|
|
Lp |
Nazwisko i imię |
2.12 |
9.12 |
15.12 |
22.12 |
29.12 |
suma |
maksy |
zamknięcia |
|
1 |
Gaertner Robert |
20 |
8 |
18 |
22 |
20 |
88 |
|
|
|
2 |
Kapuściński Marcin |
4 |
20 |
14 |
18 |
12 |
68 |
3 |
|
|
3 |
Roszak Bolesław |
16 |
12 |
10 |
12 |
8 |
58 |
1 |
|
|
4 |
Giszter Roman |
10 |
10 |
|
14 |
16 |
50 |
|
112 |
|
5 |
Przybyłowicz Błażej |
4 |
16 |
1 |
8 |
6 |
35 |
1 |
|
|
6 |
Szymkowiak Maciej |
8 |
1 |
2 |
10 |
10 |
31 |
|
|
|
7 |
Pakosz Krzysztof |
4 |
6 |
6 |
10 |
|
26 |
1 |
|
|
8 |
Ratajczak Dawid |
8 |
8 |
1 |
4 |
2 |
23 |
|
112 |
|
9 |
Jakimowicz Janusz |
6 |
1 |
8 |
6 |
1 |
22 |
1 |
|
|
10 |
Więtkowski Paweł |
1 |
6 |
|
6 |
8 |
21 |
1 |
|
|
11 |
Myszkun Dariusz |
12 |
4 |
1 |
2 |
1 |
20 |
|
127 |
|
12 |
Nowak Adrian |
6 |
4 |
1 |
2 |
6 |
19 |
|
|
|
13 |
Pawłowski Michał |
1 |
4 |
4 |
4 |
4 |
17 |
1 |
|
|
14 |
Tichoń Jakub |
|
|
6 |
6 |
4 |
16 |
|
|
|
15 |
Gaudyn Arkadiusz |
|
2 |
4 |
4 |
4 |
14 |
|
|
|
15 |
Marczak Adrian |
|
2 |
2 |
8 |
2 |
14 |
|
|
|
17 |
Wojciechowski Tomasz |
2 |
1 |
2 |
6 |
2 |
13 |
|
114 |
|
18 |
Siodła Tomasz |
4 |
2 |
|
2 |
1 |
9 |
|
|
|
19 |
Weber Krystian |
2 |
4 |
|
|
1 |
7 |
|
|
|
20 |
Łukowski Rafał |
|
|
|
2 |
4 |
6 |
|
|
|
20 |
Obruszkiewicz Patrycja |
2 |
1 |
2 |
|
1 |
6 |
|
|
|
20 |
Olaszek Karol |
1 |
1 |
|
2 |
2 |
6 |
|
|
|
20 |
Wendt Mateusz |
|
1 |
|
4 |
1 |
6 |
|
|
|
24 |
Jakubowicz Marcin |
2 |
|
|
|
1 |
3 |
|
|
|
24 |
Szymkowiak Krzysztof |
|
|
|
2 |
1 |
3 |
|
|
|
26 |
Plichta Michał |
|
|
|
2 |
|
2 |
|
|
|
26 |
Skorupa Michał |
|
2 |
|
|
|
2 |
|
|
|
26 |
Szymkowiak Michał |
|
|
|
2 |
|
2 |
|
|
|
29 |
Walkiewicz Adrianna |
|
|
|
1 |
|
1 |
|
|
|
29 |
Wiśniewski Robert |
|
1 |
|
|
|
1 |
|
|
30 grudnia
2010r.
Ostatni turniej 2010 roku okazał się - podobnie jak poprzednie, niezmiernie
ciekawy. Dwadzieścia cztery osoby stawiły się do gry, co jest rewelacyjnym
wynikiem, nie zagrał Krzysiek Pakosz, który doznał kontuzji, ale kibicował
kolegom w miarę malejących z każdym piwem możliwości.
Kima garściami korzysta z dobrodziejstw rozstawienia i po trzech pewnych
zwycięstwach doszedł aż do finału prawej strony. W półfinale pokonał Macieja
Szymkowiaka, który drugi raz z rzędu wykorzystuje rewelacyjne losowanie
(żadnego wymiatacza w ćwiartce). Inna sprawa, że każdy z tej ćwiartki mógł się
cieszyć z losowania, a nie każdy potrafił to wykorzystać. Sąsiad wygrał w
niej aż dwa mecze, lecz w walce o półfinał właśnie od Macieja okazał się
słabszy. Może być jednak zadowolony, gdyż to pierwszy turniej w tym miesiącu,
którego nie zaczyna od porażki. W poprzednich czterech już po pierwszym meczu,
czekała go walka o przetrwanie.
Gładko swoją ćwiartkę
wygrał Roman, bez ceregieli odprawiając Mateusza, Dawida i
Błażeja, nie bacząc na ich (tylko werbalne) protesty. Największą
niespodzianką tej fazy turnieju była porażka Janusza, który ostatnio
prezentuje równą grę. Jego pogromcą okazał się wirtuoz harmoszki
akordeonu - Krystian. Marcin Kapuściński, mimo rozstawienia i
dobrej gry przegrał z Bolkiem Roszakiem. Porażkę Marcin tłumaczył
awarią maszyny, która rzekomo nie zaliczyła mu 8 lotek. Przez skromność jednak
nie dodał, że tyle lotek to suma za całego miesiąca, dla efektu jeszcze
pomnożona przez dwa. Ciekawostką jest fakt, że w pewnym momencie Marcin
trafił T20,T20 i gdyby trzecią lotką zdecydował się mierzyć w ten sam sektor
wygrałby całoroczną klasyfikację maksów, przestawił się jednak na T18. Mecz i
tak przegrał, a zwycięzcą klasyfikacji maksów (nikt więcej w tym dniu już takiej
próby nie uzyskał) został Paweł Więtkowski. Zaliczył on piętnaście maksów
w 2010 roku i choć Marcin miał ich tyle samo, to z formalnego punktu
widzenia trzy z nich to nie były maksy tylko asy (3xT19). Bolek, dla
którego była to ważna próba cieszył się niezmiernie. Dotychczas w grudniu
regularnie wygrywał - 22 zwycięstwa przy 8 porażkach, ale mimo tak pokaźnego
dorobku próżno szukać wśród jego skalpów wymiatacza. W grudniu przegrał
trzykrotnie z Kimą, dwukrotnie z Kapustą i dwukrotnie z Romanem,
ale żadnego z tych zawodników nie pokonał ani razu. Świetny wynik zbudowała mu
rewelacyjna drabinka, którą jednak do maksimum wykorzystywał. Tym razem jednak
gdy los się odwrócił, zawodnik ten pokonał Marcina Kapuścińskiego, zaraz
jednak przegrał ze Świstakiem, który w tym sezonie nie zachwycał.
Najbardziej z sytuacji
cieszył się Roman, który wolał grać z Pawłem, niż z Marcinem
lub Bolkiem (którzy dodatkowo wyprzedzali go w klasyfikacji. Świstak
musiał uznał wyższość Romana i ten awansował do finału prawej, gdzie
jednak czekał odrodzony Kima. Robert, wcześniej wymieniany jednym
tchem z faworytami, ostatnio usunął się nieco w cień, oddając pole Romanowi
i Marcinowi. W 2008 wygrał aż 11 miesięcy, w 2009 - już tylko dwa
(listopad i grudzień). Od roku jednak tandem - Roman-Kapusta nikomu nie
pozwolił wygrać klasyfikacji miesięcznej. W grudniu przyszło jednak przełamanie.
Kima grał rewelacyjnie, wygrał aż trzy turnieje, i przed finałowym
ostatnim pojedynkiem już wiedział, że wreszcie wróci na pierwsze miejsce. W
walce o finał prawej Robert okazał się lepszy i spokojnie czekał na
rozwój wypadków. Na lewej
podział zawodników na grających i kibiców przebiegał sprawnie, szybko na ciemną
stronę księżyca przeszli Marcin Jakubowicz, Krystian H., Szymon,
Darek, Tomek Siodła, Mateusz, Janusz i Patrycja.
Zresztą wszyscy zawodnicy, który od razu spadli na lewą, pokazali swój kunszt w
przegrywaniu. Żaden nie awansował do ósemki, zwykle po jednym dwóch meczach
przegrywając. Wyjątkiem oczywiście był Marcin Kapuściński, który zupełnie
przypadkowo znalazł się w tym gronie i z każdą kolejną rundą postanowił to
udowadniać. Nieszczęście znalezienia się na jego muszce mieli kolejno Marcin
Jakubowicz, Karol, Gustlik, Sąsiad, Świstak i
Maciej, który jednak wcześniej odniósł duży sukces, pokonując Bolka.
Marsz zwycięstwa
zakończył Roman, który pokonał Marcina 2:1 i awansował do finału
turnieju. Tym samym zapewnił sobie zwycięstwo w całej klasyfikacji rocznej.
Roman z 41 turniejów, w których brał udział aż 25-krotnie awansował do
finału. Ta rozgrywka stała na niezłym poziomie, choć obaj zawodnicy potrafili
wcześniej pokazywać dużo lepsze fajerwerki. Roman gładko wygrał
pierwszego lega, a drugiego rozpoczął huraganowo: 121, 76 (dwie lotki - trzeciej
maszyna nie zaliczyła), 79,83, jednak na dablu zgubiła go nonszalancja i
Robert skradł tego lega w dobrze znanym bywalcom Sekretu stylu.
Trzeci leg również na swoje konto zapisał Roman i sędzia zarządził drugą
potyczkę finałową. Roman znów wyszedł na prowadzenie, ale potem pozwolił
się dogonić, przy okazji popełniając błędy taktyczne (przy 82 rzucanie w sektor
20). Decydujący leg to piękna obustronnie gra i minimalnie lepsza końcówka
Roberta, który w 8 rundzie rozstrzygnął na swoją korzyść losy turnieju.
Moment turnieju: W pierwszej rundzie Tomek Siodła mierząc
się z Darkiem Myszkunem ma na budziku 128 i przymierza D20,T20 i D19.
Fura - Pitagoras by sobie żyły podciął gdyby to widział.
Leg turnieju: Obydwa wygrane przez Romana Gisztera legi z
pojedynku z Dawidem Ratajczakiem. Roman wdeptał w ziemię
przeciwnika zostawiając mu "dwójkę na budziku".
Zawodnik turnieju: (broniłem się jak mogłem, ale w końcu) należy
oddać cesarzowi co cesarskie. Robert Gaertner. Najlepszy w tym turnieju i
w całym miesiącu. Brawo!
Niespodzianka turnieju: Zwycięstwo Krystiana Webera nad
Januszem Jakimowiczem, oraz Macieja Szymkowiaka nad Bolkiem
Roszakiem.
Ślizg turnieju: Bolek Roszak pokonuje Błażeja
Przybyłowicza, mimo, że w połowie lega miał już pełne gacie, gdy przegrywał
0:1 i miał 200 punktów przy dablu przeciwnika. Błażej jednak przy D18
lotkami zahaczał przy rzucie o sufit, toteż przedwcześnie zakończył ten rok.
1.Robert Gaertner - Kima 2.Roman
giszter 3.Marcin Kapuściński - Kapusta
4.Maciej Szymkowiak 5.Bolesław Roszak
5.Paweł Więtkowski - Świstak 7.Adrian
Nowak - Sąsiad 7.Błażej Przybyłowicz
9.Arkadiusz Gaudyn - Gustlik 9.Rafał
Łukowski 9.Michał Pawłowski - Pablo
9.Jakub Tichoń 13.Adrian Marczak
13.Karol Olaszek 13.Dawdi Ratajczak
13.Tomasz Wojciechowski - Kazik
17.Janusz Jakimowicz 17.Marcin
Jakubowicz 17.Dariusz Myszkun
17.Patrycja Obruszkiewicz 17.Tomasz
Siodła 17.Krzysztof Szymkowiak - Szymon
17.Krystian Weber 17.Mateusz Wendt
23 grudnia2010r.
Po słabym frekwencyjnie turnieju sprzed tygodnia, ostatni czwartek przyniósł
zaskakującą odmianę. Aż 25 osób zapisało się do gry, co jest tegorocznym
rekordem (nie wliczając oczywiście Inwazji na Konin). Oprócz stałych bywalców
pojawił się dawno nie widziany Szymon, który przyjechał z UK, Rafał Łukowski
(ostatnio zagrał na początku listopada), a także Muminki czyli Ada i
Michał.
Już w pierwszej rundzie odbyło się klika szlagierowych spotkań. Sąsiad jak
zwykle trafił na Świstaka i przegrał minimalnie 1:2, Kuba odprawił z kwitkiem
Fazę, a Błażej zrewanżował się Gustlikowi za porażkę sprzed tygodnia.
Swoją ćwiartkę gładko wygrał rewelacyjnie spisujący się w tym miesiącu Robert
Gaertner. Zasłużenie pokonał Świstaka i Kubę, mimo, że obaj
zawodnicy to wymagający rywale.
Pozostałe ćwiartki też padły łupem faworytów. Marcin Kapuściński zdeptał
Dawida i Błażeja, by w półfinale trafić na Romana Gisztera.
Roman stoczył piękny pojedynek z Bolkiem, który grudzień może
zaliczyć do bardzo udanych okresów. Bolo miał szansę na zwycięstwo, ale
dwa piekielne finisze Romana załatwiły sprawę. Pierwszego lega zawodnik
Sekretu zamknął ze 112 (już trzeci taki HF w tym sezonie), a drugiego - z
92. W kolejnym meczu Roman przegrał z Kapustą 1:2, mimo pięknej
gry. Ostatnim półfinalistą
został Maciej Szymkowiak. Zawodnik Dream Teamu ma ostatnio dobry
okres, choć trzeba przyznać, że losowanie miał wyśmienite. Najpierw poradził
sobie z Darkiem Myszkunem, potem zrzucił na lewą własnego ojca -
Szymona, by w ćwierćfinale pokonać Adriana Marczaka. W półfinale
Kima nie dał już Maćkowi szans, pewnie pieczętując awans do finału
prawej. W finale prawej rozpędzony Marcin Kapuściński zasłużenie pokonał
Kimę i zanotował swój trzeci z rzędu awans do finału turnieju.
Najlepsza w przegrywaniu okazała się Ada, ale zaraz za nią na finiszował
peleton mniej i bardziej doświadczonych zawodników: Tomek Siodła,
Karol, Michał Plichta, Darek, Rafał i Sąsiad.
Adrian Nowak kontynuuje fatalną serię. W pierwszym turnieju po dwóch
zwycięstwach zajął 7 miejsce, ale w kolejnych trzech turniejach nie odniósł już
ani jednego zwycięstwa. Na tym samym etapie zakończył udział tandem Szymon &
son. Obaj Panowie Szymkowiakowie oddali swe mecze walkowerem.
Zawodnik turnieju sprzed tygodnia na lewej długo miejsca nie zagrzał. Najpierw
po ekscytującym pojedynku wyeliminował Pablo, by niespodziewanie ulec
Adrianowi Marczakowi. Inny zawodnik Dream Teamu - Kazik wygrał dwa
mecze. Zostawił w pokonanym polu Michała Plichtę i Mateusza, w tym
drugim meczu popisując się najwyższym zamknięciem tego dnia: 114, który to wynik
uskutecznił za pomocą klasycznego szanghaja na dziewiętnastkach. Nadal fatalną
serię kontynuuje Gustlik. Jeszcze w listopadzie zdołał dwukrotnie wdrapać
się na podium (raz wygrał cały turniej), ale potem już się do owych wyników nie
zbliżył. Kolejno zajmował miejsca 9, 13, 7 i w czwartek znów 13. Tym razem jego
pogromcami okazali się Błażej i Świstak, choć ten drugi mecz
spokojnie mógł rozstrzygnąć się w drugą stronę.
Nie do przejścia w tej
połówce lewej strony był Bolek, który kolejnych zawodników niezależnie od
umiejętności zbił na kwaśne jabłko. Pechowcami, którzy znaleźli się na jego
drodze byli Kazik, Błażej i Maciej. Drugą połówkę drabinki
elegancko zamiatał Faza, mimo, że przebijał się z samego dołu. Pokonał
Adę, Rafała, Dawida, Kubę (walkower) i Adriana.
Kolejny w kolejce Roman, nie miał zamiaru podzielić losu poprzedników i
przyłożył się do meczu. Faza robił co mógł, ale musiał uznać wyższość
przeciwnika, na osłodę pozostaje mu jednak zaliczony maks, drugi w tym sezonie,
ale dopiero czwarty w ciągu ostatnich czterech lat. Roman tymczasem w
kolejnym pojedynku pokonał Bolka i stanął do walki o finał turnieju.
Przyznać jednak trzeba,
że Kima w grudniu nie odpuszcza, jak zwykle imponując spokojem i
skupieniem. Po zaciętej walce pokonał lidera klasyfikacji i po raz drugi z rzędu
stanął do walki finałowej. Przeciwnikiem jego był Kapusta, a obaj Panowie
podeszli do gry wybitnie zmobilizowani. Marcin postanowił nie dopuścić do
sytuacji sprzed tygodnia, gdzie przegrał 0:4 i rozpoczął nawałnicę dzwonków.
Pierwszego lega wygrał gładko, w czym wydatnie pomógł mu rzucony maks. W drugim
rzucił maksa na otwarciu i przewagę dowiózł do końca. Prawie. Na dablu
minimalnie się pomylił przez dwie rundy i Kima z gracją Katariny Witt
prześlizgnął się po przeciwniku. Trzeciego lega Robert wygrał zasłużenie
wykorzystując słabszą grę Marcina. Drugi finał był równie urzekający. Po
genialnej grze obu zawodników był remis, ale w decydującym legu znów lepiej
zagrał Robert i zasłużenie, choć z pewnością szczęśliwie wygrał swój
trzeci turniej w tym miesiącu.
Moment turnieju: Arek Gaudyn w meczu ze Świstakiem,
w decydującym legu ma na budziku 58 i tylko jedna lotka dzieli go od dabla.
Pozornie. Gustlik trafia 1 (zamiast 18), 2 (zamiast 17), 2 (zamiast 15).
W kolejnej rundzie kontynuuje festiwal pomyłek: 6 (zamiast 13) i furuje T19
(zamiast 7/19). Lega przegrywa.
Leg turnieju: Prawie wszystkie legi finałowe. Rewelacyjna gra obu
konińskich dominatorów, którzy przypomnieli, że niegdyś tworzyli epickie
widowiska w Sekrecie.
Zawodnik turnieju: Bolesław Roszak. Momentami porywająca
gra i minimalna porażka (dwukrotnie z Romanem). Wyróżnienie trochę też za
całokształt jego dokonań w ostatnich turniejach.
Ślizg turnieju: Janusz Jakimowicz może dziękować niebiosom
za zwycięstwo nad Michałem Pawłowskim. W trzecim legu odrobił ponad
dwustupunktową stratę i wygrał 2:1.
Niespodzianka turnieju: Zwycięstwo Adriana Marczaka nad
Januszem Jakimowiczem i wysokie 7 miejsce tegoż zawodnika. Brawo.
1.Robert Gaertner - Kima 2.Marcin
Kapuściński - Kapusta 3.Roman Giszter
4.Bolesław Roszak 5.Krzysztof Pakosz -
Faza 5.Maciej Szymkowiak
7.Adrian Marczak 7.Błażej Przybyłowicz
9.Janusz Jakimowicz 9.Jakub Tichoń
9.Paweł Więtkowski - Świstak 9.Tomasz
Wojciechowski - Kazik 13.Arkadiusz
Gaudyn - Gustlik 13.Michał Pawłowski -
Pablo 13.Dawid Ratajczak
13.Mateusz Wendt 17.Rafał Łukowski
17.Dariusz Myszkun 17.Adrian Nowak -
Sąsiad 17.Karol Olaszek
17.Michał Plichta 17.Tomasz Siodła
17.Krzysztof Szymkowiak - Szymon
17.Michał Szymkowiak 25.Adrianna
Walkiewicz
16 grudnia 2010r.
Trzeci turniej grudnia przyniósł niespodziewane załamanie frekwencji. Tylko
szesnaścioro zawodników zapisało się do gry i jest to najgorszy wynik w sezonie.
Od września ani razu nie uruchamiano drabinki 16-tki, a ostatni raz mniej osób
było w lutym 2010r.
Pierwsza runda obyła się
bez niespodzianek - chyba, że za taką uznać porażkę Dawida Ratajczaka z
Kubą Tichoniem. Jeszcze niedawno zdecydowanym faworytem byłby Kuba,
ale Dawid ostatnio imponował grą, toteż gładka porażka tego zawodnika
jest nieco zaskakująca.
Bolek Roszak dobrą
grą w poprzednich zawodach zasłużył sobie na rozstawienie, ale chyba sam nie
spodziewał się, że losowanie będzie miał tak rewelacyjne. Wprawdzie Kazik,
Faza i Kuba to solidni zawodnicy, ale w swej połówce Bolek
nie spotkał żadnego wymiatacza absolutnego. To już trzeci turniej z rzędu, gdy
Bolkowi sprzyja fortuna. W pierwszym turnieju grudnia do finału prawej
doszedł po trupach Karola, Sąsiada, Janusza i Macieja,
natomiast w drugim do tego samego etapu dobrnął po zwycięstwach nad Karolem,
Świstakiem i Dawidem. Niepojęte, by aż przez trzy turnieje
dochodzić do finału prawej i ani razu nie natknąć się na Kapustę,
Romana, Kimę, czy choćby Gustlika. Tym razem Bolo
męczył się strasznie i po ciężkich bojach zwyciężył swych trzech rywali, z
każdym razem notując wynik 2:1.
Skoro Bolek miał czystą drogę do finału to oznacza to, że w drugiej było
ciasno. Gustlik pokonał Błażeja i przegrał z Kimą.
Robert natomiast po dwóch zwycięstwach, w półfinale musiał uznać wyższość
Marcina Kapuścińskiego. W finale prawej Marcin ograł Bolka i
oczekiwał na finałowego przeciwnika.
Jak zwykle więcej działo się na lewej. Najlepszym zawodnikiem w przegrywaniu
okazał się Błażej Przybyłowicz, o włos wyprzedzając Darka,
Dawida i Sąsiada. Błażeja pokonał Maciej Szymkowiak po
zaciętym pojedynku, Darka odprawił świetnie rzucający tego dnia Michał,
Dawid niespodziewanie odpadł z ręki Adriana Marczaka, a Sąsiad
podłożył się Kazikowi, myślami będąc już przy pokerowym stoliku, który
właśnie montował się w rogu sali.
Niewiele gorsi od wymienionej czwórki w przegrywaniu okazali się wspomniany
Maciej (przegrał ze swym sensei - Fazą), Kazik, Adrian
i Patrycja. Warto nadmienić, że w meczu z Patrycją Michał rzucił
pierwszego turniejowego maksa od trzech lat! Bohaterem lewej strony był jednak
Janusz Jakimowicz. W ostatnim turnieju zaliczył klasycznego suchara, ale
w czwartek prezentował się bardzo solidnie. Najpierw pokonał nieprzewidywalnego
Darka, potem poległ z ręki Kapusty, a na lewej po pokonaniu
Adriana Marczaka, odesłał z kwitkiem samego Gustlika. Jakby tego było
mało, spadochroniarz z prawej - Kuba również nie dał mu rady. Dopiero
Kima jak zwykle popsuł całą zabawę wygrywając gładko i zasłużenie.
Robert Gaertner na
lewej nie dawał przeciwnikom większych złudzeń i w walce o finał pokonał
Bolka Roszaka. W finale na Roberta czekał już Marcin Kapuściński.
Niegdyś obaj zawodnicy spotykali się w co drugim finale turnieju, ale w 2010r.
dopiero szósty raz stanęli na przeciwko siebie w finałowej grze. Co ciekawe -
mimo, że to Marcin jest wyżej w tabeli, Robert częściej ogrywał w
finale swego kolegę z drużyny. Tym razem było podobnie. Mecz był zacięty, ale
lepszy był Kima, który obydwa finały wygrał do zera, choć Marcin
miał wiele szans na odwrócenie losów pojedynku.
Moment turnieju: Drugi leg pierwszego finału. Marcin
Kapuściński mając 48 na zegarze furuje rzutem w T16, Robert nie wykorzystuje
szansy i Marcin po raz kolejny staje na linii i trafia w... T16. Druga
fura. Robert wygrywa lega i pierwszy z finałów.
Leg turnieju: Piękna gra Bolka Roszaka w meczu z Kubą
Tichoniem i rewelacyjny pierwszy leg.
Zawodnik turnieju: Janusz Jakimowicz. Na lewej pokonał
dwóch wyżej rozstawionych rywali, w tym Arka Gaudyna, udowadniając, że 9
miejsce z okręgówki specjalnej nie było przypadkiem.
Niespodzianka turnieju: Porażka Arka Gaudyna z Januszem
Jakimowiczem i zwycięstwo Adriana Marczaka nad Dawidem
Ratajczakiem należały do najbardziej niespodziewanych rozstrzygnięć
turnieju.
Ślizg turnieju: Robert Gaertner powrócił w wielkim stylu.
Po kilku naciąganych ślizgach Kima wreszcie pokazał, skąd łatka fuksiarza
się wzięła. W pierwszym pojedynku Maciej Szymkowiak mógł i powinien
zrzucić go na lewą, ale Robert odrobił ponad dwustupunktową stratę.
1.Robert Gaertner - Kima 2.Marcin
Kapuściński - Kapusta 3.Bolesław Roszak
4.Janusz Jakimowicz 5.Krzysztof Pakosz
- Faza 5.Jakub Tichoń
7.Arkadiusz Gaudyn - Gustlik 7.Michał
Pawłowski - Pablo 9.Adrian Marczak
9.Patrycja Obruszkiewicz 9.Maciej
Szymkowiak 9.Tomasz Wojciechowski -
Kazik 13.Dariusz Myszkun
13.Adrian Nowak - Sąsiad 13.Błażej
Przybyłowicz 13.Dawid Ratajczak
9 grudnia 2010r.
W drugim turnieju grudnia wzięło udział aż 23 zawodników. Chyba. Sędzia
zawodów tak się zakręcił przy rozlosowaniu drabinki, że do teraz nie ustalono
prawdziwej liczby zawodników. Wśród nich po raz drugi pojawił się Tomek
Siodła, który w ubiegłotygodniowym debiucie był autorem największej
sensacji.
Mury
Sekretu zaszczycił też były zawodnik Dream Teamu Konin, czołowy
polski darter, wielce doświadczony mimo młodego wieku, zawodnik, który z
reprezentacją Polski zjeździł pół świata, Szczecinianin, współorganizator
tamtejszych turniejów, Mistrz Europy, człowiek, którego nie trzeba przedstawiać
– Michał Skorupa! Szybko jednak zaczął udowadniać, że Mistrzostwo Europy
zdobył dawano temu, w deblu, przypadkiem, i dodatkowo w półamatorskiej federacji
bullshooter, w której rzuca się pewnie z odległości 1,5 metra, a bullseye jest
wielkości pięści. Jego przeciwniczka Patrycja, w pierwszym legu była
bliższa wygranej, minimalnie myląc się na dablu, a lega przegrała dopiero o
środki. Ostatecznie Michał wygrał zasłużenie, a w drugim swym meczu
zagrał już bardzo dobrze, jednak jak na złość tą partię przegrał. Pokonany
został przez Romana, który zagrał jeszcze lepiej i zasłużenie przeszedł
do kolejnej rundy.
Jak burza
pierwsze rundy przeszedł Marcin Kapuściński. Bezlitośnie ograł Michała,
Macieja oraz Fazę, awansując do półfinału. Warto nadmienić w tym
miejscu, że przy okazji turnieju zawodnicy świętowali urodziny Kazika i
Michała. Zawodnicy otrzymali od kolegów gustowne prezenty: Kazik -
Whisky Ballantines, a Michał - zestaw żetonów do pokera. Drugi z
prezentów niemal natychmiast przeszedł chrzest bojowy i terminologia pokerowa
przeplatała się z darterską do końca wieczoru.
Robert
Gaertner, który rozstawiony był z numerem jeden również przebił się do
półfinału, po drodze pokonując Kazika i Błażeja. O ile z
Kazikiem poradził sobie swobodnie, o tyle Błażej okazał się trudnym
przeciwnikiem. Prowadził 1:0 i miał w trzecim legi 4 lotki meczowe, ale Kima
zasłużenie wygrał 2:1. Tomek Siodła tym razem zawiódł w swym pierwszym
meczu, a jego pogromcą okazał się Karol Olaszek, który już dawno nie
wygrał meczu otwarcia. Tą ćwiartkę drabinki bez większych ceregieli pozamiatał
Bolek Roszak, który poradził sobie z Karolem i Świstakiem.
Ostatnim półfinalistą został Dawid Ratajczak, który po dwóch piątych
miejscach z rzędu zdecydowanie okrzepł i nabrał pewności siebie. W pierwszym
meczu pokonał Sąsiada, a potem poradził sobie z Mateuszem. Tu jego
przygoda na prawej powinna się skończyć, gdyż kolejnym przeciwnikiem okazał się
Roman Giszter, ale teoria to jedno, a praktyka – drugie. Faktem jest, że
Roman grał bardzo dobrze i prowadził 1:0 po gładko wygranym pierwszym
legu, ale kolejne dwa padły łupem Dawida, mimo że to nie on pierwszy
meldował się przy dablu. Tym samym Dawid zapewnił sobie co najmniej piąte
miejsce – już trzeci raz z rzędu.
Półfinały
przebiegły bez niespodzianek – Marcin ograł Roberta, a Dawid
nie dał rady Bolkowi. A że Bolek zadowolony był już z samego
awansu do finału prawej, sam nie postawił zbyt dużego oporu finałowemu
przeciwnikowi. Kapusta tym samym udowodnił, że ubiegłotygodniowy
nienajlepszy występ był tylko wypadkiem przy pracy.
Na lewej
sortowanie przebiegało sprawnie. Po krótkim czasie (pierwsza runda lewej
rozgrywana była trochę loteryjnym systemem 301 master-out) grę zakończyli
Karol, Mateusz, Janusz, Patrycja, Maciej,
Barthez i Kazik. Dwaj bohaterowie ubiegłotygodniowego turnieju:
Darek i Tomek wygrali po jednym tylko meczu, podobnie rzecz się miała
z Arkiem Gaudynem. Gustlik niespodziewanie poległ z ręki
Sąsiada, a obaj zawodnicy jak zwykle rozegrali istny horror.
Największą
niespodzianką tej części turnieju była porażka Michała Skorupy.
Szczecinianin cały tydzień spędził w Koninie, nieustannie lejąc swych
sparingpartnerów, a wśród nich swego imiennika Michała Pawłowskiego.
Pablo pokornie dawał się obijać przez kilka dni, ale gdy przyszło do starcia
turniejowego, zemścił się z nawiązką. Zasłużenie wygrał 2:0 i awansował do
następnej rundy, a Skorupiak jeszcze długo nie mógł uwierzyć w swą
porażkę.
Nieźle
radził sobie przy tarczy Krystian Weber. Zawodnik ten miał małe pretensje
do autora ubiegłotygodniowego opisu za nazwanie jego harmoszki „harmoszką”,
toteż w tym miejscu śpieszę ze sprostowaniem. Harmoszka Krystiana to
oczywiście akordeon (choć wygląda identycznie jak harmoszka). Wracając do
meritum – Krystian na lewej wymiatał. Pokonał Bartheza, potem
Tomka Siodłę i dopiero w trzecim meczu minimalnie przegrał z Pawłem
Więtkowskim.
Roman
Giszter po porażce z Dawidem zakasał rękawy i wziął się do odrabiania
dystansu do czołówki, skutkiem czego już po chwili trzech dobrych zawodników (Sąsiad,
Świstak i Kima) powiększyło grono kibiców. Efektywnie i efektownie
radził sobie na lewej Błażej. Najpierw poradził sobie z Darkiem,
potem pokonał po ciężkim meczu Fazę (i zanotował maksa), następnie bez
większych problemów pokonał Dawida, mszcząc się za porażkę sprzed
tygodnia. W walce o podium z Błażejem zetknął się Roman i szybko
wyszedł na prowadzenie 1:0. Po chwili był już jednak remis, a w decydującym legu
więcej krwi zachował kapitan Dream Teamu. Podobny przebieg miał mecz z
Bolkiem. Tu również Błażej przegrywał 0:1, ale ostatecznie wygrał
prezentując momentami porywającą grę. Tym samym awansował on do już czwartego w
tym sezonie finału, choć dotychczas zawsze w nim dostawał lanie.
Marcin
Kapuściński w tym sezonie ani razu nie przegrał z Błażejem, toteż
podszedł wyluzowany do meczu. Nim spostrzegł swój błąd było już za późno.
Błażej po rewelacyjnej grze i nienagannym dablu wygrał pierwszy finał 2:0,
dwukrotnie uskuteczniając 7 rundę. Dopiero trzeciego lega (czyli pierwszego w
drugim finale) wyrwał przeciwnikowi Marcin, także zamykając w 7 rundzie.
Na tym skończyły się emocje, bo ostatniego lega Błażej zagrał słabo i
Marcinowi nie pozostało nic innego, jak postawić kropkę nad „i”. To już
czwarta finałowa porażka Błażeja, a Marcin mozolnie odrabia
dystans do Romana w klasyfikacji.
Moment
turnieju: Błażej w meczu z Krystianem ma 167 na budziku i
przymierza T20,T19, ale trzecia lotka minimalnie chybia celu, ku rozpaczy
zawodnika.
Leg
turnieju: Pierwszy leg Błażeja w pojedynku z Bolkiem i 16
lotka w ręku, tradycyjnie jednak chybiona.
Zawodnik
turnieju: Marcin Kapuściński. W cuglach wygrywa turniej
prezentując momentami wyśmienitą grę.
Niespodzianka turnieju: Porażka Michała Skorupy z Michałem
Pawłowskim. Pablo grał rewelacyjnie i zasłużenie pokonał dużo
bardziej utytułowanego kolegę.
Ślizg
turnieju: Dawid Ratajczak miał dużo szczęścia w pojedynku z
Romanem Giszterem. No i oczywiście Kima.
1.Marcin
Kapuściński – Kapusta
2.Błażej
Przybyłowicz
3.Bolesław
Roszak
4.Roman Giszter
5.Robert
Gaertner – Kima
5.Dawid
Ratajczak
7.Krzysztof
Pakosz – Faza
7.Paweł
Więtkowski – Świstak
9.Dariusz
Myszkun
9.Adrian Nowak
– Sąsiad
9.Michał
Pawłowski – Pablo
9.Krystian
Weber
13.Arkadiusz
Gaudyn – Gustlik
13.Adrian
Marczak
13.Tomasz
Siodła
13.Michał
Skorupa
17.Janusz
Jakimowicz
17.Patrycja
Obruszkiewicz
17.Karol
Olaszek
17.Maciej
Szymkowiak
17.Mateusz
Wendt
17.Robert
Wiśniewski – Barthez
17.Tomasz
Wojciechowski - Kazik
2 grudnia 2010r.
Pierwszy turniej miesiąca jak zwykle przyniósł wiele niespodzianek - po części z
braku rozstawień, ale po części z powodów obiektywnych, czyli dobrej postawy
zawodników dotychczas drugoplanowych. Pojawił się też jeden debiutant -
Tomasz Siodła. Zresztą nie tylko się pojawił, ale i zagrał. Nie tylko
zagrał, ale pokazał się z dobrej strony. Nie tylko pokazał się, ale odniósł
zwycięstwo. Nie tylko odniósł zwycięstwo, ale... albo o tym może później.
Początek turnieju spokojny, choć już na starcie o pechu może mówić Świstak,
który nie dość, że jako jeden z niewielu nie miał wolnego losu, to jeszcze
jego przeciwnikiem był sam Marcin Kapuściński. Mecz był zacięty, a po
faworycie widać było ślady zmagań innego rodzaju, jednak Kapusta zdołał
wygrać to starcie. Jak zwykle krwawą walkę stoczył Adrian Nowak, który
jednak pokonany został przez Bolka Roszaka. Zawodnik ten gładko awansował
do półfinału, następny przeciwnik - Janusz, również okazał się słabszy.
Roman Giszter i
Robert Gaertner zgodnie wygrali swoje mecze, lecz o ile Roman bez
ceregieli teleportował Krystiana w czeluść lewej strony, o tyle Kima
(jak to Kima) wyszedł z czarnej d**y. Walczył z Darkiem Myszkunem,
który potrafi zagrać, choć nigdy jeszcze tego nie pokazał i po dwóch legach był
remis, trochę z winy Roberta, który na dablu podziwiał widoki, zamiast
zapi***lać. Trzeci leg to jednak masakra faworyta. Kima najpierw walczył
z równowagą - tu wypada dodać, że autor tego tekstu, bynajmniej nie insynuuje
zgubnego wpływu alkoholu na postawę Roberta. Kima grał na trzeźwo,
ale zachwiania równowagi spowodowane były przeciągiem (ktoś zostawił otwarte
drzwi do WC, ktoś inny spuścił wodę i tak się potoczyło) - potem walczył z koncentracją, a dopiero na końcu z przeciwnikiem.
Gdy już Robert uporał się z dwoma pierwszymi aspektami gry, okazało się,
że ma "dwójkę z przodu" przy dablu przeciwnika. Darek jednak miał spore
problemy z zamknięciem, a Kima wrzucił drugi bieg (czyli zaczął rzucać po
45, a nie po 26). Darek, jednak spalił się zupełnie, a Robert
cudem zapiął decydującego dabla, by z wyrazem triumfu na twarzy, godnym co
najmniej zapięcia 12 lotki, zacząć przekonywać zgromadzonych, że to Darek
omal się nie ślizgnął, a on po prostu przypieczętował swoja przewagę, mimo nieco
frywolnego zejścia.
Roman podważał Robertową klasę w tym pojedynku i po chwili mógł
własnoręcznie udowodnić swoją rację, gdyż w kolejnym meczu właśnie z Kimą
przyszło mu się zmierzyć. Gładko wygrał pierwszego lega, a w drugim miał kilka
lotek meczowych i widać było, że już ma przygotowaną mowę w stylu "a nie
mówiłem", jednak przeciwnik uwielbia takie przegrane sytuacje i
hollywoodzkie comebacki. Kima wyrywa lega na 1:1, by w trzecim zażartym
legu zasłużenie przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Roman z
ripostą będzie musiał poczekać do kolejnego turnieju.
O tym jak łatwo wykreować
gwiazdę najdobitniej przekonał się Błażej. Tydzień wcześniej uhonorował
Dawida Ratajczaka tytułem "zawodnika turnieju", głównie dla przekory,
a nie za realne zasługi. Dawid jednak niespodziewanie dostał skrzydeł o
powierzchni drzwi od stodoły. W pierwszym meczu trafił na z dawna nie widzianego
Krzyśka Pakosza i rozegrał wyrównany pojedynek. Faza starał się
jak mógł i nawet prowadził 1:0, ale potem Dawid zabił go końcówkami.
Drugiego lega zamknął ze 112, a trzeciego z 94. Błażej - jako jego
następny przeciwnik - uśmiechał się pod nosem, podejrzewając, że Dawid
się wystrzelał, gdyż ten dabla pierwszą lotką trafia raz na rok przestępny - a
tu zonk! Dawid w kolejnym pojedynku nie zwalnia tempa i Błażeja
rozsmarowuje na ścianie. Pierwszego lega zamyka 19 lotką, a w drugim (już
bardziej wyrównanym) dokańcza dzieła zniszczenia.
Clue wieczoru była jednak
postawa debiutanta Tomka. W pierwszej rundzie poradził sobie gładko, ale
nic dziwnego, skoro miał wolny los. W drugiej natomiast stanął na przeciwko
Marcina Kapuścińskiego, który sam go na turniej zaciągnął (ech, gdyby
wiedział, gdyby tylko wiedział...). Tomek podszedł do linii, złapał
lotki, upewnił się wzrokowo który koniec lotki trzeba skierować w stronę tarczy
podczas rzutu i zaczął rzucać. Niby bez jakiejś rewelacji, ale wprawne oczy
wychwyciły, że rzadko się myli na sektorze, a mimo pokracznej postawy lotka leci
równo i z grubsza zgodnie z zamierzeniem zawodnika. Gdy przyszło do ustawiania
dabla, wyszły niedociągnięcia taktyczne, ale gdy już go ustawił, to trafił
bezbłędnie. Nim Marcin zorientował się w niebezpieczeństwie, było już za
późno. Tomek wygrał zasłużenie cały mecz, a reszta faworytów w popłochu
rzuciła się do drabinki, sprawdzając, czy aby na ich drodze nie pojawi się
Bezszelestny Morderca Tomek.
Faworytom się upiekło, po części dlatego, że większość z nich już i tak była na
lewej, a po części dlatego, że los Tomkowi za rywala przydzielił
Macieja. Trudno powiedzieć, czy Tomkowi sprzyjało tzw. szczęście
początkującego, czy może zaślepiony sukcesem , nie był już w stanie zagrać
tak samo dobrze. Faktem jest, że Maciej z Tomkiem stoczyli dosyć
nudny pojedynek, a zwycięzcą okazał się zawodnik Dream Teamu, który w
decydującym legu zamknął dopiero 45 lotką.
Półfinały miały dosyć egzotyczny skład. Dawid miał się zamierzyć z Kimą,
natomiast na Macieja czekał Bolek. Zaledwie dwukrotnie w tym
sezonie zdarzyło się, że w półfinałach zabrakło zarówno Marcina
Kapuścińskiego, jak i Romana Gisztera. Jednak najciekawsze jest to,
że w tych dwóch przypadkach i tak triumfował Roman, który wygrał obydwa
turnieje po angielsku - czyli z lewej strony! Back to reality - zarówno Dawid,
jak i Maciej nie pofikali zbytnio, w duchu zapewne i tak ciesząc się z
wysokiego miejsca i pokaźnej zdobyczy punktowej. W samym finale prawej dosyć
łatwo Robert poradził sobie z Bolkiem, i to bez ślizgu, co warto
podkreślić jako rzadką okoliczność.
Na lewej szybko grono aniołków powiększyli Karol, Marcin J.,
Pablo, Świstak, Patrycja i Kazik. Z dobrej strony
pokazał się Sąsiad, który wygrał trzy mecze, eliminując swojego sąsiada
Błażeja (pierwszy raz w tym sezonie). Szybko doszło do starcia gigantów -
Roman gładko pokonał Marcina Kapuścińskiego, który zaliczył
najgorszy występ w tym sezonie. Marcin dotychczas tylko raz wypadł poza
pierwszą trójkę, więc dziewiąte miejsce przyjął z lekką dezaprobatą. Roman
natomiast wyciąwszy najgroźniejszego rywala gładko dryfował w stronę finału. Do
czasu jednak.
Otóż na lewej uchował się
jeden bączek (Darek Myszkun), który strasznie się zawziął po meczu z Kimą i postanowił
nie przegrywać zbyt szybko. Już na starcie przekonał się o tym Świstak,
było nie było, klasowy zawodnik. Potem Darek dosadnie udowodnił
Krystianowi, że maszyna do darta to nie harmoszka i awansował do kolejnej
rundy. Później było podobnie:ani Tomek, ani Janusz, ani Dawid nie zdołali
zatrzymać Darka w drodze na Olimp. Wszystko to jednak było tylko
przystawką do dania głównego. Darek ograł gładko i zasłużenie Romana
Gisztera. No może nie do końca gładko, ale zasłużenie na pewno. Roman
nie spodziewał się takiego oporu i zanim się obejrzał, już było po meczu.
Dopiero w finale lewej
strony Bolek donośnym podwójnym capstrzykiem dał znać przeciwnikowi, że
czas już iść spać. Nie zmienia to faktu, że Darek w tym jednym turnieju
wygrał dwa razy więcej meczów, niż w wszystkich pozostałych turniejach tego
sezonu. Bolek tymczasem zawitał z powrotem na prawą, by zemścić się na
Kimie za porażkę. Finał wyglądał jak jazda ścigaczem przez miasto. Gaaaaz,
światła, gaaaaz, światła, gaaaaz, et cetera. Oczywiście za ścigacza robił
Bolek, a za światła Kima, któremu wypuszczenie jednej lotki zajmowało
tyle samo czasu, ile Bolkowi wyrzucenie trzech, wyjęcie ich z tablicy,
powrót za linię i napicie się piwa. Pierwszego lega gładko i zasłużenie wygrał
Bolek, który z Kimy zrobił miazgę. Drugi był już wyrównany, a
Kima błysnął książkowym zamknięciem ze 104: 18,T18,D16 w siódmej rundzie. W
trzecim legu to Robert nadal wiódł prym i zasłużenie wygrał 2:1, po
zamknięciu w 8 rundzie.
Moment turnieju: Tomek Siodła w meczu z Marcinem
Kapuścińskim ma 83 punkty i rzuca 20,20,20 wywołując konsternację
doświadczonych graczy. Ci podpowiadają mu, że musi skończyć dablem, czyli
podwójną. Tomek ustawia trzema lotkami D7 i przed kolejną rundą upewnia
się: "Jak trafie, to koniec lega, tak? Ale na pewno?" - po czym trafia
bezbłędnie pierwszą lotką.
Leg turnieju: Pierwszy leg finału. Bolek Roszak gra wręcz
genialnie i zamyka lega 16 lotką, wybudzając Kimę z drzemki.
Zawodnik turnieju: Dariusz Myszkun. Wygrał 6 meczów na
lewej, w pokonanym polu zostawiając m.in. Świstaka i Romana.
Brawo.
Niespodzianka turnieju: Ex aequo: wygrana Darka Myszkuna
nad Romanem Giszterem i Tomka Siodły nad Marcinem Kapuścińskim.
Ślizg turnieju: Robert Gaertner chyba nie wie, że za
największą ilość wyróżnień w tej kategorii nie ma żadnej nagrody, bo kosi
kolejne wyróżnienia z uporem maniaka. Tym razem łyżwy w pojedynkach z Darkiem
i Romanem.
1.Robert Gaertner - Kima 2.Bolesław
Roszak 3.Dariusz Myszkun
4.Roman Giszter 5.Dawid Ratajczak
5.Maciej Szymkowiak 7.Janusz Jakimowicz
7.Adrian Nowak - Sąsiad 9.Marcin
Kapuściński - Kapusta 9.Krzysztof
Pakosz - Faza 9.Błażej Przybyłowicz
9.Tomasz Siodła 13.Marcin Jakubowicz
13.Patrycja Obruszkiewicz 13.Krystian
Weber 13.Tomasz Wojciechowski - Kazik
17.Karol Olaszek 17.Michał Pawłowski -
Pablo 17.Paweł Więtkowski - Świstak
|