć turnieju.

 

Ślizg turnieju: Robert Gaertner powrócił w wielkim stylu. Po kilku naciąganych ślizgach Kima wreszcie pokazał, skąd łatka fuksiarza się wzięła. W pierwszym pojedynku Maciej Szymkowiak mógł i powinien zrzucić go na lewą, ale Robert odrobił ponad dwustupunktową stratę.

 

1.Robert Gaertner - Kima

2.Marcin Kapuściński - Kapusta

3.Bolesław Roszak

4.Janusz Jakimowicz

5.Krzysztof Pakosz - Faza

5.Jakub Tichoń

7.Arkadiusz Gaudyn - Gustlik

7.Michał Pawłowski - Pablo

9.Adrian Marczak

9.Patrycja Obruszkiewicz

9.Maciej Szymkowiak

9.Tomasz Wojciechowski - Kazik

13.Dariusz Myszkun

13.Adrian Nowak - Sąsiad

13.Błażej Przybyłowicz

13.Dawid Ratajczak

 

 

9 grudnia 2010r.

 

   W drugim turnieju grudnia wzięło udział aż 23 zawodników. Chyba. Sędzia zawodów tak się zakręcił przy rozlosowaniu drabinki, że do teraz nie ustalono prawdziwej liczby zawodników. Wśród nich po raz drugi pojawił się Tomek Siodła, który w ubiegłotygodniowym debiucie był autorem największej sensacji.

   Mury Sekretu zaszczycił też były zawodnik Dream Teamu Konin, czołowy polski darter, wielce doświadczony mimo młodego wieku, zawodnik, który z reprezentacją Polski zjeździł pół świata, Szczecinianin, współorganizator tamtejszych turniejów, Mistrz Europy, człowiek, którego nie trzeba przedstawiać – Michał Skorupa! Szybko jednak zaczął udowadniać, że Mistrzostwo Europy zdobył dawano temu, w deblu, przypadkiem, i dodatkowo w półamatorskiej federacji bullshooter, w której rzuca się pewnie z odległości 1,5 metra, a bullseye jest wielkości pięści. Jego przeciwniczka Patrycja, w pierwszym legu była bliższa wygranej, minimalnie myląc się na dablu, a lega przegrała dopiero o środki. Ostatecznie Michał wygrał zasłużenie, a w drugim swym meczu zagrał już bardzo dobrze, jednak jak na złość tą partię przegrał. Pokonany został przez Romana, który zagrał jeszcze lepiej i zasłużenie przeszedł do kolejnej rundy.

   Jak burza pierwsze rundy przeszedł Marcin Kapuściński. Bezlitośnie ograł Michała, Macieja oraz Fazę, awansując do półfinału. Warto nadmienić w tym miejscu, że przy okazji turnieju zawodnicy świętowali urodziny Kazika i Michała. Zawodnicy otrzymali od kolegów gustowne prezenty: Kazik - Whisky Ballantines, a Michał - zestaw żetonów do pokera. Drugi z prezentów niemal natychmiast przeszedł chrzest bojowy i terminologia pokerowa przeplatała się z darterską do końca wieczoru.

   Robert Gaertner, który rozstawiony był z numerem jeden również przebił się do półfinału, po drodze pokonując Kazika i Błażeja. O ile z Kazikiem poradził sobie swobodnie, o tyle Błażej okazał się trudnym przeciwnikiem. Prowadził 1:0 i miał w trzecim legi 4 lotki meczowe, ale Kima zasłużenie wygrał 2:1. Tomek Siodła tym razem zawiódł w swym pierwszym meczu, a jego pogromcą okazał się Karol Olaszek, który już dawno nie wygrał meczu otwarcia. Tą ćwiartkę drabinki bez większych ceregieli pozamiatał Bolek Roszak, który poradził sobie z Karolem i Świstakiem. Ostatnim półfinalistą został Dawid Ratajczak, który po dwóch piątych miejscach z rzędu zdecydowanie okrzepł i nabrał pewności siebie. W pierwszym meczu pokonał Sąsiada, a potem poradził sobie z Mateuszem. Tu jego przygoda na prawej powinna się skończyć, gdyż kolejnym przeciwnikiem okazał się Roman Giszter, ale teoria to jedno, a praktyka – drugie. Faktem jest, że Roman grał bardzo dobrze i prowadził 1:0 po gładko wygranym pierwszym legu, ale kolejne dwa padły łupem Dawida, mimo że to nie on pierwszy meldował się przy dablu. Tym samym Dawid zapewnił sobie co najmniej piąte miejsce – już trzeci raz z rzędu.

   Półfinały przebiegły bez niespodzianek – Marcin ograł Roberta, a Dawid nie dał rady Bolkowi. A że Bolek zadowolony był już z samego awansu do finału prawej, sam nie postawił zbyt dużego oporu finałowemu przeciwnikowi. Kapusta tym samym udowodnił, że ubiegłotygodniowy nienajlepszy występ był tylko wypadkiem przy pracy.

   Na lewej sortowanie przebiegało sprawnie. Po krótkim czasie (pierwsza runda lewej rozgrywana była trochę loteryjnym systemem 301 master-out) grę zakończyli Karol, Mateusz, Janusz, Patrycja, Maciej, Barthez i Kazik. Dwaj bohaterowie ubiegłotygodniowego turnieju: Darek i Tomek wygrali po jednym tylko meczu, podobnie rzecz się miała z Arkiem Gaudynem. Gustlik niespodziewanie poległ z ręki Sąsiada, a obaj zawodnicy jak zwykle rozegrali istny horror.

   Największą niespodzianką tej części turnieju była porażka Michała Skorupy. Szczecinianin cały tydzień spędził w Koninie, nieustannie lejąc swych sparingpartnerów, a wśród nich swego imiennika Michała Pawłowskiego. Pablo pokornie dawał się obijać przez kilka dni, ale gdy przyszło do starcia turniejowego, zemścił się z nawiązką. Zasłużenie wygrał 2:0 i awansował do następnej rundy, a Skorupiak jeszcze długo nie mógł uwierzyć w swą porażkę.

   Nieźle radził sobie przy tarczy Krystian Weber. Zawodnik ten miał małe pretensje do autora ubiegłotygodniowego opisu za nazwanie jego harmoszki „harmoszką”, toteż w tym miejscu śpieszę ze sprostowaniem. Harmoszka Krystiana to oczywiście akordeon (choć wygląda identycznie jak harmoszka). Wracając do meritum – Krystian na lewej wymiatał. Pokonał Bartheza, potem Tomka Siodłę i dopiero w trzecim meczu minimalnie przegrał z Pawłem Więtkowskim.

   Roman Giszter po porażce z Dawidem zakasał rękawy i wziął się do odrabiania dystansu do czołówki, skutkiem czego już po chwili trzech dobrych zawodników (Sąsiad, Świstak i Kima) powiększyło grono kibiców. Efektywnie i efektownie radził sobie na lewej Błażej. Najpierw poradził sobie z Darkiem, potem pokonał po ciężkim meczu Fazę (i zanotował maksa), następnie bez większych problemów pokonał Dawida, mszcząc się za porażkę sprzed tygodnia. W walce o podium z Błażejem zetknął się Roman i szybko wyszedł na prowadzenie 1:0. Po chwili był już jednak remis, a w decydującym legu więcej krwi zachował kapitan Dream Teamu. Podobny przebieg miał mecz z Bolkiem. Tu również Błażej przegrywał 0:1, ale ostatecznie wygrał prezentując momentami porywającą grę. Tym samym awansował on do już czwartego w tym sezonie finału, choć dotychczas zawsze w nim dostawał lanie.

   Marcin Kapuściński w tym sezonie ani razu nie przegrał z Błażejem, toteż podszedł wyluzowany do meczu. Nim spostrzegł swój błąd było już za późno. Błażej po rewelacyjnej grze i nienagannym dablu wygrał pierwszy finał 2:0, dwukrotnie uskuteczniając 7 rundę. Dopiero trzeciego lega (czyli pierwszego w drugim finale) wyrwał przeciwnikowi Marcin, także zamykając w 7 rundzie. Na tym skończyły się emocje, bo ostatniego lega Błażej zagrał słabo i Marcinowi nie pozostało nic innego, jak postawić kropkę nad „i”. To już czwarta finałowa porażka Błażeja, a Marcin mozolnie odrabia dystans do Romana w klasyfikacji.

 

Moment turnieju: Błażej w meczu z Krystianem ma 167 na budziku i przymierza T20,T19, ale trzecia lotka minimalnie chybia celu, ku rozpaczy zawodnika.

 

Leg turnieju: Pierwszy leg Błażeja w pojedynku z Bolkiem i 16 lotka w ręku, tradycyjnie jednak chybiona.

 

Zawodnik turnieju: Marcin Kapuściński. W cuglach wygrywa turniej prezentując momentami wyśmienitą grę.

 

Niespodzianka turnieju: Porażka Michała Skorupy z Michałem Pawłowskim. Pablo grał rewelacyjnie i zasłużenie pokonał dużo bardziej utytułowanego kolegę.

 

Ślizg turnieju: Dawid Ratajczak miał dużo szczęścia w pojedynku z Romanem Giszterem. No i oczywiście Kima.

 

 

1.Marcin Kapuściński – Kapusta

2.Błażej Przybyłowicz

3.Bolesław Roszak

4.Roman Giszter

5.Robert Gaertner – Kima

5.Dawid Ratajczak

7.Krzysztof Pakosz – Faza

7.Paweł Więtkowski – Świstak

9.Dariusz Myszkun

9.Adrian Nowak – Sąsiad

9.Michał Pawłowski – Pablo

9.Krystian Weber

13.Arkadiusz Gaudyn – Gustlik

13.Adrian Marczak

13.Tomasz Siodła

13.Michał Skorupa

17.Janusz Jakimowicz

17.Patrycja Obruszkiewicz

17.Karol Olaszek

17.Maciej Szymkowiak

17.Mateusz Wendt

17.Robert Wiśniewski – Barthez

17.Tomasz Wojciechowski - Kazik

 

 

2 grudnia 2010r.

 

   Pierwszy turniej miesiąca jak zwykle przyniósł wiele niespodzianek - po części z braku rozstawień, ale po części z powodów obiektywnych, czyli dobrej postawy zawodników dotychczas drugoplanowych. Pojawił się też jeden debiutant - Tomasz Siodła. Zresztą nie tylko się pojawił, ale i zagrał. Nie tylko zagrał, ale pokazał się z dobrej strony. Nie tylko pokazał się, ale odniósł zwycięstwo. Nie tylko odniósł zwycięstwo, ale... albo o tym może później.

   Początek turnieju spokojny, choć już na starcie o pechu może mówić Świstak, który nie dość, że  jako jeden z niewielu nie miał wolnego losu, to jeszcze jego przeciwnikiem był sam Marcin Kapuściński. Mecz był zacięty, a po faworycie widać było ślady zmagań innego rodzaju, jednak Kapusta zdołał wygrać to starcie. Jak zwykle krwawą walkę stoczył Adrian Nowak, który jednak pokonany został przez Bolka Roszaka. Zawodnik ten gładko awansował do półfinału, następny przeciwnik - Janusz, również okazał się słabszy.

   Roman Giszter i Robert Gaertner zgodnie wygrali swoje mecze, lecz o ile Roman bez ceregieli teleportował Krystiana w czeluść lewej strony, o tyle Kima (jak to Kima) wyszedł z czarnej d**y. Walczył z Darkiem Myszkunem, który potrafi zagrać, choć nigdy jeszcze tego nie pokazał i po dwóch legach był remis, trochę z winy Roberta, który na dablu podziwiał widoki, zamiast zapi***lać. Trzeci leg to jednak masakra faworyta. Kima najpierw walczył z równowagą - tu wypada dodać, że autor tego tekstu, bynajmniej nie insynuuje zgubnego wpływu alkoholu na postawę Roberta. Kima grał na trzeźwo, ale zachwiania równowagi spowodowane były przeciągiem (ktoś zostawił otwarte drzwi do WC, ktoś inny spuścił wodę i tak się potoczyło) - potem walczył z koncentracją, a dopiero na końcu z przeciwnikiem. Gdy już Robert uporał się z dwoma pierwszymi aspektami gry, okazało się, że ma "dwójkę z przodu" przy dablu przeciwnika. Darek jednak miał spore problemy z zamknięciem, a Kima wrzucił drugi bieg (czyli zaczął rzucać po 45, a nie po 26). Darek, jednak spalił się zupełnie, a Robert cudem zapiął decydującego dabla, by z wyrazem triumfu na twarzy, godnym co najmniej zapięcia 12 lotki, zacząć przekonywać zgromadzonych, że to Darek omal się nie ślizgnął, a on po prostu przypieczętował swoja przewagę, mimo nieco frywolnego zejścia.

   Roman podważał Robertową klasę w tym pojedynku i po chwili mógł własnoręcznie udowodnić swoją rację, gdyż w kolejnym meczu właśnie z Kimą przyszło mu się zmierzyć. Gładko wygrał pierwszego lega, a w drugim miał kilka lotek meczowych i widać było, że już ma przygotowaną mowę w stylu "a nie mówiłem", jednak przeciwnik uwielbia takie przegrane sytuacje i hollywoodzkie comebacki. Kima wyrywa lega na 1:1, by w trzecim zażartym legu zasłużenie przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Roman z ripostą będzie musiał poczekać do kolejnego turnieju.

   O tym jak łatwo wykreować gwiazdę najdobitniej przekonał się Błażej. Tydzień wcześniej uhonorował Dawida Ratajczaka tytułem "zawodnika turnieju", głównie dla przekory, a nie za realne zasługi. Dawid jednak niespodziewanie dostał skrzydeł o powierzchni drzwi od stodoły. W pierwszym meczu trafił na z dawna nie widzianego Krzyśka Pakosza i rozegrał wyrównany pojedynek. Faza starał się jak mógł i nawet prowadził 1:0, ale potem Dawid zabił go końcówkami. Drugiego lega zamknął ze 112, a trzeciego z 94. Błażej - jako jego następny przeciwnik - uśmiechał się pod nosem, podejrzewając, że Dawid się wystrzelał, gdyż ten dabla pierwszą lotką trafia raz na rok przestępny - a tu zonk! Dawid w kolejnym pojedynku nie zwalnia tempa i Błażeja rozsmarowuje na ścianie. Pierwszego lega zamyka 19 lotką, a w drugim (już bardziej wyrównanym) dokańcza dzieła zniszczenia.

   Clue wieczoru była jednak postawa debiutanta Tomka. W pierwszej rundzie poradził sobie gładko, ale nic dziwnego, skoro miał wolny los. W drugiej natomiast stanął na przeciwko Marcina Kapuścińskiego, który sam go na turniej zaciągnął (ech, gdyby wiedział, gdyby tylko wiedział...). Tomek podszedł do linii, złapał lotki, upewnił się wzrokowo który koniec lotki trzeba skierować w stronę tarczy podczas rzutu i zaczął rzucać. Niby bez jakiejś rewelacji, ale wprawne oczy wychwyciły, że rzadko się myli na sektorze, a mimo pokracznej postawy lotka leci równo i z grubsza zgodnie z zamierzeniem zawodnika. Gdy przyszło do ustawiania dabla, wyszły niedociągnięcia taktyczne, ale gdy już go ustawił, to trafił bezbłędnie. Nim Marcin zorientował się w niebezpieczeństwie, było już za późno. Tomek wygrał zasłużenie cały mecz, a reszta faworytów w popłochu rzuciła się do drabinki, sprawdzając, czy aby na ich drodze nie pojawi się Bezszelestny Morderca Tomek.

   Faworytom się upiekło, po części dlatego, że większość z nich już i tak była na lewej, a po części dlatego, że los Tomkowi za rywala przydzielił Macieja. Trudno powiedzieć, czy Tomkowi sprzyjało tzw. szczęście początkującego, czy może zaślepiony sukcesem , nie był już w stanie zagrać tak samo dobrze. Faktem jest, że Maciej z Tomkiem stoczyli dosyć nudny pojedynek, a zwycięzcą okazał się zawodnik Dream Teamu, który w decydującym legu zamknął dopiero 45 lotką.

   Półfinały miały dosyć egzotyczny skład. Dawid miał się zamierzyć z Kimą, natomiast na Macieja czekał Bolek. Zaledwie  dwukrotnie w tym sezonie zdarzyło się, że w półfinałach zabrakło zarówno Marcina Kapuścińskiego, jak i Romana Gisztera. Jednak najciekawsze jest to, że w tych dwóch przypadkach i tak triumfował Roman, który wygrał obydwa turnieje po angielsku - czyli z lewej strony! Back to reality - zarówno Dawid, jak i Maciej nie pofikali zbytnio, w duchu zapewne i tak ciesząc się z wysokiego miejsca i pokaźnej zdobyczy punktowej. W samym finale prawej dosyć łatwo Robert poradził sobie z Bolkiem, i to bez ślizgu, co warto podkreślić jako rzadką okoliczność.

   Na lewej szybko grono aniołków powiększyli Karol, Marcin J., Pablo, Świstak, Patrycja i Kazik. Z dobrej strony pokazał się Sąsiad, który wygrał trzy mecze, eliminując swojego sąsiada Błażeja (pierwszy raz w tym sezonie). Szybko doszło do starcia gigantów - Roman gładko pokonał Marcina Kapuścińskiego, który zaliczył najgorszy występ w tym sezonie. Marcin dotychczas tylko raz wypadł poza pierwszą trójkę, więc dziewiąte miejsce przyjął z lekką dezaprobatą. Roman natomiast wyciąwszy najgroźniejszego rywala gładko dryfował w stronę finału. Do czasu jednak.

   Otóż na lewej uchował się jeden bączek (Darek Myszkun), który strasznie się zawziął po meczu z Kimą i postanowił nie przegrywać zbyt szybko. Już na starcie przekonał się o tym Świstak, było nie było, klasowy zawodnik. Potem Darek dosadnie udowodnił Krystianowi, że maszyna do darta to nie harmoszka i awansował do kolejnej rundy. Później było podobnie:ani Tomek, ani Janusz, ani Dawid nie zdołali zatrzymać Darka w drodze na Olimp. Wszystko to jednak było tylko przystawką do dania głównego. Darek ograł gładko i zasłużenie Romana Gisztera. No może nie do końca gładko, ale zasłużenie na pewno. Roman nie spodziewał się takiego oporu i zanim się obejrzał, już było po meczu.

   Dopiero w finale lewej strony Bolek donośnym podwójnym capstrzykiem dał znać przeciwnikowi, że czas już iść spać. Nie zmienia to faktu, że Darek w tym jednym turnieju wygrał dwa razy więcej meczów, niż w wszystkich pozostałych turniejach tego sezonu. Bolek tymczasem zawitał z powrotem na prawą, by zemścić się na Kimie za porażkę. Finał wyglądał jak jazda ścigaczem przez miasto. Gaaaaz, światła, gaaaaz, światła, gaaaaz, et cetera. Oczywiście za ścigacza robił Bolek, a za światła Kima, któremu wypuszczenie jednej lotki zajmowało tyle samo czasu, ile Bolkowi wyrzucenie trzech, wyjęcie ich z tablicy, powrót za linię i napicie się piwa. Pierwszego lega gładko i zasłużenie wygrał Bolek, który z Kimy zrobił miazgę. Drugi był już wyrównany, a Kima błysnął książkowym zamknięciem ze 104: 18,T18,D16 w siódmej rundzie. W trzecim legu to Robert nadal wiódł prym i zasłużenie wygrał 2:1, po zamknięciu w 8 rundzie.

 

Moment turnieju: Tomek Siodła w meczu z Marcinem Kapuścińskim  ma 83 punkty i rzuca 20,20,20 wywołując konsternację doświadczonych graczy. Ci podpowiadają mu, że musi skończyć dablem, czyli podwójną. Tomek ustawia trzema lotkami D7 i przed kolejną rundą upewnia się: "Jak trafie, to koniec lega, tak? Ale na pewno?" - po czym trafia bezbłędnie pierwszą lotką.

 

Leg turnieju: Pierwszy leg finału. Bolek Roszak gra wręcz genialnie i zamyka lega 16 lotką, wybudzając Kimę z drzemki.

 

Zawodnik turnieju: Dariusz Myszkun. Wygrał 6 meczów na lewej, w pokonanym polu zostawiając m.in. Świstaka i Romana. Brawo.

 

Niespodzianka turnieju: Ex aequo: wygrana Darka Myszkuna nad Romanem Giszterem i Tomka Siodły nad Marcinem Kapuścińskim.

 

Ślizg turnieju: Robert Gaertner chyba nie wie, że za największą ilość wyróżnień w tej kategorii nie ma żadnej nagrody, bo kosi kolejne wyróżnienia z uporem maniaka. Tym razem łyżwy w pojedynkach z Darkiem i Romanem.

 

1.Robert Gaertner - Kima

2.Bolesław Roszak

3.Dariusz Myszkun

4.Roman Giszter

5.Dawid Ratajczak

5.Maciej Szymkowiak

7.Janusz Jakimowicz

7.Adrian Nowak - Sąsiad

9.Marcin Kapuściński - Kapusta

9.Krzysztof Pakosz - Faza

9.Błażej Przybyłowicz

9.Tomasz Siodła

13.Marcin Jakubowicz

13.Patrycja Obruszkiewicz

13.Krystian Weber

13.Tomasz Wojciechowski - Kazik

17.Karol Olaszek

17.Michał Pawłowski - Pablo

17.Paweł Więtkowski - Świstak

 

 

design by sailorripley